5 dowodów na to, że crowdsourcing obywatelski ma sens

Przeczytasz w 5 minut Crowdsourcing
Autor 25 stycznia 2018

Głębsze angażowanie obywateli w życie miasta jest dziś wyznacznikiem nowoczesnego i skutecznego animowania wspólnoty przez władze lokalne. Niedawno pisaliśmy o zaletach budżetów partycypacyjnych. Jednak na nich nie kończą się dostępne narzędzia wpływające na lepszy rozwój miasta i społeczności lokalnej.

Wśród nich jednym z najlepiej dopasowanych wydaje się crowdsourcing. Jeżeli zrozumie się jego specyfikę wydaje się, że został on niemal stworzony do budowy odpowiednich relacji na linii władze-obywatele i wspierania rozwoju, lepszych, nowoczesnych miast. Prawdziwych smart cities. Społeczności lokalne same wiedzą przecież najlepiej:

  • jakie problemy ich dotykają,
  • które aspekty życia w miastach są najbardziej zaniedbane,
  • w których dziedzinach władze lokalne nie zapewniają odpowiednich warunków rozwoju,
  • jak rozwiązywać ich najbardziej palące bolączki.

Słowem: co i jak należy zmienić? Dlatego dobrze zorganizowani społecznicy i wspólnoty wykorzystując crowdsourcing są w stanie zrobić naprawdę wiele. W dalszej części tekstu pokażę, co my jako obywatele, możemy zyskać dzięki crowdsourcingowi obywatelskiemu.

Napiszemy prawo

Jedną z największych wad demokracji przedstawicielskiej jest… jej przedstawicielski charakter. Często prowadzi on do poczucia wyobcowania i braku wpływu na rzeczywistość u obywateli. Nie oznacza to, że postulujemy powrót do wzorców starożytnych. Obecnie istnieją jednak mechanizmy ułatwiające mieszkańcom miast głębsze kształtowanie prawa i polityki niż tylko oddawanie głosu podczas wyborów.

Chyba jednym z najgłośniejszych w ostatnim czasie przykładów współtworzenia lokalnego prawa przez obywateli jest konstytucja miasta Meksyk. Przez lata w mieście narastały różne problemy, zaś zniechęcenie obywateli do polityki było nad wyraz odczuwalne, np. poprzez bardzo niską frekwencję w wyborach i głosowaniach. W 2016 roku władze postanowiły zaangażować obywateli w tworzenie nowego dokumentu regulującego funkcjonowanie stolicy Meksyku.

Poprzez platformę change.org mieszkańcy mogli nadsyłać propozycje związane z tekstem dokumentu, które po osiągnięciu minimalnej ilości głosów i zweryfikowaniu przez komisję złożoną z 21 ekspertów miały szansę stać się prawem. Pomysł osiągnął założony efekt i zaangażował obywateli do nadsyłania setek propozycji i oddania tysięcy głosów na platformie. Co prawda działanie władz było wielokrotnie krytykowane za populistyczny charakter i wybiórcze traktowanie propozycji obywateli, jednak powstały w ten sposób dokument może poszczycić się bardzo ważnymi zapisami, które wyszły wprost od Tłumu.

Inne przykłady mają może mniej spektakularny charakter, jednak nadal stanowią świetny dowód na zasadność stosowania crowdsourcingu w procesie tworzenia prawa.

Nowojorski radny Ben Kallos, już na dobre przyzwyczaił swoich wyborców do partycypacji w tworzeniu legislacji. Były developer open-source’owego oprogramowania, poprzez platformy takie jak GitHub czy Madison umożliwia mieszkańcom nadsyłanie swoich propozycji odnośnie określonego ustawodawstwa. W ten sposób powstało już kilka przepisów, które trafiły pod obrady magistratu. Kallos podkreśla, że stara się zrewolucjonizować sposób funkcjonowania urzędnika publicznego.

