Idoru, czyli celebryci zrodzeni z crowdsourcingu

Przeczytasz w 5 minut Crowdsourcing
Autor 7 kwietnia 2016

Gdybym był prezesem wielkiej korporacji albo ośrodka badawczego dałbym wiele, aby mieć w gronie swoich doradców Williama Gibsona. Kanadyjski pisarz, nazywany “ojcem cyberpunku”, znany jest głównie z tego, że przewidział powstanie Internetu i spopularyzował pojęcia takie jak “megakorporacja”, “wirtualna rzeczywistość”, “gender-bait”. Na naszych oczach spełnia się kolejna z jego prognoz: celebryci przyszłości nie będą ludźmi, ale… oprogramowaniem.

Idoru 1.0, czyli ze świata gier do świata mody

W ostatnią niedzielę grudnia ubiegłego roku Nicolas Ghesquière, dyrektor kreatywny domu modowego Louis Vuitton, ogłosił na swoim instagramowym profilu, że francuska marka będzie mieć nową twarz. Została nią Lightning, protagonistka trzynastej odsłony serii Final Fantasy. Designerzy zatrudnieni w studiu Square Enix nigdy nie byli obojętni na styl, szyk i nowe trendy w modzie. Nie jest tajemnicą, że od lat starają się wykorzystywać ubiór i stylizację postaci by powiedzieć graczom więcej o jej osobowości. Talent grafików dostrzegały też inne firmy z branży: Japończycy doradzali przy kreacji plastycznej kostiumów bohaterów m.in. Assassin’s Creed czy Mass Effect. Współpraca z marką taką jak Louis Vuitton to jednak znacznie poważniejsze wyzwanie.

Jej twórcami są Motomu Toriyama i Tetsuya Nomura, odpowiednio: reżyser i scenarzysta oraz grafik współpracujący od wczesnych lat 90. z japońskim studiem Square Enix. Toriyama postanowił zerwać z tradycyjnym podziałem ról, w którym głównym bohaterem jest mężczyzna, a postaci kobiece spełniają funkcje wspierające, jeśli nie zgoła dekoracyjne. Uniknął też typowej dla japońskich gier, stereotypowej kreacji postaci, w której mężczyźni stworzeni są do walki, względnie do popychania naprzód fabuły kolejnymi dialogami i monologami, podczas gdy płeć piękna ma wnosić do całej opowieści nieco lekkości, humoru i uroku. Lightning nie tylko towarzyszy graczom od początku do końca Final Fantasy XIII jako wiodąca postać, ale też znacznie lepiej radzi sobie z mieczem i rewolwerem niż z byciem troskliwą czy czarującą. Jej chłód i tajemniczość dają poczucie głębi, której często brakuje jednowymiarowym bohaterkom gier.

Być może to właśnie ta nieszablonowość sprawiła, że Lightning wielokrotnie trafiała na listy najlepszych i najbardziej lubianych postaci ze świata elektronicznej rozrywki. W 2013 roku zajęła pierwsze miejsce w ankiecie przeprowadzonej przez studio produkujące gry Square Exnix, w której pytano fanów o ulubioną bohaterkę gier z ich stajni. Rok później użytkownicy Xboxa wybrali ją jako najciekawszą z postaci z serii Final Fantasy w ogóle. Lightning docenili też czytelnicy magazynu Dengeki PlayStation mianując ją postacią roku 2013.

Zespół marketingowy japońskiego studia nie mógł przeoczyć faktu, że designerzy i scenarzyści wydatnie ułatwili im pracę. Popularność bohaterki musiała przyczynić się do decyzji o silniejszym zaangażowaniu jej wizerunku w promocję marek Square Enix oraz Final Fantasy. Szlaki przetarła kampania towarzysząca wypuszczeniu na rynek zmyślnego spin-offu produktowego nawiązującego do świata gry: perfum “Lightning. Eau de toilette”. Następnie Square zdecydowały się użyczyć wizerunku heroiny firmie Sony, która wykorzystała ją w reklamie telewizyjnej PlayStation 3.

