Jak załatwić sobie koncert Foo Fighters?

Przeczytasz w 4 minut Crowdsourcing Socjologia internetu
Autor 8 sierpnia 2015

Mniej więcej rok temu, w maju, Włoch Fabio Zaffagnini zorientował się, że jego ulubiony zespół muzyczny Foo Fighters nie odwiedził Romanii od 1997 r. Postanowił więc znaleźć sposób, aby ściągnąć gwiazdę rocka w rodzinne strony. Idea była prosta: skopiemy tyłek całemu światu i zrobimy to w taki sposób, żeby nie umknęło to uwadze samego Dave’a Grohla. Szalony pomysł szybko przerodził się w międzynarodowe wydarzenie.

Zamysł był taki, aby symultanicznie, w Tłumie, odegrać jedną z najbardziej znanych piosenek FF. Szybko zaczęło to przybierać formę złożonego przedsięwzięcia. Zaffagnini poprosił o pomoc najbliższych znajomych, ale to był dopiero początek długiej drogi. Brakowało ludzi, ekspertów, pomysłów oraz muzyków, którzy potrafiliby w zgrany sposób wykonać numer. Pomysłodawca zaczął od właściwej strony. Przygotował filmy promocyjne prezentujące innym ideę w Tłumie, a następnie zorganizował przyjęcie w pobliskim teatrze, na którym podzielił się animowanym trailerem przyszłego wydarzenia. Zaczął więc możliwie najlepiej — od pobudzenia wyobraźni fanów, aby mieć na pokładzie ich serca i umysły.

Niedługo później udało się znaleźć rzecznika prasowego, inżynierów, technicznych, fundraiserów, grafików, webmasterów oraz oczywiście trzon projektu — profesjonalnych muzyków wyłonionych z kilkudniowego castingu. Po roku przygotowań oraz akrobacji organizacyjnych, pomysł stał się rzeczywistością i na przedmieściach Ceseny 1000 muzyków wykonało wspólnie kawałek Learning to Fly.

Film z tego wydarzenia obiegł cały świat i co najistotniejsze, obejrzał go sam Dave Grohl, a następnie odpowiedział swoim włoskim fanom… w ich języku.Udało dokonać się niemożliwego — ich idol obiecał, że odwiedzi Cesenę.

Powyższy projekt — Rockin’1000 — nie jest jedynym tego rodzaju, z jakim styczność mieli muzycy Foo Fighters. Kilka miesięcy wcześniej jeden z fanów zespołu — Andrew Goldin — zaczął sprzedawać bilety na ich nieplanowany koncert (jeden bilet w cenie 50$). Przyświecała mu odkładnie taka sama idea, jak u Zaffagniniego. Pragnął zobaczyć gwiazdy rocka na żywo w swoim ukochanym mieście. Dlatego wyszedł z własnym pomysłem na występ, samemu stając się liderem ruchu i organizatorem, przy wsparciu CROWDu próbując dotrzeć do świadomości Foo Fighters. Ku zdziwieniu wszystkich, większość biletów została wykupionych przez dwóch lokalnych przedsiębiorców (Brown’s Volkswagen oraz Sugar Shack Donuts), którzy następnie rozdali wejściówki swoim klientom. Akcja zakładała zbiórkę 70 tysięcy dolarów, a w razie niepowodzenia, pomysłodawca Andrew Goldin zobowiązał się zwrócić wpłacone pieniądze. Zbiórka zakończyła się sukcesem. Dave Grohl wraz z chłopakami z zespołu zagrał jeden z najbardziej kameralnych koncertów od czasów Garage Tour. Dokładnie takie samo wydarzenie miało miejsce w Kornwalii, ale budżet przekroczył 300 tys. funtów.

Jak kolektywnie spełniać marzenia?

Wydarzeniem ideowo zbliżonym do Rockin’1000 jest odbywający się co roku Thank You Jimmy Festiwal, gdzie na wrocławskim rynku grupa gitarzystów próbuje pobić  gitarowy rekord Guinnessa, odgrywając wspólnie utwór Hey Joe z repertuaru Jimmy’ego Hendrixa. Głównemu organizatorowi i pomysłodawcy, Leszkowi Cichońskiemu, zaproponowałbym prosty eksperyment: zapytać się każdego rejestrującego się na wydarzenie muzyka, czy chciałby zagrać inny utwór, niż ten narzucony przez organizatora. W końcu Hendrix miał więcej niż jeden ciekawy numer. A może nawet przeorganizować festiwal bić rekord również na innych utworach, innych artystów, bardziej współczesnych? Wyobraźmy sobie np. Tłumne odegranie Californication. Zdaję sobie sprawę, że dla Cichońskiego Hendrix jest niezaprzeczalnym numerem jeden, ale z roku na rok festiwal mógłby tylko zyskać na zaangażowaniu Tłumu, gdyby też włączyć go w proces decyzyjny.