Ben Kallos,
radny miasta Nowy Jorsk

W naszej pracy wykorzystujemy Agile, do zarządzania zadaniami mamy Trello, stale przeprowadzamy odprawy. Prowadząc nasze biura korzystamy więc, z praktyk stosowanych przez najlepsze startupy na świecie.

Kliknij i rozwiń

Zbierzemy pomysły na rozwiązanie problemów i rozwój miasta

Wspomniane przez Bena Kallosa usprawnianie pracy urzędników i władz nie musi wychodzić od jednej osoby. W celu zwiększania efektywności pracy magistratu  można skutecznie wykorzystywać crowdsourcing. Dzięki temu nie dość, że miasto może usprawnić swoje funkcjonowanie, to w dodatku zmniejsza się dystans między obywatelem a władzami.

Najlepszą formą takiego kontaktu są dedykowane do tego platformy. Ich sposób działania jest zazwyczaj podobny do siebie. Obywatele mają możliwość nadsyłania propozycji służących usprawnianiu miasta, debatowania nad nimi i w drodze głosowania wybierania najbardziej atrakcyjnych. Władze miejskie mogą zaś nadawać ton i kierunek dyskusji, np. poprzez tworzenie wyzwań dotyczących najważniejszych zdaniem magistratu problemów. Poprzez wspólną kooperację i korzystanie z “kolektywnej inteligencji” obywateli, miasta są w stanie lepiej planować swój rozwój, jak i rozwiązywać najważniejsze problemy mieszkańców.

Dziedziny życia miasta, które obywatele mogą wspólnie usprawniać różnią się od siebie zakresem. Niektóre platformy umożliwiają gruntowne dyskusje dotyczące niemalże każdego aspektu funkcjonowania metropolii, inne zaś skupiają się jedynie na pewnych jego wycinkach. Cechą wspólną jest natomiast zawsze wysokie zaangażowanie użytkowników.

Wśród tego typu platform można wymienić na przykład:

Załatamy dziury w jezdniach

Chyba jednym z najbardziej efektownych rodzajów crowdsourcingu w miastach jest tzw. crowdsourcing interwencyjny. Wynika to z tego, że bardzo szybko można zaobserwować relację między naszym działaniem a pożądaną zmianą. Jego założenie  opiera się na słusznym przekonaniu, że mieszkańcy szybciej i skuteczniej są w stanie zauważyć i poinformować władze o drobnych problemach występujących w ich okolicy. Dziurę na drodze, zbitą żarówkę w latarni bądź napis na murze obrażający kibiców jednej z miejscowych drużyn obywatele mogą szybko oznaczyć na mapie i przekazać informację odpowiedzialnym służbom wykorzystując dedykowaną do tego platformę bądź aplikację. Dzięki temu, że zgłaszane problemy można dość łatwo rozwiązać, platformy takie jak FixMyStreet, SeeClickFix czy polskie Naprawmy.to mogą poszczycić się wysoką skutecznością działania (sięgającą niekiedy 90%).

Pomożemy w promocji i budowaniu wizerunku miasta

Wizytówką miasta są przede wszystkim jego obywatele. Lepsze poznawanie mieszkańców skutecznie służy oddolnej promocji i budowaniu pozytywnego wizerunku. A co jeżeli wykorzystać PRową siłę mieszkańców do promocji miasta? Zrobiła tak Bruksela, a właściwie lokalne biuro podróży, które wykorzystując technologię live streamu zaangażowało mieszkańców miasta w jego promocję. W trzech punktach miasta zainstalowano aparaty telefoniczne z  kamerami streamującymi obraz na specjalnej stronie internetowej. Każdy mógł zadzwonić do Brukseli i porozmawiać z losowo przechodzącymi mieszkańcami. Naszym zdaniem wizerunkowe zwycięstwo.

