Zrzutka.pl. Crowdfunding bez opłat, bez formalności, bez wad?

Realizacja zbiórki na platformie crowdfundingowej to nie fizyka kwantowa. Właśnie dlatego ta forma pozyskiwania funduszy jest tak popularna. A co gdyby uprosić ten proces do maksimum? Bez nagród, bez weryfikacji… bez opłat. Oto recepta na Zrzutkę.pl. Czy taki model to wyłącznie zalety?

Ideowo i funkcjonalnie Zrzutce.pl bliżej do platform typu SiePomaga, czyli crowdfundingu opartego na bezinteresownych donacjach, niż do Wspieram.to czy PolakPotrafi.pl. W jakim sensie?

  • zdecydowana większość projektodawców to osoby prywatne, zbierające na pospolite i przyziemne cele. Mówimy tu o zbiórkach na leczenie, wyjazd naukowy, kameralną imprezę itp.;
  • co do zasady na platformie nie oferuje się nagród w zamian za wsparcie;
  • w samej prezentacji zbiórki nie jest wymagane wideo, co oczywiście wynika ze wspomnianego przyziemnego charakteru celów.

Można pomyśleć: SiePomaga Bis to słaby pomysł na biznes. Sęk w tym, że Zrzutka.pl wie jak wyróżnić się na tle konkurencji, robiąc ukłon w stronę wygody użytkowników. Wnosi powiew świeżości do mechaniki i modelu biznesowego tam, gdzie inni uznali, że nic lepszego nie da się wymyślić. (Konkurencjo, nadstaw uszy i przetrzyj okulary).

Crowdfunding w wersji instant

Zagraniczne platformy crowdfundingowe próbują urozmaicić swoją ofertę o wsparcie marketingowe i produkcyjne po zbiórce czy dodatkowe kanały sprzedaży. Zrzutka.pl idzie w stronę minimalizmu i upraszczania. Koncentruje się na tym, co najważniejsze dla przeciętnego Kowalskiego, który chciałby zebrać pieniądze szybko i bez zbędnego rozgłosu. To, co nas wyróżnia, to możliwość realizacji zbiórki na dowolny cel, bez prowizji, prosto i błyskawicznie – powiedział mi założyciel platformy Tomek Chołast. Brzmi nośnie, ale ma też uzasadnienie w przemyślanych rozwiązaniach. Gdybym miał je ująć w 4 punktach, z perspektywy użytkownika:

  • Prostota i szybkość zakładania zbiórki. Proces odpalenia akcji na Zrzutce.pl zajmuje kilka minut. Usability platformy jest wzorcowe. Dostaję prosty formularz, klarowne wezwanie do działania i guziki akcji. Wiem, gdzie mam kliknąć i wiem, co mam wpisać, żeby reszta poszła jak z płatka.

zrzutka.pl_glowna

  • Brak opłat. Nie, to nie pomyłka. Na Zrzutce.pl można crowdfundować bez opłat. To pierwsza polska platforma CF nie pobierająca prowizji, z którą mam styczność. Organizacja kampanii nic nie kosztuje, wypłacenie pieniędzy z konta zbiórki jest darmowe. Nie ma haczyków.
  • Indywidualne konto bankowe. Platforma tworzy je dla każdej nowej zbiórki, co daje projektodawcom możliwość posługiwania się nim również poza stroną kampanii, np. w social media. Wspierającym otwiera to możliwość dokonania wpłaty bezpośrednio na rachunek bankowy. I teraz najlepsze – pieniądze przelane w ten sposób rzutują na postęp zbiórki na platformie! Warto zaznaczyć, że dzięki takiej operacji organizator nie płaci prowizji pośrednikowi płatności.
  • Elastyczność i wygoda. Organizator sam decyduje, czy zbiórka ma być publiczna czy prywatna. Pieniądze może wypłacić w dowolnym momencie w trakcie trwania zbiórki (!), bo to model flexible, tzn. “tyle ile zbiorę, tyle mogę zabrać”.

Granica między crowdfundingiem a e-fundraisingiem (czy też P2P fundraisingiem) jest dość płynna i w zasadzie niewyczuwalna. Zdarza się, że niektórzy uważają e-fundraising za crowdfunding – w końcu wciąż finansowanie społecznościowe.