Od własnej marki wody toaletowej do świata haute couture nie było już daleko. W roli modelki Eclair Farron zadebiutowała w kwietniu 2012, i to od razu na rozkładówce japońskiej edycji magazynu modowego Arena Homme+. Pretekstu do “sesji” zdjęciowej dostarczyła 25 rocznica premiery pierwszej gry z serii Final Fantasy. Kreacje dostarczyła Prada, która właśnie promowała swoją letnią kolekcję. Tuż przed Sylwestrem Louis Vuitton, jedna z 30 najbardziej wartościowych marek na  świecie, mogła z dumą ogłosić, że Lightning przechodzi do nich.

Trudno byłoby wyobrazić sobie coś podobnego w czasach sprzed epoki Internetu, prawda? Nie do końca.

Idoru 2.0, czyli crowdsourcing gwiazdy pop

Jeśli wszystko, co właśnie przeczytaliście z niczym Wam się nie kojarzy, to znaczy, że najpewniej ominęła Was jedna z lepszych powieści sci-fi paru ostatnich dekad. Chodzi o Williama Gibsona. W jego książce poznajemy Rei Toei, “syntetyczną osobowość” zdolną metodą ekstrapolacji trendów rynkowych i artystycznych dynamicznie dostosowywać się do gustów publiki. Tam, gdzie Madonna czy David Bowie zdawali się na intuicję, Rei Toei korzystała z algorytmów. Jej twórcy nie wzgardzili też crowdsourcingiem. Każdy z występów na żywo hologramowej Rei poprzedzało zeskanowanie preferencji muzycznych publiki, tak, aby bazując na mądrości Tłumu, dostosować występ do uśrednionych oczekiwań widowni. William Gibson przewidział przyszłość, w której celebryci są oprogramowaniem.

kolage

Świat potrzebował dekady, aby dogonić wizję pisarza, dając nam powszechny dostęp do Internetu w połowie lat 90. Znacznie mniej czasu potrzebowali rządzący tym światem, aby pokazać, jak w praktyce będą wyglądać prorokowane przez pisarza megakorporacje, prywatne firmy wojskowe czy metody inwigilacji społeczeństwa. Niewiele więcej zajęło branży rozrywkowej przełożenie na język faktów wizji idoli popkultury jako inteligentnego oprogramowania.

Międzynarodowy sukces Lightning jako twarzy wielkich europejskich domów modowych poprzedziła lokalna, japońska mania towarzysząca występom Hatsune Miku. Autorka hitów takich jak World is Mine, Let It Go, czy Shinitagari, podobnie jak bohaterka gier Square Enix, jest wytworem kompilacji kodu raczej niż rekombinacji DNA. W jej przypadku ten kod jest jednak nieskończenie bardziej zmyślny. Na bazie opracowanego przez Yamahę systemu Vocaloid udało się stworzyć syntezę ludzkiego głosu obejmującą barwę, skalę, poziom ekspresji, a nawet realistyczną sekwencję wdechów i wydechów podczas śpiewania.

Fani Miku mogą korzystać z ogólnodostępnego banku brzmień, na bazie którego mają możliwość tworzenia własnych utworów. Każda nuta i każde słowo w utworach cyfrowej wokalistki są dziełem internautów. Licząc z remiksami, do tej pory powstało ponad sto tysięcy piosenek. Podejrzewam, że tyle materiału nie nagrało nawet Guns’n’Roses w toku prac nad Chinese Democracy.  O tym, że w Tłumie czają się ludzie nieprzeciętni, dobrze świadczy fakt, że wśród tych stu tysięcy kompozycji jest jedna autorstwa… Pharella Williamsa. Miku została też zaangażowania do promowania Państwowego Muzeum Etnograficznego w Warszawie. Ubrana w strój ludowy z łowickim pasiakiem, stworzonym przez polską projektantkę Dorotę Sedę, wykonała rodzimą piosenkę folkową “To i Hola”. Jak każda szanująca się gwiazda muzyki Miku nie zaniedbuje koncertów. Na żywo – jako hologram 3D – występowała już m.in. w Japonii, Korei i Stanach Zjednoczonych; raz zagrała nawet jako support Lady Gagi.