Sfinansujemy budowę placu zabaw

Czasem budżet miasta nie pokrywa wydatków na wszystkie inwestycje, bądź władze uznają je za mniej ważne. Właśnie w tym miejscu crowdsourcing spotyka się w crowdfundingiem. Mieszkańcy wielu miast są skłonni dobrowolnie wspierać oddolnie tworzone projekty, które mogą wpłynąć pozytywnie na życie wspólnoty, ich najbliższe otoczenie bądź rozwiązać określone problemy. Na platformach takich jak SpaceHive bądź ioby można odnaleźć wiele projektów wpływających na poprawę jakości życia mieszkańców. Mechanizm jest dokładnie taki sam jak na każdej innej platformie crowdfundingowej – projektodawca musi w określonym czasie pozyskać fundusze na realizację swojego pomysłu. Te zaś mogą dotyczyć projektów takich, jak rewitalizacja i remont budynków czy budowa placów zabaw, ale też mniej poważnych inicjatyw, jak na przykład budowa zjeżdżalni wodnej w centrum miasta.

Czubek góry lodowej

Rozwiązań civicsourcingowych (połączenie słów “civic” i “crowdsourcing”) jest znacznie więcej. Podstawą smart cities są i zawsze będą smart people, a tych nie brakuje. Trzeba jedynie nauczyć się umiejętnie z nimi współpracować.

wethecrowd-szkolenie

 

 

    Szkolenia

    Skomentuj

    Jak ZTE współtworzyło smartfona ze społecznością i dlaczego warto znać ten case?

    Przeczytasz w 20 minut Crowdsourcing
    Autor 18 stycznia 2018

    Chiński gigant telekomunikacyjny ZTE z pewnością miał przed oczami wizję pasma sukcesów, kiedy decydował się na crowdsourcing nowego produktu. W końcu: co może pójść nie tak, jeśli współpracuje się ze społecznością zaangażowanych użytkowników?

    Dlatego korporacja postanowiła od razu wdrożyć cały “pakiet” rozwiązań typu collaborative development: crowdsourcing połączony z co-creation, następnie prowadzący do zbiórki crowdfundingowej. Dziś trudno jednoznacznie ocenić na ile był to błąd, a na ile szczęście w nieszczęściu. Ale po kolei.

    Crowdsourcing – win, crowdfunding – fail

    W 2016 roku ZTE zaprosiło klientów (i szerzej – społeczność internautów) do współtworzenia smartfona przyszłości, dopasowanego idealnie do potrzeb konsumentów. Inicjatywa o nazwie CSX realizowana była za pośrednictwem prostej strony internetowej stylizowanej na forum. Marka (zresztą słusznie) podzieliła ją na kilka etapów rozciągniętych na okres 3 miesięcy:

    Zgłaszanie przez użytkowników generalnych pomysłów na funkcjonalności → głosowanie na pomysły (etap pośredni) → tworzenie konceptów → głosowanie i opiniowanie (etap pośredni) → wybór najpopularniejszej propozycji → produkcja

    W trakcie trwania pierwszego etapu społeczność wygenerowała dość oryginalne pomysły m.in. kompatybilność smartfona z podwodną maską VR albo dowolność w doborze systemu operacyjnego, bez narzucania go fabrycznie przez producenta. Kto by tego nie chciał?

    Głosy użytkowników wyłoniły zwycięzcę: koncept telefonu z samoprzylepną obudową, którym można nawigować ruchem gałek ocznych z wykorzystaniem technologii eye-trackingu. Hawkeye, bo tak ZTE ochrzciło wspólne dziecko ich działu R&D i społeczności, wydawał się tak obiecujący, że korporacja poszła za ciosem i postanowiła rozpocząć jego przedsprzedaż drogą crowdfundingu na platformie Kickstarter. Na tym etapie cała pieczołowicie współtworzona konstrukcja zaczęła uginać się pod swoim własnym ciężarem.

     

    Zbiórka crowdfundingowa okazała się porażką. ZTE zgromadziło zaledwie 36 tys. z planowanych 500 tys. dol., czyli nieco ponad 7% celu finansowego i zakończyło kampanię przed upływem czasu.

