Płać, ile chcesz

Przeczytasz w 5 minut Socjologia internetu
Autor 12 stycznia 2015

Żyjący w I wieku p.n.e rzymski myśliciel Publiusz Syrus miał jako pierwszy powiedzieć, że każdy towar jest tyle wart, ile kto jest gotów za niego zapłacić. Zwolennicy systemu rozliczeń Pay What You Want (PWYW) podeszli do tej maksymy w sposób bardzo dosłowny. Według nich klient powinien sam wycenić wartość produktu lub usługi. Jak to działa i dlaczego w ogóle działa?

Cena gra rolę

Pricing, czyli proces ustalenia za jaką cenę sprzedawać dane dobro, to marketingowe abecadło. Każdy wie, że chodzi o to, aby zachęcić nabywcę, zniechęcić konkurencję, a przy tym wszystkim – zarobić. Handlarze biżuterią i jachtami wiedzą też coś o paradoksie Veblena, czyli zjawisku przyrostu popytu na dane dobro towarzyszące wzrostowi ceny. Jeszcze trudniejszy do wyjaśnienia paradoks stanowi tytułowy model Pay What You Want, często stosowany zamiennie z Give What You Feel, zakłada, że opłaca się w ogóle nie ustalać ceny produktu czy usługi, a to ile jest wart, pozostawić w gestii samego nabywcy.

Dla tych, którzy przeczytali poprzednie zdanie więcej niż jeden raz i nadal nie dowierzają, spieszę z wyjaśnieniem. Tradycyjne wycenianie obciążone jest wieloma wadami i gdybyśmy nie byli do niego tak przyzwyczajeni, zapewne o wiele łatwiej dopuścilibyśmy, że alternatywa jest nie tylko możliwa, ale wręcz konieczna.

Na początek rozważmy sytuację wszystkich tych, którzy chcieliby kupić dany produkt lub usługę, ale jest ona dla nich zbyt droga. Część z nich byłaby gotowa wyłożyć maksymalnie 10% nominalnej ceny, dla innych zaś już 75% brzmiałoby rozsądnie. Ustanawiając sztywną ceną, zniechęcamy tych klientów do zakupu. Zdaję sobie sprawę, że owe 10% może nawet nie pokryć kosztów produkcji, ale te są to odzyskania z nawiązką dzięki tym zamożnym nabywcom, którzy będą gotowi wyjść daleko poza równowartość nominalnej ceny. A warto zaznaczyć: badania i praktyka wykazują, że nie brakuje ludzi, którzy chcą być mecenasami swojego ulubionego zespołu, kawiarni czy masażysty, ergo: wyłożyć więcej pieniędzy, niż się od nich oczekuje.Wielu z nich powołuje się też na wdzięczność i swoistą przyzwoitość: skoro obdarzono ich takim zaufaniem, że sami mogą sobie wybrać cenę, czuliby się co najmniej niezręcznie starając się tej sytuację nadużyć. Dodajmy do tego fanów (i fanatyków) wybranej marki, zespołu czy teatru awangardowego. Oni, za produkt choćby lekko odmienny od standardowego, będą gotowi zapłacić o wiele więcej. Bilet czy album z autografem będzie mieć dla nich wartość nie dającą się wyliczyć w pieniądzach. To ich zadaniem jest wyrównać i powetować straty, jakie generują ci, którzy dają najmniej. Nie lekceważmy jednak ubogich i/lub sknerowatych. Gdy raz uczyni się z nich klientów, tworzy się z nimi więź, która będzie ich zachęcać do tego, by kupować więcej towarów albo usług tej samej marki w przyszłości. Oszczędnych przyciągnie zaś perspektywa zapłacenia mniej: dla nich to jak kusząca promocja.