Treści tworzone przez internautów nie kończą się na muzyce. Fani poświęcili swojej idolce także liczne opowiadania, wiersze, grafiki, komiksy, filmy czy animacje. Samych artworków powstało przeszło million. Dzięki bezustannemu crowdsourcingowi każdy może mieć “swoją” Miku. Jeśli fani sami tworzą jej muzykę, choreografię i układy taneczne, projektują jej stroje, a nawet tworzą materiały pornograficzne z jej udziałem, to możemy być pewni, że nikt nie odejdzie rozczarowany. Twórcy cyfrowej gwiazdki nie tylko czerpią bezustanną inspirację z dzieł fanów, ale też przymykają oczy na co bardziej kontrowersyjne wykwity ich wyobraźni. Stale dostarczają też nowych produktów obrandowanych marką Hatsune Miku. Przykład? Seria dobrze sprzedających się gier tanecznych Project Diva stworzonych przez Segę i dostępnych m.in. na PlayStation, Nintendo 3DS oraz iOS.

W związku z tym, że nie jestem prezesem wielkiej korporacji albo ośrodka badawczego, o których pisałem we wstępie, nie mogę zadzwonić do Williama Gibsona i zapytać czego możemy spodziewać się dalej. Nie mam jednak złudzeń, że w tym miejscu lepiej pasowałby przecinek niż kropka. Zwłaszcza, że Sega zapowiada, że rok 2016 będzie bardzo udany dla Miku.

    Mogą Cię zainteresować

    Skomentuj

    Podobał Wam się kinowy Deadpool? Podziękujcie fanom

    Przeczytasz w 20 minut Crowdsourcing Socjologia internetu
    Autor 23 marca 2016

    Hollywoodzkie  kino superbohaterskie zyskało nową twarz. Nieco szpetną, sarkastyczną, nieobliczalną, ubraną w czerwony spandeks, ale najbardziej oczekiwaną, bo wybraną przez Tłum. Chodzi oczywiście o Deadpoola, który został reprezentantem nowego podejścia do filmowych produkcji, gdzie głos widza liczy się bardziej niż podpis CEO studia filmowego.

    You’re probably thinking “this is a superhero movie”

    Do tej pory filmy z bohaterami komiksów zazwyczaj opierały się na tym samym schemacie – mieszamy nierozłączny duet: zła postać i superhero. Dodajemy szczyptę amerykańskiego patosu o ratowaniu świata, mało krwi, mało przemocy i na końcu oczywiście triumf dobra. Całość doprawiamy niską kategorią wiekową i mamy dochodowy film, z ogromnym budżetem i nieskończoną ilością efektów specjalnych. Uff. Wszyscy zadowoleni? No niekoniecznie. Bo jest grupa, która od ponad 11 lat czuła się pokrzywdzona i ze smutkiem zerkała na filmowe plakaty Kapitana Ameryki, Thora czy Iron Mana, po drodze tupiąc ze złości i tweetując. Co z tego tupania wyszło? Pewnie się domyślacie. No to zaczynamy. Cue the music.

    And you are?

    Jak pewnie wiecie paleta bohaterów Marvela jest dość szeroka, wobec tego filmy o superbohaterach mogą powstawać w nieskończoność. Niestety po jakimś czasie zaczynamy mieć wrażenie, że ciągle dzwoni w tym samym kościele, dochodzi do tego, że dźwięk przestaje nas zachwycać. Wtedy wchodzi on, cały na… czerwono (Well, that’s so bad guys don’t see me bleed) – Wade Wilson, najemnik, postać, która wie, że istnieje w komiksie; parodia superbohatera, która lubi pyskować, łamać konwencje, burzyć ściany (szczególnie z numerem 4) i mówić do czytelników. Gdyby 20th Century Fox kazał Deadpoolowi tańczyć w rytm wspomnianego wyżej dzwonu, to byłby to zmarnowany potencjał na nowe komiksowe adaptacje. Na szczęście potężny głos Tłumu skierował plany studia filmowego na dobre tory, film otrzymał kategorię R i tonę słodkich smaczków oraz kilka kilogramów soczystych dowcipów.

    From the studio that inexplicably sewed his fu**ing mouth shut the first time

    Pierwszy raz filmową postać Deadpoola widzieliśmy w X-men Origins: Wolverine i szczerze mówiąc była to niezbyt udana wersja szpetnego herosa. Wytwórnia pokazała nudną postać, kompletnie nie podobną do komiksowego pierwowzoru. W dalszej części filmu tę gadatliwą i sarkastyczną osobowość pozbawiono kostiumu (sic!) oraz głosu, dosłownie, zaklejając jej buzię… Wtedy fani zaczęli się zrzeszać w zakamarkach Internetu.