    Z jednej strony – to dobrze, ponieważ “poduszka ochronna” w postaci crowdfundingu, którego jedną z funkcji jest badanie reakcji rynku i minimalizacja ryzyka, zadziałała bez zarzutu. Piękno crowdfundingu polega na tym, że odwraca on standardowy model, w którym koszty i ryzyko ponosi się już po uruchomieniu produkcji, a nie przed. Marka mogła stracić znacznie więcej wprowadzając nowego smartfona na rynek.

    Z drugiej – źle, ponieważ ta sama społeczność, która wcześniej współtworzyła Hawkeye, teraz głośno zadeklarowała: nie, ten produkt nie jest wart naszych pieniędzy. Była to wyraźna czerwona kartka dla rezultatu całej inicjatywy crowdsourcingowej.

    Co wobec tego zawiodło?

    Powyższe pytanie powinno raczej brzmieć: co zawiodło w strategii produktu (czy marketingowej), która uwzględniała tak crowdsourcing, jak i crowdfunding? W tym wypadku szukanie winy wyłącznie w implementacji czy działaniach operacyjnych jest prostą drogą do powierzchownych wniosków. Ale po kolei.

    1. Najczęściej podnoszony zarzut i błąd, do którego głośno przyznaje się samo ZTE, to rozbieżność między koncepcją a wykonaniem, a konkretniej przeciętna specyfikacja urządzenia. Wyposażenie smartfona miało parametry typowe dla średniej półki cenowej, a przecież Hawkeye miał być telefonem przyszłości.
    2. ZTE ustaliło także cenę na 199 dol. i nie mogło dokonać korekty po starcie zbiórki crowdfundingowej. W efekcie, kiedy społeczność zaczęła krytykować specyfikację, nie można było jej zmienić ze względu na gorset cenowy. Marka sama pozbawiła się w tej mierze pola manewru.
    3. Wiele osób postrzegało Hawkeye jako pozorną innowację. Takie funkcje jako samoprzylepna obudowa czy eye-tracking są łatwe do zaimplementowania w innych smartfonach. Bez mocnej specyfikacji jest to po prostu… zwykły telefon.
    4. Mogła zadziałać tzw. “klątwa korporacji” w crowdfundingu. Duże, bogate marki wciąż nie są przez wielu mile widziane na takich platformach jak Kickstarter czy Indiegogo.
    5. I wreszcie zjawisko tzw. “tyranii pomysłów”. Wybór “większości”, która wskazała funkcjonalności składające się na Hawkeye, wyalienowała realną większość, czyli długi ogon użytkowników, którzy wskazywali na dziesiątki innych rozwiązań. Dla nich Hawkeye w zaproponowanej postaci nie miał nic wspólnego z telefonem marzeń.

    Kluczowy wniosek

    Porażka przedsięwzięcia Hawkeye to ciekawa historia, której morał może brzmieć następująco: crowdsourcing to nie produkt sprzedawany z gwarancją sukcesu. Nie sam fakt korzystania z niego, ani nawet platforma gwarantują rezultaty. Sztuką jest myślenie o crowdsourcingu w kategoriach strategicznych, nie zaś wyłącznie operacyjnych.

     

     

      Szkolenia

      Skomentuj

      Jak LEGO i DHL zwiększają zadowolenie i zaangażowanie klientów dzięki co-creation?

      Przeczytasz w 20 minut Co-creation
      Autor 11 stycznia 2018

      Według Huffington Post, aż 70% marek, które mają wyjątkowo wysokie wskaźniki dotyczące zadowolenia klienta, projektowało swoje produkty i usługi na podstawie opinii i wywiadów z konsumentami. Dzisiaj to za mało. Współpracę na linii marka-klient trzeba wprowadzić na nowy poziom.

      Co-creation to proces, w którym marki i konsumenci współpracują, żeby tworzyć lepsze pomysły, produkty i usługi. Oczywiście – innowacyjne pomysły wciąż pochodzą w większości od największych brandów. Jednak proces decyzyjny zaczął się zmieniać i dopuszczono do głosu także klientów, a z czasem okazało się, że w zasadzie to ich zdanie liczy się teraz najbardziej. Dlaczego? To proste – przecież to właśnie oni korzystają z produktów i usług projektowanych przez marki.