Kolejny zestaw korzyści lokuje się w relacjach ze “starszymi braćmi w biznesie”. Mam tu na myśli: wydawców, pośredników, inwestorów. Każdemu z nich należy się najczęściej prowizja, każdy chce mieć głos w tym, jak zarządzać swoją firmą, zespołem czy fundacją. W ramach modelu pay-what-you-want produkuje się jednak na miarę oczekiwań klienta. Jeśli muzyk nagrał płytę i udostępnia ją w Sieci, wynagrodzenia otrzyma za każde pobranie. Kto będzie chciał pudełka, książeczki i możliwości obcowania z albumem w starym stylu złoży zamówienie, a płyt wytłoczy się tyle, ile było zamówień. Nie potrzeba też sztabu opłacanych fachowców w wytwórni, którzy po tygodniach badań i wertowania raportów wycenią płytę. Fani zrobią to za nich.

Kolejną korzyścią modelu PWYW jest fakt, że artyści neutralizują w ten sposób piratów. Znika potrzeba ściągania płyt (filmów, gier, etc.) nielegalnie, skoro zupełnie legalnie i w wysokiej jakości można je mieć za darmo lub za symboliczną złotówkę. Załóżmy, że choć część ludzi dokona jakichś wpłat. Twórca już zarobił więcej, niż gdyby pobrali/kupili oni spiratowaną wersję.

Zarabianie na doświadczeniach

W zakresie PWYW, ścieżki przetarli informatycy, szukający metod walki z piratowaniem ich oprogramowania. W dalszej kolejności model zaadaptowali artyści. Jako pierwsza z takiego systemu rozliczeń skorzystała brytyjska grupa Radiohead – jedenasty krążek Brytyjczyków “In Rainbows” ukazał się bez wsparcia wytwórni płytowej, z wielką premierą w Internecie, a nie w dowolnej sieci sklepów z multimediami. Jak powiedział jeden z muzyków: “skoro każda nasza płyta i tak wyciekła do Sieci, tym razem upewniliśmy się, że będzie to przeciek kontrolowany”. Opłata była zupełnie dowolna, od zera funtów do… nieskończoności. Dopytywani przez dziennikarzy o finansowy efekt całego eksperymentu, członkowie Radiohead uśmiechali się i nieśmiało mówili, że “nie narzekają”. Z pewnością nie mogli też narzekać na promocję. O albumie mówili wszyscy. Największe serwisy kulturalne, magazyny muzyczne, telewizje informacyjne, tysiące blogerów. Bono z zespołu U2 chwalił młodszych muzyków za wizję i odwagę, choć jego formacja nie zdecydowała się pójść tą drogą… aż do niedawna.

Grupa Nine Inch Nails powtórzyła model Radiohead, ale twórczo go rozwinęła. Album “Ghosts I-IV” od razu pojawił się w kilku formatach: można było go pobrać za darmo, z bonusowymi utworami (za 5$), w estetycznym 2-płytowym opakowaniu (10$), w pełnych dodatków box-setach (75$) oraz w specjalnej limitowej wersji (300$). Nie minął pierwszy tydzień sprzedaży, a Amerykanie cieszyli się z 750 tys. pobrań. Wersja limitowana zniknęła z półek w 30 godzin. Większość obserwatorów stwierdziła jednak, że model Nine Inch Nails, choć okraszony lepszą promocją i bardziej dopracowany, nie był równie dobry jak Radiohead. Najpewniej nie był też równie dochodowy. Błąd, wydaje się, tkwił w tym, że nie dano fanom możliwości płacenia więcej. Wybierali ile chcą zapłacić… ale z pewnej puli wyborów. Ograniczony model PWYW, jak widać, daje ograniczony sukces.

Pay What You Want a sprawa polska

Czy analogiczne przykłady można by podać na przykładzie polskich przedsięwzięć? U nas tego rodzaju systemy płatności to nadal egzotyka, choć pierwsze jaskółki już się pojawiły. Metodą PWYW posługuje się studio tworzące gry komputerowe Crunching Koalas oraz dwa awangardowe teatry: krakowska Czysta Reforma i warszawska Druga Strefa. Niektóre konferencje i szkolenia, szczególnie organizowane przez fundacje, były finansowane w ten sposób. Warto śledzić ich postępy. To w dużej mierze od sukcesu tych innowatorów i skupionych wokół nich społecznosci, będzie zależeć czy PWYW przyjmie się nad Wisłą.