    Deadpool i jego kostium

    Deadpool kostium

    Dla Wade’a przebranie to coś więcej, to jego symbol i jednocześnie schronienie. Pod maską kryje się nie tylko zmasakrowana twarz ale i dość przykra historia najemnika oraz jego zranione uczucia.

    Okazało się, że są ich tysiące, miliony. Oddech deadpoolowego tłumu 20th Century Fox czuł na plecach zbyt długo.

    Wtem na YouTube w 2014, wyciekło coś, co sprawiło, że krwawiące serca wyznawców Deadpoola zabiły mocniej i jakby żywiej. Był to fragment filmu koncepcyjnego o sarkastycznym najemniku w czerwonym spandeksie. Kilkuminutowe wideo wywołało falę ekscytacji w mediach społecznościowych, do której całym sobą (dosłownie) dołączył Ryan Reynolds: I wanna be Deadpool.

    Niestety Fox usunął oryginalny materiał testowy z sieci i nie jestem w stanie pokazać Wam mnóstwa komentarzy, które ukazały się pod teaserem. W ramach rekompensaty mam kilka innych dowodów ogromnego wsparcia tłumu dla ekranizacji.

    Głównymi kanałami komunikacji, w których społeczność zareagowała na wyciek filmu testowego, były Facebook oraz Twitter. Na Facebooku najwięcej komentarzy pojawiło się pod postem na fanage’u Deadpool (który nie jest oficjalnym kanałem filmu ale profilem z ponad pół milionową bazą fanów). Zwróćcie uwagę na statystyki posta: ponad 1,4 tysiąca komentarzy, 23 tysiące udostępnień i prawie 10 tysięcy polubień.

    Na Twitter rządził hashtag #deadpoolmovie i to głownie nim posługiwali się fani podczas akcji na rzecz ekranizacji filmu.

    O wsparcie miłośników postarali się także członkowie ekipy filmowej. Scenarzysta Rhett Reese wykorzystał w tym celu swój kanał na Twitterze. Po prostu poprosił fanów o wsparcie za pomocą retweetów:

    Reese przekonał się jak wiele pasjonaci są gotowi poświęcić w imię ekranizacji:

    Po dwóch miesiącach od “kontrolowanego wycieku” Tim Miller, reżyser Deadpoola, otrzymał zielone światło do rozpoczęcia produkcji takiego obrazu, jakiego oczekiwali fani.

    Studio potwierdziło datę premiery, więc Tłum odpowiedział… scroll, scroll, scroll. To nie ma końca!

    Ryan Reynolds powiadomił wielbicieli o swoim udziale w filmie:

    Deadpool

    O mój Boże, byliśmy zachwyceni, powiedział Paul Wernick, jeden z twórców filmu, portalowi Variety. Jeśli spojrzysz na nasze e-maile, które wysyłaliśmy po tym, jak testowy fragment filmu został stworzony w 2012 roku, zobaczysz, że wszyscy razem pytaliśmy – jak to wypuścimy? W jaki sposób możemy uzyskać szybkie i potężne wsparcie od naszych fanów? Kiedy w końcu filmik wyciekł do sieci w 2014 i spotkał się z reakcją, na którą liczyliśmy, stwierdziliśmy – No to zaczyna się! To był dowód na to, że nie jesteśmy szaleni będąc pasjonatami tej produkcji, bo obok nas istnieją ogromne społeczności, które domagają się tego filmu.

    Maximum effort!

    Ekranizacja Deadpoola osiągnęła mistrzostwo w kwestii promocji. Co stanowiło klucz do sukcesu? Oczywiście Tłum, a dokładniej mówiąc dopasowanie wszystkiego, co działo się wokół ekranizacji, do grupy odbiorców. Film i cała otoczka marketingowa pozostały wierne klimatowi Deadpoola i zaspokoiły najbardziej zagorzałych fanów. Studio Fox wiedziało, że film musi mieć oznaczenie R, a kostium Deadpoola musi spełniać wszelkie wymagania widzów. Dlatego wypuszczało, kawałek po kawałku, smaczne kąski dotyczące filmu: grafikę z   (Merc with a Mouth) i wywiad z Ryanem Raynoldsem, pośrednio konsultując z fanami najważniejsze kwestie dotyczące filmu.