      Jak więc otworzyć markę na projekty tworzone we współpracy z konsumentami? Warto wzorować się na największych.

      LEGO – inspiracja dla kolejnych pokoleń twórców

      LEGO jest jedną z marek, które jako pierwsze zauważyły zalety wynikające z projektowania produktów wspólnie ze swoimi klientami (zarówno dorosłymi, jak i tymi najmłodszymi). Przykładowo, LEGO Ideas to internetowa społeczność, której członkowie mogą odkrywać wspaniałe kreacje innych fanów oraz dołączać swoje własne projekty do nowopowstających zestawów. Fani głosują na wszystkie pojawiające się propozycje i, co najważniejsze dla twórców, zostawiają swój szczery feedback. Jeśli którykolwiek z projektów dostanie 10 000 głosów, LEGO uważnie przegląda i opiniuje ten pomysł, a po pozytywnej weryfikacji włącza go do sprzedaży na całym świecie. Twórcy otrzymują procent zysku ze sprzedaży!

      Jego nazwisko pojawia się także na wszystkich materiałach sprzedażowych i marketingowych. W tym modelu współpracy LEGO dzięki crowdsourcingowi docenia swoich najwierniejszych klientów oraz nagradza ich za innowacje, kreatywność i przedsiębiorczość, jednocześnie tworząc wspaniałą społeczność.

      DHL – współtworzenie przyszłości sektora dostaw

      DHL, największa na świecie firma pocztowo-logistyczna, doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że innowacje które powstają w głowach jej klientów, mogą przynieść znaczące korzyści. Żeby sprostać wysokiej konkurencyjności branży i nowym wyzwaniom, które pojawiają się w związku z innowacyjnością łańcucha dostaw i logistyki, firma prowadzi spotkania dla praktyków, w których udział biorą klienci z Niemiec i Singapuru. Lojalni klienci DHL do tej pory wzięli udział już w ponad 6000 przedsięwzięciach, w tym w warsztatach, po to, żeby współtworzyć z marką rozwiązania poprawiające komfort usług.

      Jedna z innowacji, które powstały w procesie crowdsourcingu pomysłów, to Parcelopter, czyli projekt usługi dostarczania przesyłek dronami. Dzięki wykorzystaniu tej technologii, znacząco skrócono czas dostawy w obrębie jednego miasta. Dodatkowo okazało się, że ten pomysł zmienił na zawsze postrzeganie usług dostawczych. Co ciekawe – członkowie społeczności DHL współtworzący ten pomysł, sami przeprowadzili wstępne testy, łącznie z zaprojektowaniem nowoczesnego magazynu dostosowanego do dronów.

      cocreation-we-the-crowd

      Wstępne oszacowanie korzyści biznesowych okazało się zaskakujące. Forbes przeprowadził badanie, które pokazało, że nowa usługa zwiększyła satysfakcję klientów z dostarczania ich przesyłek do około 80 procent – a tak wysokiego wskaźnika DHL nie osiągnął jeszcze nigdy.

      Manchester City FC – branding drużyny dopasowany do marzeń jej fanów

      Jeśli kibicujesz jakiejś drużynie, jak cenna byłaby dla Ciebie możliwość udziału w jej brandingu – wyboru kolorów, logo i strojów? Żeby uniknąć negatywnych opinii dotyczących zmian w wyglądzie marki, klub piłkarski Manchester City FC zaangażował w proces zmian swoich najwierniejszych kibiców. Klub chciał poprawić ogólny wygląd marki, szczególnie jeśli chodzi o jej digitalową tożsamość – stronę www oraz aplikację mobilną. Angażując swoich fanów w badania fokusowe, ankiety i prototypowanie, crowdsourcując ich pomysły, Manchester City zbudował jedną z pierwszych stron mobilnych opartych na materiałach wideo. Dzięki wsparciu kibiców strona stała się aktualna, ciekawsza dla odbiorców i zdecydowanie bardziej nowoczesna. A fani jeszcze bardziej przywiązali się do marki. Co-creation to zawsze wygrana dla wszystkich stron.