Przejrzyj inne artykuły z grupy:

    Mogą Cię zainteresować

    Skomentuj

    THANK the CROWD

    Przeczytasz w 20 minut Crowdfunding
    Autor 24 grudnia 2014

    Od czego zacząć, jeśli nie od słów: dziękujemy. 11 miesięcy temu uwierzyliśmy w CROWD. Teraz CROWD uwierzył w nas, a naszą wiarę tylko umocnił.

    Współautorem tekstu jest Marcin Giełzak.

    Jest Was 187 – część z Was to nasze Plemię, część do ludzie z Tłumu, którzy dopiero do niego dołączają. 188 wpłat od 187 osób (Michał Sypko sypnął groszem dwa razy ;) ). Każde z Was przyczyniło się nie tylko do rychłego wydania naszej książki Crowdfunding. Zrealizuj swój pomysł ze wsparciem cyfrowego Tłumu przez wydawnictwo OnePress, ale także wyraźnie wzmocniło naszą organizację. Dzięki Waszemu zaangażowaniu, “szumowi”, jaki wokół nas zrobiliście, pojawiliśmy się w telewizji, na wystąpieniach, wykładach, otrzymaliśmy oferty współpracy… nagłośniliście także idee crowdfundingu.

    Dziękujemy Wam za feedback, słowa wsparcia i uznania. Dziękujemy Wam za obecność i za przyszłość.

    Tutaj możecie obejrzeć nas dziękujących Wam także w formie paszczowo-mówionej:

    To także pierwszy z wielu videocastów (trudno nam tę nazwę “zkrałdować”), jakimi planujemy się z Wami podzielić w nadchodzących miesiącach. (dzięki, Łukasz)

    Pełna lista wspierających

    Z pewnością odnajdziecie tutaj swoje nazwiska – dla ułatwienia ułożyliśmy je alfabetycznie. Przy niektórych z nich pozostawiliśmy spersonalizowane adnotacje. Przykro nam, że tylko przy niektórych, ale to także sygnał, że powinniśmy poznali się lepiej w nadchodzącym czasie. I mamy tu na myśli 100+ osób, które – miejmy nadzieję – na dobre dołączyły do naszego Plemienia.