    Deadpool był wszędzie! Budżet wykorzystano na maksa. Mogłabym wymieniać wszystkie smaczki, związane w promocją filmu, ale pozwólcie, że wyróżnię kilka najlepszych:

    Premiera Deadpoola w Walentynki i jednoczesna promocja filmu jako komedii romantycznej <3

    Strona www agregująca linki clickbait

    Deadpool - kittens

    Bezbłędne i wspaniale dopasowane wykorzystanie emoji:

    Zastosowanie “account phishing” i przejęcie konta filmowego portalu Fandango

    Publikacja fragmentu scenariusza, edytowanego przez samego Deadpoola

    Deadpool-scenario

    Wywiady z Deadpoolem, które ociekają jego sarkastycznym humorem

    Pozwólcie, że w ramach podsumowania artykułu wrzucę opinię szefa działu marketingu 20th Fox Century Marca Weinstocka:

    Oryginalność zawsze wygrywa. Śmiałość i pewność siebie zawsze wygrywają. Kiedy pokazujesz publiczności coś, czego nigdy nie widziała, roztaczasz atmosferę ogromnej ekscytacji (…). To potwierdziło moją wiarę w media społecznościowe – mówi Weinstock. Jest wiele dyskusji co do tego, czy social media mogą naprawdę spowodować, że jakiś film powstanie… a to dowodzi, że mogą.

    Najsmaczniejsza chimichanga na świecie

    To wszystko tak smacznie wpisuje się w całą komiksową otoczkę świata Deadpoola: bunt fanów, zła wytwórnia, sarkazm, memy, walka o ekranizację, łamanie dotychczasowych zasad w tworzeniu adaptacji komiksu i wreszcie tak wyczekiwany triumf. Brzmi jak scenariusz filmu o superbohaterach, którymi stali się zagorzali fani szpetnej buźki Wade’a Wilsona. Epickie zwycięstwo osiągnięto dzięki tysiącom wpisów na forach, w mediach społecznościowych oraz wsparciu lidera, jakim okazał się Ryan Reynolds. Tłum wydał z siebie wirtualny krzyk, który musiał być usłyszany. Kocham Internet za to, że potrafi jednym, milionowym głosem zawalczyć o niepokornego bohatera w lateksie, ścinającego głowy kataną na kinowym ekranie!

    • 58,000,00dolarów – tyle wynosił budżet filmu
    • 1lat – tyle fani filmu czekali na jego realizację
    • 700,000,00dolarów – tyle Deadpool zarobił w ciągu miesiąca, stał się najbardziej dochodowym filmem w kategorii R
    • 10minut – tyle trwał film

    Podziękujmy ekipie odpowiedzialnej za marketing!

    deadpool marketing

    Przejrzyj inne artykuły z grupy:

      Mogą Cię zainteresować

      Skomentuj

      Ludzie, fundacja, medium, ewolucja

      Przeczytasz w 20 minut Socjologia internetu
      Autor 19 marca 2016

      Nowa strona, nowi ludzie. Więcej treści i masa pomysłów. Otwieramy nowy rozdział, ale nie zapominamy o korzeniach, czyli o tym, dlaczego to robimy i dla kogo to robimy. Spoiler alert – chodzi o Ciebie.

      W dzisiejszym usieciowionym, nieprzewidywalnym świecie zatrzymać się, znaczy wypaść z obiegu. To nie opinia – to prawa fizyki. Przez ostatnie 2 lata nie tylko opisywaliśmy społecznościową rewolucję, która działa się na naszych oczach, ale braliśmy w niej czynny udział. Poznaliśmy z pierwszej ręki społecznościowe media, finansowanie, modele biznesowe. Pracowaliśmy z fundacjami, samorządami, firmami i uczelniami. Nawet jeśli na tej drodze były chwile, kiedy zwolniliśmy kroku, cały czas szliśmy naprzód. Dzięki naszej społeczności.
      Dzisiaj wykonujemy największy dotychczas krok naprzód.

      the PAST

      Niemal dokładnie 2 lata temu założyliśmy WE the CROWD, czyli pierwszego w Polsce bloga poświęconego tematyce crowdfundingu, crowdsourcingu i sharing economy. Rok później – fundację o tej samej nazwie. Wraz z Wami sfinansowaliśmy i wydaliśmy książkę Crowdfunding. Zrealizuj swój pomysł ze wsparciem Cyfrowego Tłumu.