Jako wielki fan szeroko rozumianej muzyki, chciałbym sam móc decydować kto i w jakim czasie zagra koncert w moim mieście. Czekanie kilka lat na kolejny koncert ulubionych kapel i gwiazd jest co najmniej frustrujące, a podróże za granice — zbyt dalekie. Takie samo poczucie frustracji towarzyszyło wszystkim organizatorom kolektywnych zbiórek na rzecz ściągnięcia Foo Fighter, do dawno nieodwiedzanych miejsc. Najciekawszym skutkiem wyżej opisywanego modelu jest usuwanie zbędnych elementów — najmniej interesujących wydarzeń muzycznych z życia kulturalnego miast, które i tak nie przyciągną wystarczającej ilości chętnych. W efekcie ludzie przestaną chodzić na muzyczne urodziny marketów i centrów handlowych, a zespoły będą musiały zbliżyć się do swoich fanów, aby przekonać ich do finansowania koncertów z pominięciem instytucjonalnego organizatora.

Fani jako organizatorzy koncertów

Zapewne w niedalekiej przyszłość fani będą mogli łączyć się w cyfrowych grupach i wspólnie planować nie tylko koncerty, ale także festiwale. Po sukcesie w Virginii, Goldin obecnie zajmuje się organizacją właśnie takiego festiwalu. Warto w tym celu przyjrzeć się stronie Wedemand.com, która jest obecnie jednym z największych ośrodków skupujących entuzjastów muzyki w Ameryce. Do tej pory fanom udało się zorganizować koncerty takich gwiazd jak: Slipknot, Taylor Swift, One Direction, Ariana Grande, The Who, Nicki Minaj, Blur. Sam Dave Grohl przychylił się do tezy, że CROWD może nie tylko sfinansować najbliższą trasę koncertową, ale crowdfunding w ogóle może stanowić główny model organizowania występów muzycznych. Ja nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Czeka nas muzyczno-społeczna rewolucja. Dlaczego? Bo będą do niej dążyć obydwie strony jednocześnie, póki nie spotkają się pośrodku.

    Mogą Cię zainteresować

    Skomentuj

    Jak rządzi Lisi Król? Wywiad z autorką Lisich Spraw

    Przeczytasz w 20 minut Socjologia internetu

    Lisie Sprawy. Kto jeszcze nie dostrzegł tej oazy pośród pustyni przeciętnych fanpage’ów na Facebooku, ten niech lepiej dobierze lepsze okulary. Jego autorka, Beata Ari Smugaj, konsekwentnie pozostaje w lisich klimatach. Raczy nas rysunkami z niecodzienną rudawą postacią. Rozbawia, a jednocześnie zmusza do ruszenia szarymi komórkami, bo lisi humor to niemal zawsze gra odniesień. Przy tym Lisie Sprawy powstały i rozwijają się według schematu, który powinien stać się dla nas normą. Ktoś z CROWDu wpada na świetny pomysł. Realizuje swoją pasję. Robi to za darmo, dzieli z innymi i angażuje ich w swoją twórczość. Podpiera się przy tym narzędziami WEB 2.0, czyli przede wszystkim Social Media. Dzięki autentyczności i oddaniu, materializuje swoje ambicje ze wsparciem Tłumu – bez większych nakładów finansowych, wysiłków promocyjnych, skomplikowanej strategii czy wsparciu wydawcy. Po prostu gra według zasad CROWDonomii.

    Współautorem tekstu jest Marcin Giełzak.

    WE the CROWD: Czy Lisi Król jest monarchą dziedzicznym czy z elekcji?

    Beata Ari Smugaj: To sekret! Oczywiście do czasu. W niedalekiej przyszłości pojawi się odpowiedź na to pytanie. Póki co, wie to tylko Lisi Król i ja.