    Adamowicz Marcin
    Antoniewicz Paweł
    Art Andy
    Babóstwo Agata
    Bartkowiak Marta
    Bender Jacek
    Berent Jakub
    Bereza Łukasz
    Bielawski Marcin
    Bielejec Kasper
    Bieniek Przemek
    Bil Adam
    Boniek Wojciech
    Borkowska Olga
    Brandt Łukasz
    Breczko Katarzyna
    Bremer Jeremiasz
    Buchwald Krzysztof
    Burkiewicz Jakub
    Chmielewski Andrzej
    Chmielowski Rafal
    Chyła Paweł
    Ciesz Natalia
    Czachor Pawel
    Czarnecki Sławomir
    Człapińska Ewa
    Czyżykowski Mateusz CROWDhero crew member.
    Damski Michał
    Daszkiewicz Damian
    Deja Paulina Pierwsza poruszycielka, tj. Lucky 7
    Demków Mikołaj
    Depta Piotrek
    Dębska Renata
    Dmuchowski Tomasz
    Dolińska Anna
    Dowgird Jakub
    Drogosz-Nadarkiewicz Sylwia
    Dumała Katarzyna
    Dutkowski Zbyszek
    Dunowska Gabriela
    Durlej Piotr
    FinansoweAbc Łukasz
    Galicki Marcin The boss himself. ;)
    Gardoliński Bartłomiej
    Głowacki Jakub
    Godlewski Marcin
    Golonka Katarzyna
    Gołębiowski Jacek
    Gorz Joa
    Góra Wojtek
    Grabowski Dariusz
    Gryś Szymon
    Haczykowski Andrzej
    Hauschild Mateusz Our brother, publicysta WtC. Do tego Pierwszy poruszyciel, tj.Lucky 7.
    Hławka Alicja Oj
    Hurbańczuk Anita Another pleasant surprise. ;)
    Huszcza Ireneusz Kumpel od kufla. ;)
    Hynas Konrad
    Iwasiński Łukasz
    Jagusiak Łukasz
    Jakubaszek Aleksandra
    Jastrzębski Piotr
    Jaworski Bartłomiej
    Jaworski Michał
    Jażdżewski Leszek Leszek, dzięki za wszelkie wsparcie, także pozafinansowe. Miejmy nadzieję, że relacja WtC – Liberte! będzie tylko kwitła.
    Jedrzejczak Jacek Dzięki za uwierzenie w nas jeszcze na miesiące przed zbiórką!
    Jeruszka Marta
    Kapłon Anna
    Karaszewski Jakub
    Karny Mateusz
    Kasprzykowski Daniel Bohater naszej książki w pełnej zbroi. ;)
    Kedziora Arkadiusz
    Kęcik Piotr
    Kijo Kamila
    Kisiel Olimpia
    Klat Łukasz Nasz filmowiec i smakosz dobrych odmian metalu.
    Kołos Krzysztof
    Kondrat Krzysztof
    Konopka Barbara
    Koryto Dariusz
    Kosowicz Ryszard
    Królak Dagmara
    Krysik Patrycja
    Krzemień Karolina
    Krzywolak Jakub
    Kucharski Sebastian ;)
    Kucińska Olga
    Kulawiecki Witold Witek, brachu, nadal widzimy dla Ciebie miejsce w naszym gronie.
    Kulicki Łukasz
    Kurzyk Bartłomiej Bartku, widzimy Cię w Radzie Fundacji WtC. Dzięki za wskazówki, wsparcie i przekonanie nas do pomysłu książki.
    Lesz Weronika
    Ligocka Sylwia
    Lipiec Mirosław
    Lubaś Maciej
    Lubaś Maciej
    Ludwiczak Michał
    Łuczak Michał
    Łukasik Magda
    Makowski Stanisław
    Makuch Łukasz
    Marszałek Martyna
    Matuszewska Pola Czekamy na kolejny tekst.
    Mieszadło
    Miłoszewski Filip Oby więcej takich patronów łódzkich startupów. I oby więcej takich ludzi w Polsce w ogóle.
    Mirocha Lukasz Łukasz, bratni blogerze, pokrewna duszo – dzięki za wsparcie teraz, wcześniej i w przyszłości.
    Mirowska Ewa
    Młudzik Grzegorz Aleksander Pierwszy poruszyciel, tj. Lucky 7… i pierwszy wspierający!
    Mularczyk Beata
    Musiał Patrycja
    Musiatowicz Krzysztof
    Myszkowiak Maciej
    Olech Katarzyna
    Omelczuk Adam
    Ořech Anna
    Ozga Aleksander
    Paluch Tomasz
    Pałka Julian
    Patoka Damian
    Pawelec Marek
    Pawlik Laura
    Paź Bartosz
    Peszyńska-Drews Kasia
    Piotrowski Piotr Nasz webdesignerski magik i wierny krytyk. ;)
    Pitulski Mateusz
    Płosia Aga
    Podlaszewski Mikołaj
    Popowczak Iwona
    Próchnicki Piotr
    Przytuła Paweł
    Rak Marcin Nasz hojny mecenas. 1000 zł wpłaty za wspólny obiad przed CROWDparty. Dziękujemy, Marcinie, za to, że są tacy ludzie w Tłumie.
    Razmuk Joanna
    Reszczyński Łukasz
    Różański Michał
    Sabat Kamil
    Sacha Piotr
    Sachman Konrad
    Sadurska-Siedlecka Angelika
    Salawa Karol
    Sebastian Skrobol
    Skoczylas Kacper Pierwszy poruszyciel, tj. Lucky 7.
    Smolarczyk Marcin
    Smoręda Agnieszka Czekamy na kolejny tekst.
    Smoręda Marta Siostra bliźniaczka i CROWDhero crew member. ;)
    Sobolak Wiktor
    Sołtysiak Gosia
    Sośnierz Katarzyna
    Spisak Paweł
    Sroczyński Paweł Wiesz, że gdyby nie Ty, bylibyśmy pewnie w innym miejscu dziś.
    Stacewicz Cezary Co tam z naszą współpracą? ;)
    Stankiewicz Marek
    Stańkowski Michał
    Stec Paweł
    Stobiecka Natalia
    Synowiec Marta
    Sypko Michał Pierwszy poruszyciel, tj. Lucky 7.
    Sypko Michał …i do tego jedyna dwukrotna wpłata. ;)
    Szajnecki Michał Pierwszy poruszyciel, tj. Lucky 7. I do tego CROWDhero crew member.
    Szlagowski Radoslaw
    Szulak Krzysztof
    Świrski Mateusz
    Teach Ed
    Tomassy Michał
    Tomczak Magda Pierwsza poruszycielka, tj, Lucky 7.
    Tomczuk Natalia
    Urbaniak Wojciech
    w Pracy Tata tylko czyj? Tata MG czy tata BFM?
    Walczyński Łukasz
    Wasilewski Paweł
    Wawrzyniak Michał najhojniejszy z najhojniejszych. Dziękujemy.
    Więckowski Jarko
    Wilk Katarzyna
    Wilk Piotr
    Wis Damian
    Włódarczak Agata
    Wolski Krzysztof
    Woskresińska Maria Rodzina. ;)
    Woskresiński Piotr Także rodzina. ;)
    Woś Agnieszka BFM: Dziękuję za Twoje wsparcie, inspirację i za pomoc przy edycji Niezbędnika. Dziękuję Ci za 4 lata wspólnego życia.
    Wozniak Mateusz
    Wójcik Ania
    Wrońska Joanna
    Wytych Cezary
    Zarychta Stanisław
    Zieliński Grzegorz
    Zięba Aleksander
    Zohan Wojewoda Krystian fryzjer, co wymiata. ;)
    Żuchowicz Apolinary