      Made.com – fabryka młodych talentów

      Made.com to internetowy sklep meblarski, który daje swoim klientom możliwość decydowania o tym, które projekty z ich portfolio zaczną być realizowane. Ponieważ Made.com ma jedynie bardzo mały showroom w Londynie, przenieśli swoją społeczność online, tworząc Made Unboxed. Jest to miejsce, w którym wszyscy sympatycy marki mogą dodawać zdjęcia mebli Made.com w swoich aranżacjach, dzielić się inspiracjami i pytać o poradę pozostałych klientów. Co więcej – prowadzony jest tam stały konkurs: Made Emerging Talent Award, w którym marka wspiera młodych projektantów. Każdy z nich może pokazać swoje projekty, na które głosuje zaangażowana w życie marki społeczność. Dzięki temu brand ma pewność, że produkty wprowadzane do produkcji się sprzedadzą (bo trafiają w gust społeczności), a młodzi twórcy dostają szansę na sprzedaż swojego produktu w strukturach Made.com.

      co-creation | WeTheCrowd

      Meble trafiają do oferty co prawda tylko na rok, ale marka nawet po upływie tego czasu wspiera projektantów, dając im solidne zaplecze marketingowe.

      Unilever – pomysł ponad wszystko

      Unilever jest jednym z największych producentów dóbr szybko zbywalnych na świecie, jednak doskonale rozumie wagę współtworzenia (crowdsourcing + collaboration +co-creation). Traktuje je jako jedną ze swoich przewag konkurencyjnych, głównie ze względu na zaangażowanie konsumentów praktycznie na wszystkich poziomach tworzenia nowych produktów. Od 2016 roku na platformie The Unilever Foundry przekształca pomysły swoich klientów w rzeczywistość.

      co-creation | WeTheCrowd

      Firma pozyskuje opinie i idee od start-upów, akademików, projektantów oraz “każdego, kto ma praktyczną innowację, która może pomóc sprostać wyzwaniom konsumentów”. Główny klucz do sukcesu Unilever polega na identyfikowaniu kluczowych potrzeb swoich odbiorców i szybkiego przechodzenia od crowdsourcingu do współtworzenia rozwiązań.

      Dlaczego co-creation?

      Innowacyjność to jedna z najczęściej wskazywanych przewag konkurencyjnych, niezależnie od branży. Jeśli zaangażujesz w proces innowacji i proces tworzenia produktu swoich klientów – zyskujesz kolejną. Ale to nie wszystko. Proces co-creation daje wiele korzyści nie wynikających bezpośrednio z samej innowacji. Jakich?

      1. Istotność i atrakcyjność – projekty, nad którymi klienci sami pracowali są dla nich ważniejsze
      2. Przewaga marketingowa – produkty będące efektem współpracy lepiej docierają do konsumentów, bo ci pracowali przy ich powstawaniu
      3. Wsparcie – wszystkie zaangażowane w projekt strony wspierają go z całych sił, bo jest efektem ich wspólnej pracy
      4. Motywacja – wzrasta przy wspólnej wizji i misji
      5. Lepszy wynik – proces co-creation rzutuje korzystnie na jakość efektów
      6. Zasoby – paradoksalnie współtworzenie pozwala oszczędzić czas, pieniądze i pomysły

      Działa tutaj prosty mechanizm – jeśli coś współtworzysz, to jasne jest, że będziesz to wspierać całym sercem, prawda? Ostatecznie oprócz produktu, który jest dopasowany do oczekiwań klienta (który go współtworzył!), zyskujesz grono ambasadorów marki. Win-win. Spróbuj sam, a efekty mogą Cię zaskoczyć!

      szkolenia-WeTheCrowd

       

        Szkolenia

        Skomentuj