    WtC: Pomysł na tematykę i styl przyszedł sam, znienacka? Czy może rodził się stopniowo? Był naturalny czy może miał w sobie nutę marketingowego planowania?

    BAS: Zawsze uważałam, że piękno tkwi w prostocie. Stąd właśnie taka a nie inna kreska – jeśli pomysł można przedstawić prosto i ciekawie, to czemu nie iść tą właśnie drogą? Poza tym, pierwszy lisek był narysowany na szybko, i na prośbę mojego przyjaciela, który na tenże rysunek zareagował z wielkim entuzjazmem. “Jest cudowny, załóż fanpage o lisich przygodach!” – zaproponował, „dobrze, ale pod warunkiem, że zarejestrujesz mi domenę o takiej samej nazwie” – odpowiedziałam z czystej przekory. Ostatecznie liski powstały pół żartem, pół serio. Nie spodziewałam się, że aż tak przypadną moim odbiorcom do gustu, ale to niesamowicie miłe zaskoczenie, gdy to, co robimy zyskuje tak wyraźną aprobatę.

    WtC: Czy są strony internetowe albo fanpages, którymi inspirowałaś się tworząc Lisie Sprawy?

    BAS: Hm, gdyby się zastanowić to najbardziej inspirujące są dla mnie dwa web-komiksy. Pierwszym jest oczywiście Stupid Fox, który ideowo jest najbliższy Lisim Sprawom. Tak samo Business Cat przypadł mi do gustu, gdy jeszcze z komiksami nie miałam wiele wspólnego. Z pewnością podziwiam autorów i cieszę się z każdego nowego odcinka, gdyż krótka, sympatyczna, zabawna forma, to jest to, co lubię!

    WtC: Jak szybko udało się zgromadzić tak liczne Plemię wokół fanpage’a?

    BAS: Ilość polubień rosła bardzo szybko od marcowego startu fanpage’a. Pierwszy miesiąc przyniósł 4 tysiące odbiorców. Teraz przez tydzień przyrasta około 150 nowych osób śledzących przygody Lisiego Króla oraz jego poddanych.

    WtC: Spójrz na tzw. engagement na Twojej stronie na Facebooku – masz nieco ponad 6,5 tys. fanów i zaangażowanie przypadające na post oscylujące w granicach 300-800 lajków (i często kilkadziesiąt udostępnień!). Dla porównania, WE the CROWD ma na FB 1200 fanów i zaangażowanie na post na poziomie 1-7 lajków… Skąd taka popularność Lisich Spraw?

    BAS: Chyba istniała pewnego rodzaju nisza, a nikt nie wpasował się w nią tak dobrze, jak zrobiły to Lisie Sprawy. Mam na myśli to, że web-komiksy bywają zabawne, zaskakujące, czasem ponure, czasem brutalne, czasem wulgarne. Natomiast Lisy mają w sobie “puchatość” i urok kotów oraz wierność i sympatyczność psów. Lisy same w sobie są czymś pomiędzy; dzikie i płochliwe a jednocześnie puchate i przyjacielskie. Oczywiście są też czasem głupiutkie, ale to właśnie jest część ich uroku.

    Jeśli natomiast chodzi o aktywność lisich miłośników, to faktycznie jest imponująca. Dlaczego? Dla mnie sprawa jest prosta. Odbiorcy Lisich Spraw czują, że naprawdę zależy mi na kontakcie z nimi. Rozmawiamy w komentarzach, żartujemy, bawimy się słowem. Lisi Król ma różne przygody. Gdy uciekł z królestwa bojąc się że zrobił coś złego, dalszą część jego przygód wymyślili jego fani (crowdsourcing! – WtC). Z uwagą czytam, co piszą do mnie moi odbiorcy (pod postami i prywatnie), w jakiś sposób wspólnie tworzymy tą lisią opowieść.

    WtC: Czy chcesz, aby ludzie kojarzyli Cię jako autorkę fanpage’a? Czy wolisz pozostać w cieniu?

    BAS: Z pewnością nie mam zamiaru się ukrywać. Przecież lisków wcale się nie wstydzę, przeciwnie – jestem z nich całkiem dumna, więc powoli wychodzę z cienia Lisiego Króla. Spotykam się z odbiorcami Lisich Spraw na konwentach fantastyki, więc każdy, kto interesuje się, kim jest rysowniczka, łatwo może się do mnie dotrzeć i zamienić kilka słów.