     

    Śledźcie naszego fanpage’a, tam na bieżąo będziemy Was informowaćo postępach w procesie wydawania książki, ergo: rozsyłki nagród dla Was oraz organizacji CROWDparty. To pierwsze zaczniemy jeszcze w tym tygodniu, wysyłając do Was wszystkich maila z podziękowaniem za wsparcie i obiecanym w szczebelku “Z Miłości do Tłumu” wcześniej niepublikowanym wywiadem.

    #thankthecrowd.

    For real.

    Współautorem tekstu jest Marcin Giełzak.

    Przejrzyj inne artykuły z grupy:

      Mogą Cię zainteresować

      Skomentuj

      Jak skończy Westeros? Odpowiedź znajdziecie w chmurze

      Przeczytasz w 20 minut Crowdsourcing Socjologia internetu
      Autor 26 listopada 2014

      George R.R. Martin wyznał niedawno, że dwóm osobom udało się odgadnąć zakończenie “A Song of Ice and Fire” (niektóre nooby kojarzyć mogą wyłącznie nazwę “Game of Thrones”). Jak ma się to do CROWDu? Ano tak, że w dowolnym momencie możemy wejść do niekończących się labiryntów Wikis (o, takich na przykład) ze świadomością, że gdzieś tam, na jakimś obskurnym forum, pośród setek tysięcy egzotycznych teorii, znajduje się ta jedna – właściwa. A jej autorem jest ktoś z nas.