      Teraz możemy powiedzieć, że WE the CROWD to więcej niż tylko dwie osoby. Więcej niż medium poświęcone crowdfundingowi czy crowdsourcingowi. Więcej niż blog.

      the PRESENT

      Na przestrzeni ostatnich kilku miesięcy doszło do cudownego rozmnożenia. Do zespołu dołączyło czterech nowych, stałych współpracowników. Z dwójki zrobiła się nas szóstka.

      WE the CROWD - skład

      Czworo z nas tworzy zarząd fundacji, czworo – redakcję serwisu. (ot, prosta zagadka; jak z 6 osób może powstać 8 stanowisk? : ) ).

      Jako fundacja chcemy skuteczniej i w większej skali realizować nasze cele statutowe. Rozwijać i popularyzować rozwiązania oparte o społeczności i Web 2.0, wspierać kulturę partycypacji.

      Jako medium, ewoluujemy z bloga w coś więcej. Zmieniamy swoją filozofię, chcemy patrzeć na aktywność ludzi w internecie szerzej, a jednocześnie dokładniej. Nie interesuje nas wyłącznie crowdfunding i crowdsourcing. Liczy się coś więcej – zjawiska społecznościowe i kultura partycypacji w świecie Web 2.0. Gospodarka oparta na talencie, wiedzy i rozwiązaniach tworzonych przez i z myślą o 99%.

      O czym piszemy?

      [g1_button link=”https://wethecrowd.pl/tag/crowdfunding/” linking=”new_window” size=”m” type=”standard” style=”simple” text_color=”#a0a0a0″ border_color=”#a0a0a0″]CROWDFUNDING[/g1_button]  [g1_button link=”https://wethecrowd.pl/tag/crowdsourcing/” linking=”new_window” size=”m” type=”standard” style=”simple” text_color=”#a0a0a0″ border_color=”#a0a0a0″]CROWDSOURCING[/g1_button]  [g1_button link=”https://wethecrowd.pl/tag/DOBROCZYNNOSC/” linking=”new_window” size=”m” type=”standard” style=”simple” text_color=”#a0a0a0″ border_color=”#a0a0a0″]DOBROCZYNNOŚĆ[/g1_button]  [g1_button link=”https://wethecrowd.pl/tag/E-TRENDY/” linking=”new_window” size=”m” type=”standard” style=”simple” text_color=”#a0a0a0″ border_color=”#a0a0a0″]E-TRENDY[/g1_button]  [g1_button link=”https://wethecrowd.pl/tag/KULTURA-PARTYCYPACYJNA/” linking=”new_window” size=”m” type=”standard” style=”simple” text_color=”#a0a0a0″ border_color=”#a0a0a0″]KULTURA PARTYCYPACYJNA[/g1_button]  [g1_button link=”https://wethecrowd.pl/tag/MODELE-BIZNESOWE/” linking=”new_window” size=”m” type=”standard” style=”simple” text_color=”#a0a0a0″ border_color=”#a0a0a0″]MODELE BIZNESOWE[/g1_button]  [g1_button link=”https://wethecrowd.pl/tag/NOWE-MEDIA/” linking=”new_window” size=”m” type=”standard” style=”simple” text_color=”#a0a0a0″ border_color=”#a0a0a0″]NOWE MEDIA[/g1_button]  [g1_button link=”https://wethecrowd.pl/tag/PROSUMERYZM/” linking=”new_window” size=”m” type=”standard” style=”simple” text_color=”#a0a0a0″ border_color=”#a0a0a0″]PROSUMERYZM[/g1_button]  [g1_button link=”https://wethecrowd.pl/tag/SHARING-ECONOMY/” linking=”new_window” size=”m” type=”standard” style=”simple” text_color=”#a0a0a0″ border_color=”#a0a0a0″]SHARING ECONOMY[/g1_button]  [g1_button link=”https://wethecrowd.pl/tag/SOCIAL-INNOVATION/” linking=”new_window” size=”m” type=”standard” style=”simple” text_color=”#a0a0a0″ border_color=”#a0a0a0″]SOCIAL INNOVATION[/g1_button]  [g1_button link=”https://wethecrowd.pl/tag/SOCIAL-MEDIA/” linking=”new_window” size=”m” type=”standard” style=”simple” text_color=”#a0a0a0″ border_color=”#a0a0a0″]SOCIAL MEDIA[/g1_button]  [g1_button link=”https://wethecrowd.pl/tag/SOCJOLOGIA-INTERNETU/” linking=”new_window” size=”m” type=”standard” style=”simple” text_color=”#a0a0a0″ border_color=”#a0a0a0″]SOCJOLOGIA INTERNETU[/g1_button]  [g1_button link=”https://wethecrowd.pl/tag/SZTUKA/” linking=”new_window” size=”m” type=”standard” style=”simple” text_color=”#a0a0a0″ border_color=”#a0a0a0″]SZTUKA[/g1_button]  [g1_button link=”https://wethecrowd.pl/tag/WIKINOMIA/” linking=”new_window” size=”m” type=”standard” style=”simple” text_color=”#a0a0a0″ border_color=”#a0a0a0″]WIKINOMIA[/g1_button]