    WtC: Jakie są Twoje plany wobec Plemienia, które zgromadziłaś wokół Lisich Spraw? Czy planujesz w jakiś sposób wykorzystać (oczywiście w pozytywnym sensie) ten kapitał społecznościowy?

    BAS: Tak naprawdę to zależy od moich odbiorców, chociaż myślę, że naturalny rozwój zawiedzie nas do jakichś fizycznie istniejących przedmiotów. Może mieć w tym swój udział crowdfunding, bo nic innego nie jest tak cudownym barometrem nastrojów i oczekiwań jak CF. Nie chcę na razie zapeszać, ale już mam parę pomysłów, które fanom Lisków powinny przypaść po gustu.

    WtC: Czym “Lisi Król” zajmuje się na co dzień i w jaki sposób tak dynamicznie rosnąca popularność odmienia jego życie?

    BAS: Lisi Król zajmuje się królowaniem, jedzeniem sera i mizianiem poddanych po brzuszkach. Poza tym oczywiście przyzwyczajony jest do popularności i splendoru, więc jest odpowiednim lisem na odpowiednim miejscu. Natomiast ja z socjolożki staję się nadworną rysowniczką, którą sukcesy Lisich Spraw motywują do działania.

    WtC: Rozważasz rozwinięcie formuły Lisich Spraw, na przykład pod postacią komiksu?

    BAS: Oczywiście, że rozważam narysowanie komiksu! Ale wiem też, że takie przedsięwzięcie jest trudne i czasochłonne. Dlatego pierwsza w kolejności może być lisia kolorowanka. Komiks jest na razie planem na przyszłość.

    Współautorem tekstu jest Marcin Giełzak.

    Przejrzyj inne artykuły z grupy:

      Mogą Cię zainteresować

      Skomentuj

      Słyszeliście o fali samobójstw w social media? Zapytajcie Ask.fm

      Przeczytasz w 20 minut Socjologia internetu
      Autor 24 marca 2015

      Pamiętacie Justine Sacco, autorkę niefortunnego tweeta, któremu poświęciliśmy jeden z wcześniejszych tekstów? Jej pracodawca, Barry Diller nie zdołał – lub nie chciał – jej wtedy ocalić. Jeśli wyciągnęliście z tego wniosek, że 72-letni miliarder i właściciel holdingu  IAC boi się kontrowersji to jesteście w błędzie. W połowie sierpnia Diller przejął Ask.fm, serwis społecznościowy o najgorszej renomie w całej Sieci.

      Historia pewnego serwisu

      Początki Ask.fm sięgają 2010 roku, kiedy to dwóch informatyków z Rygi na Łotwie, Mark i Ilja Terebinowie zdecydowało się stworzyć anglojęzyczny serwis pytań i odpowiedzi. Nie chodziło tutaj jednak o kolejną platformę typu wiki, służącą pozyskiwaniu wiedzy, ale raczej o swego rodzaju cyfrowe wydanie dawnych zeszytów za złotymi myślami. W gruncie rzeczy, twórcom Ask.fm udała się sztuka niezwykła – dowiedli, że istnieje coś takiego, jak głupie pytanie. Serwis zdominowały plotki, memy, zaczepki. Treści denne, ale wydawałoby się – niegroźne.

      Założyciele Ask.fm

      Na tamtym etapie można było uznać, że głównym problemem braci Terebinów będzie konkurencja ze strony Formspring (obecnie Spring.me), analogicznie działającego serwisu z Kalifornii, za którym stały niemałe pieniądze i uznana marki Formstack. Jednak wbrew sceptykom Łotysze odnieśli spektakularny sukces.

      • W niecałe dwa lata udało im się zgromadzić na serwisie przeszło 5 mln użytkowników, a w dniu dzisiejszym liczba ta wynosi 122 mln.
      • Dziennie pada tam około 30 mln pytań.
      • Aplikację mobilną Ask.fm pobrano do tej pory 40 mln razy.
      • W pierwszym kwartale 2013 roku ilość unikalnych użytkowników na łotewskim serwisie była dwukrotnie większa od liczby odwiedzin na Formspring.

      Podręcznikowe success story, prawda? Niezupełnie.