      Let’s wind the clock back a few years. Pamiętacie boom na serial “LOST”? Byłem chyba ostatnią ze znanych mi osób, która dotrwała do samego końca tej serii (z wielkim żalem). Z pewnym dreszczykiem emocji wspominam niezliczone wycieczki po forach internetowych, portalach i tworach wiki-podobnych, które odbywało jednocześnie kilka milionów osób tygodniowo – tuż po premierze kolejnego odcinka. Cel był jeden: wspólnie dojść do tego, co właściwie k**wa dzieje się na tej cholernej wyspie. Ludzie przerzucali się teoriami, analizami pojedynczych klatek filmowych, cytatami z Davida Hume’a i Johna Locke’a (poważnie). Zakończenie serialu zawiodło na całej linii. Dlaczego? Ponieważ CROWD, w przebłysku kolektywnego geniuszu, rysował wizje znacznie bardziej ekscytujące i wymagające intelektualnie niż to, co można było zobaczyć na ekranie.

      Przenosząc się do niedalekiej przeszłości: w toku pisania swojej pracy magisterskiej dot. crowdfundingu (do pobrania pod czerwonym magnesikiem u góry strony) potrzebowałem znaleźć literaturę z zakresu źródeł kapitału oraz efektywności w naukach ekonomicznych. Podparłem się Encyklopedią Zarządzania i przyznaję to bez zażenowania. Nie, nie spisywałem bezmyślnie całych fragmentów “z internetów” – wystarczyło, aby kluczowe hasła naprowadziły mnie na autorów i literaturę do wyszperania w bibliotece.

      Dalej: kilka tygodni temu nasz tekst poświęcony haktywiście Aaronowi Swartzowi trafił na pierwszą stronę Wykopu. Kilka osób w Tłumie doceniło zawartość, zaczęło ją “wykopywać” i zwróciło tym samym uwagę innych. 48h później wiedza, którą chcieliśmy się podzielić, dotarła do tysięcy. (A świat stał się lepszym miejscem. W naszych głowach).

      Dziś? Pocinam w “Wasteland 2” – grę RPG sfinansowaną w 2012 roku na Kickstarterze, o której wspominaliśmy już wielokrotnie (tak na blogu, jak i w social media). Jest graficznie paskudna, a przy tym piekielnie trudna i wciągająca. Na tyle trudna i na tyle wciągająca, że średnio raz na 3 godziny muszę zaglądać na Wasteland-Wiki – oazę społeczności pozytywnych onanistów, którzy przeszli “Wasteland 2” już tak wiele razy, że w końcu doznali oświecenia i w napływie łaski zapisali swoją zbiorową wiedzę w chmurze dla takich lamusów jak ja. (Jeśli i to nie pomaga, to po prostu zaglądam w jakiś walkthroughzamieszczony na YouTube).

      Cztery losowe, różniące się od siebie sytuacje i jeden wspólny mianownik: wiedza w chmurze (shared knowledge, cloud knowledge), towarzysząca mi niemal na każdym kroku, Zakładam, że w Waszym przypadku nie jest inaczej. Jesteśmy uzależnieni od zasobów cyfrowej wiedzy, które wspólnie tworzymy, dystrybuujemy i konsumujemy. Jako, że chmurę nosimy dziś nawet w naszych kieszeniach, to i dostęp do kolektywnej mądrości mamy na wyciągnięcie ręki – wszędzie i zawsze.

      Chcę kupić nową kartę graficzną, ale nie jestem pewien, który model będzie optymalny pod kątem jakości i ceny? Sprawdzam opinie użytkowników na Benchmark.pl. Kumpel rzucił świetny cytat, ale zapomniał czyjego autorstwa? Smartfon -> Google -> WikiQuote. Chcę zaimponować dziewczynie czekoladowym founde, ale moja wiedza kucharska ogranicza się do jajecznicy studenckiej? Wystarczy zajrzeć na YouTube i powtarzać krok po kroku to, co wyrabia domorosły mistrz patelni (najlepiej w slow motion). Mam pojutrze ważną prezentację w temacie grywalizacji i nie wiem jak ją ugryźć? Szukam inspiracji na SlideShare.

      Brzmi znajomo?

      • YouTube i Quora;
      • Reddit, Digg, StumbleUpon, Wykop.pl;
      • Wikipedia i Wikie (sic!) konkretnych gier, komiksów, książek, seriali;
      • Slideshare, Slide Wiki;
      • Metacritic, IMDb (oraz tysiące innych agregatorów recenzji i opinii użytkowników, forów itd.);
      • Khan Academy, SkillShare, Zyncd.