      Nasza twórczość ewoluuje również w jakości i formacie.

      • Po pierwsze, będziemy publikować częściej. Cztery osoby w redakcji to średnio cztery teksty miesięcznie w serwisie.
      • Po drugie, kładziemy nacisk na edukację i użyteczność. Chcemy, aby każda nasza treść miała dla Ciebie wartość – informacyjną, rozrywkową czy użytkową – której nie znajdziesz nigdzie ndziej.
      • Po trzecie, nasze teksty mają stanowić doświadczenie. Dzięki nowej stronie i UX design będą ładniejsze i przyjemniejsze w czytaniu. Ponadto, znajdziesz też sporo treści towarzyszącej tekstom, publikowanej w innych kanałach – gify, grafiki, infografiki, podcasty, sesje ask me anything na Twitterze, a z czasem może i videocasty… jeśli nam w tym pomożesz :)
      • Po czwarte, newsletter. Wreszcie będziesz go otrzymywać regularnie :) Wszystko co najważniejsze na naszym podwórku w jednej wiadomości.
      • Po piąte, jakość. Więcej autorów oznacza więcej tekstów, ale nie mniej rzetelności i wyobraźni. Pamiętamy o tym, dla kogo piszemy.

      W skrócie: częściej, więcej i lepiej. Chcemy zasłużyć sobie na Twoją uwagę, jako jedyne tego rodzaju medium w Polsce.

      the CROWD

      Myślimy już o tym, co rysuje się na horyzoncie. Wiemy, gdzie będziemy za tydzień, miesiąc i rok. I chcemy Cię tam zaprosić.

      Najbliższa przyszłość to kilka soczystych tekstów, które czekają na publikację w medium.

      roadmapaa

      Mamy również w planach częściej pojawiać się na wydarzeniach, wychodzić do ludzi. W nadchodzących tygodniach spotkasz nas na:

      • 1 kwietnia na Geek Girls Carrots w Szczecinie, gdzie będziemy mieli okazję opowiedzieć o tym, czym dziś ludzie ekscytują się w świecie crowdsourcingu
      • 5 kwietnia w Technoparku w Ełku, gdzie przybliżmy ideę współzarządzania przestrzenią miejską przez obywateli za pomocą platform civic engagement

      To nie wszystko w temacie imprez. Szykujemy się do organizacji CROWDparty II, które odbędzie się najpewniej jeszcze w pierwszej połowie 2016 w Łodzi. Zgodnie z zasadą “więcej i lepiej”, będziemy potrzebować Twojego wsparcia ;) A ten akapit potraktuj jako oficjalne zaproszenie, bo impreza będzie otwarta.

      Planujemy również napisać sequel Crowdfundingu. Zgadniesz tytuł? Brawo! Crowdsourcing zaczniemy pisać na przestrzeni najbliższych miesięcy, choć wiele zależy od wsparcia społeczności. I nie chodzi wyłącznie o wsparcie finansowe. W zgodzie z naszą filozofią, planujemy tę publikację… crowdsourcować. To znaczy, że Ty również możesz mieć wpływ na jej kształt.

      Przyjdzie moment, w którym zaprosimy Cię do jeszcze głębszego zaangażowania w WE the CROWD. Ale na razie pozwól, że udowodnimy, że wiemy dokąd zamierzamy i warto iść tam z nami.

      WE the CROWD - skład

      – zespół WE the CROWD: Filip, Marcin, Gosia, Witold, Paulina, Magda.

      Przejrzyj inne artykuły z grupy:

        Mogą Cię zainteresować

        Skomentuj