      „My Story: struggling, bullying, suicide”

      Do uderzających do głowy statystyk weryfikujących powodzenie Ask.fm dopisać trzeba kilka bardziej problematycznych liczb. Zacząć należałoby od liczby martwych nastolatków, którzy odebrali sobie życie pod wpływem szykan jakie spotkały ich na serwisie ze strony innych użytkowników.  Póki co, dysponujemy danymi dotyczącymi 10 udokumentowanych i potwierdzonych przypadków samobójstw bezpośrednio powiązanych z serwisem. Cytując za tekstem w “Business Insider”:

      • Rebecca Sedwick, 12 lat, Stany Zjednoczone. Rzuciła się z dachu cementowni
      • Hannah Smith, 14 lat, Anglia. Powiesiła się.
      • Joshua Unsworth, 15 lat, Anglia. Powiesił się.
      • Anthony Stubbs, 16 lat, Anglia. Został znaleziony martwy w lesie nieopodal swojego domu; bezpośrednia przyczyna śmierci nie podana do publicznej wiadomości
      • Daniel Perry, 17 lat, Stany Zjednoczone. Powiesił się.
      • Jessica Laney, 16 lat, Stany Zjednoczone. Powiesiła się.
      • Ciara Pugsley, 15 lat, Irlandia. Powiesiła się.
      • Erin Gallagher, 13 lat, Irlandia. Powiesiła się. W liście samobójczym wskazała na Ask.fm jako na przyczynę swojej decyzji.
      • Shannon Gallagher, 15 lat, Irlandia. Powiesiła się. Siostra Erin.
      • “Nadia”, 14 lat, Włochy. Rzuciła się z dachu opuszczonego hotelu.

      Ask.fm jest tym dla mediów społecznościowych, czym stary indiański cmentarz dla urbanistyki. Niejednemu człowiekowi cierpnie skóra na samą myśl o sposobie, w jaki użytkownicy serwisu, głównie nastolatkowie, ze sobą rozmawiają i jak siebie nawzajem wyniszczają. Każda skrywana słabość, niedoskonałość czy wpadka za sprawą Ask.fm staje się wiedzą publiczną. W dobie Internetu młodzi ludzie stracili prawo do popełniania głupstw – wyjąwszy, oczywiście, nieodpowiedzialne żerowanie na lękach i problemach swoich równieśników.

      Najgłośniejszą z wyżej wymienionych tragedii była śmierć Hanny Smith. Głos w jej sprawie zabrał nawet brytyjski premier, David Cameron. Rzymanie mówili o kimś, kto zmarł: “dołączył do większości”. 14-letnia Hannah Smith z Leicester zrobiła to w każdym sensie tego słowa. Zanim odebrała swoje życie zasypała własną tablicęna Ask.fm obraźliwymi komentarzami, wpisując się w ton i charakter poniżających wypowiedzi innych odwiedzających jej profil. Jeden z wpisów pochodzących z jej komputera miał brzmieć:

      Kill yourself

      Być może za inspirację posłużyła jej tragedia Amandy Todd, 15-letniej Amerykanki szantażowanej ujawnieniem jej półnagich zdjęć przez mężczyznę z którym około roku rozmawiała przez videochat. Pełna kompleksów i samotna, Amanda zgodziła się rozebrać przed kamerką internetową nie tyle z podniecenia, ile z lęku. Chciała, aby jej “przyjaciel” potwierdził, że jest ładna. Chciała akceptacji. Zamiast tego, przeszła przez piekło szantażu i publicznego poniżania. “Przyjaciel” zagroził, że jeśli nie będzie spełniać jego erotycznych zachcianek przed kamerką, ujawni jej zdjęcia. Zrobił to tak czy inaczej. Błyskawicznie ujrzeli je wszyscy znajomi dziewczyny. Nie pomogły ani zmiany szkół, ani przeprowadzki. Pierwsza próba samobójcza Amandy dokonała się poprzez wypicie dużych ilości zmywacza do paznokci. Hannah Smith napisała do samej siebie na Ask.fm:

      kill yourself, drink bleach

      W przypadku Amandy druga próba była ostatnią. Zabiła się 10 października 2012 roku. Jej śmierć poprzedziły nienawistne wiadomości i komunikaty, którymi rówieśnicy zalali jej profile w mediach społecznościowych. Była to ich reakcja na wiadomość o jej wcześniejszym zamachu na własne życie. Poprzedził ją też film na YouTubie stanowiący wiadomość pożegnalną – i przestrogę. Jego tytuł brzmi: “My story: struggling, bullying, suicide”.