      Ta lista mogłaby ciągnąć się jeszcze przez kilka stron – to tylko kilka przykładowych platform, na których zbiorowo i drogą współpracy gromadzimy wiedzę na zasadzie: od Tłumu, przez Tłum i dla Tłumu. Możemy z niej czerpać wszyscy i zawsze, za darmo, jednocześnie nie wyłączając nikogo z konsumpcji. Jeśli to nie jest przykład CROWDowego dobra publicznego 2.0, to nie wiem, co nim może być.

      I mam też dwa dobre powody, dla których napisałem o tym cały tekst.

      Powód #1

      Shared knowledge to składnik szerszego zjawiska, jakim jest Mass Collaboration – lustrzanego odbicia crowdsourcingu, w którym nikt niczego Tłumowi nie zleca. To raczej spontaniczna i organiczna działalność nas samych z korzyścią dla wszystkich. Sieć, dzięki popularyzacji kultury open source, stała się dla nas globalną agorą, na której każdy może wygenerować lub zmodyfikować istniejącą informację i podzielić się nią z resztą. Ekonomista Don Tapscott, w książce Wikinomics: How Mass Collaboration Changes Everything, wskazał na 5 kluczowych czynników podtrzymujących tę agorę przy życiu:

      1. otwartość (being open);
      2. równość / koleżeństwo (peering);
      3. współdzielenie (sharing);
      4. działanie globalne (acting globally);
      5. wzajemna zależność (interdependence).

      Wspomniałem, że Mass Collaboration, którego przejawem jest wpółdzielona wiedza w chmurze, to lustrzane odbicie crowdsourcingu. Ta zależność sięga głębiej: crowdsourcing to tak naprawdę skomercjalizowane Mass Collaboration. Firmy, organizacje, rządy podpinają się pod trend Wikinomii i starają się otworzyć swój mały straganik na tej wielkiej cyfrowego agorze. Nie ma w tym nic złego, a wręcz przeciwnie, jesli tylko wiąże się to z wyraźną korzyścią dla każdej ze stron. (To zresztą cechuje wartościowy crowdsourcing – że nie stara się wykorzystywać CROWDu i gra na jego zasadach).

      Powód #2

      Drugi powód jest dość banalny. Napisałem magisterkę? Z wyróżnieniem, za co dziękuję autorom Encyklopedii Zarządzania. Skończyłem “Wasteland 2”? Prawie… ale nie byłoby tego “prawie” bez solidnej solucji nad Wasteland-Wikia. Dziękuję graczom-fanatykom. A czytacie teraz ten tekst? Zawiera chociaż szczyptę ciekawej wiedzy? Macie do niej dostęp za darmo? Jeśli tak, to po prostu podziękujmy sobie wszyscy za wiedzę w chmurze. Nawet jeśli większość z nas nie tworzy, a jedynie przekazuje dalej (zasada 90-9-1), nie żałujmy sobie słów uznania – dzisiaj, w sieci, razem jest nam nie tylko raźniej, ale i mądrzej. 

      PS. Ostatnie zdanie subtelnie sugeruje, abyście podzielili się tym tekstem z innymi.

      500 znaków MG

      Stanisław Lem wyjątkowo się mylił: nie jest tak, że im dane medium doskonalsze, tym głupsze treści będą za jego pośrednictwem przekazywane. Wielką siłą Sieci jest to, że pozwala ludziom o nawet najbardziej niszowych zainteresowaniach spotkać bratnie dusze, które trudno byłoby odnaleźć wśród małych społeczności kolegów ze szkoły czy pracy. Kolejny plus to możliwość błyskawicznej konfrontacji źródeł, opinii, faktów. A wszystko to, zgodnie z regułami sztuki i internetową etyką, zupełnie za darmo.

        Mogą Cię zainteresować

        Skomentuj