      Szok i niedowierzenie wywołała również śmierć Erin Gallagher, 13-latki z irlandzkiego Donegal. Erin była ustawicznie i systematycznie obrzucana obelgami przez anonimowych użytkowników Ask.fm. Prześladowcy najpierw bili na ślepo, gdy zaś znaleźli czuły punkt, skupili się już tylko na nim. W ich oczach dziewczyna miała być “brzydka” i “gruba”. Na tyle brzydka i gruba, że radzili jej aby się zabiła. Na 24 godziny przed samobójcza śmiercią Erin napisała jednemu z prześladowców na Ask.fm, że “zawiąże sobie sznur wokół szyi”. Nie była to groźba bez pokrycia.

      Niedługo później w jej ślady poszła starsza o dwa lata Shannon Gallagher, przytłoczona śmiercią siostry. Wcześniej zdążyła pożegnać Erin na Facebooku.

      Żałuję, że nie umiałam zapobiec temu, co się stało. Kocham Cię całym sercem.

      “Problemem jest społeczeństwo”

      Powyższy cytat pochodzi z wywiadu, jakiego bracia Terebinowie udzielili magazynowi “Time”. Ich linia obrony była następująca: szykany i przykrości spotykają młodych ludzi na każdym kroku: w szkole, w domu, na podwórku. Ask.fm nie czyni nastolatków okrutnymi, a rodziców i nauczycieli biernymi. Oni już tacy są, a ich zachowania na serwisie jedynie potwierdzają i ujawniają ich wzorce zachowań. W tym sensie, Ask.fm jest raczej częścią rozwiązania niż problemu, bo pomaga uchwycić i nazwać istotę zjawiska. Umożliwia też “rejestrowanie” wołań o pomoc nastolatków, którzy czują, że nie mają się do kogo zwrócić. Jeśli Twoje dziecko woli dzielić się swoimi problemami z obcymi w Sieci niż z Tobą, wiedz, że coś się dzieje. Jeśli Twoja młodsza siostra, odchodzi roztrzęsiona od komputera, nie lekceważ tego. Od czasu do czasu, rzuć też okiem na ich profile w social media. Tak dla pewności.

      Jest w tym pewna logika. Pytanie brzmi jednak, czy Ask.fm zrobiło wszystko, co było w ich mocy, aby ukrócić proceder cyfrowego linczowania i szykanowania? Raczej niż o clou sprawy Terebinowie woleli jednak mówić o tym, ile oni sami wycierpieli z rąk mediów. Obwiniali dziennikarzy, szkoły, polityków, nawet rodziców dzieci, które odebrały sobie życie. W tym, zdaje się, tkwił ich główny błąd. I nie tylko wizerunkowy. Barry Diller tej pomyłki nie chce powtarzać.

      Właściciel IAC odziedziczył coś więcej niż świetnie rozwijający się biznes. Jako weteran przedsięwzięć internetowych i trudnych wizerunkowo sytuacji, Diller wie, że przejął firmę z poważnie obciążoną hipoteką i niebłahymi problemami. Jeszcze zanim sfinalizował transakcję, miał okazję pomówić o niektórych spośród nich z prokuratorami generalnymi stanów Nowy Jork i Maryland. Jednym ze zobowiązań, jakie wziął na siebie nowy właściciel jest bowiem wdrożenie procedur podnoszących bezpieczeństwo i komfort użytkowników. PR-owcy firmy mówią o “zasobach, rozwiązaniach i pewnej wrażliwości”, które mają sprawić, że do podobnych tragedii nie dojdzie nigdy więcej. Nadal jednak nie podali żadnych konkretów. Po śmierci sióstr Gallagher wielu domagało się zamknięcia serwisu. Inni wzywali do uniemożliwienia zamieszczania anonimowych wpisów. Może właśnie to ostatnie rozwiązane mają na myśli menedżerowie z IAC.

      Doug Leed, człowiek niegdyś stojący na czele wyszukiwarki Ask.com, a dzisiaj członek nowego zespołu portalu Ask.fm publicznie przyrzekł, że albo uda się wyeliminować prześladowców, albo serwis zostanie zamknięty. Trzymamy go za słowo.

      Przejrzyj inne artykuły z grupy:

        Mogą Cię zainteresować

        Skomentuj