Postanowiłem wskazać Wam najbardziej zasadnicze różnice między tymi dwiema formami realizowania zbiórek.

zrzutka_crowdfunding_vs_efundraising-02

Crowdfunding za darmo, ale rentowny

Czytając powyższe punkty można pomyśleć, że właśnie przedstawiłem przepis na najbardziej przyjazną i najbardziej nierentowną platformę crowdfundingową na rynku. Nic bardziej mylnego. Zrzutka.pl ma przemyślany model biznesowy oparty na usłudze freemium. Wszystko, co stanowi podstawową usługę, tj. start projektu, wygenerowanie indywidualnego konta bankowego, wpłacanie i wypłacanie pieniędzy, jest darmowe. Zrzutka.pl zarabia na tym, co składa się na funkcję premium, czyli na wszelkich usługach dodatkowych.

zrzutkapl_oplaty-01

Aż dziw bierze, że żadna platforma crowdfundingowa nie idzie w tym kierunku. Za standardową zbiórkę nie płacisz nic. Płacisz dopiero wtedy, kiedy chcesz zwiększyć swoje szanse, podpierając się reklamą albo personalizując swoją kampanię.

Crowdfunding niedoskonały

Model Zrzutki.pl ma wiele zalet, ale daleko mu do doskonałości. Tomek Chołast: Przed startem robiliśmy biznes plany i projekcje. Dwukrotnie startowaliśmy do dotacji unijnych, których nam odmówiono. Dobrze się stało, bo dzięki temu byliśmy bardziej elastyczni i agile’owo podeszliśmy do projektu. Na pewno z dotacją nie bylibyśmy tu gdzie teraz, bo większość początkowych założeń, w trakcie tworzenia, uległo zmianie.

Widać, że portal stosuje metodę lean, jest startupem z krwi i kości, musi ewoluować, aby przetrwać. Jednak te decyzje strategiczne, które budują przewagę platformy, mają i drugą stronę medalu.

  1. Brak weryfikacji projektów otwiera pole do oszustw. Natychmiastowość i wygoda oznaczają, że nie ma dobrego screeningu autorów i ich zbiórek. Na stronach kampanii zazwyczaj znajduje się niewiele informacji o projekcie, brakuje też wideoprezentacji. Wobec tego trudno stwierdzić, czy rzeczywiście wspieramy właściwy cel i właściwą osobę. To oczywiście generalny problem crowdfundingu, jednak tutaj jest on wzmożony.
  2. Niewielki zasięg. pl nie ma takiego zasięgu ani medialnej siły przebicia jak Wspieram.to, SiePomaga, czy PolakPotrafi.pl. W efekcie jest dobrym rozwiązaniem przede wszystkim dla tych, którzy są w stanie sfinansować swój cel ze wsparciem znajomych lub społeczności.
  3. Brak wsparcia platformy. Ekipy innych platform silnie angażują się w pomoc przy zakładaniu nowych projektów, a także ich późniejszą promocję. Mechanizm i model biznesowy Zrzutki.pl wyklucza taką możliwość. Nie ma wsparcia przy zakładaniu zbiórek, bo technicznie jest to banalne. Nie ma wsparcia w promocji, bo za to już trzeba płacić. A i tak jest to promocja zamknięta w ramach środowiska platformy (reklama na stronie głównej, wśród innych zrzutek itd.).
  4. Brak mechaniki selekcji i “nabywania” nagród. To chyba mówi samo za siebie ;) Oczywiście, kto się uprze, ten wprowadzi do zbiórki nagrody, ale jako, że Zrzutce.pl bliżej do e-fundraisingu niż crowdfundingu, platforma pozbawiona jest charakterystycznego prawego marginesu z perkami. To celowa decyzja strategiczna, ale też naturalna bariera dla większości projektów, które mają szanse powodzenia tylko dzięki przedsprzedaży.

Crowdfunding na przyszłość

Jeśli wierzyć słowom Tomka, to połączenie dobrze dobranej grupy docelowej (długi ogon zwykłych “Kowalskich” użytkowników) z modelem freemium okazało się strzałem w dziesiątkę.

Tomek Chołast, założyciel Zrzutka.pl

Z danych finansowych wzrostu konkurencji w czasie, możemy śmiało stwierdzić, że jesteśmy najszybciej rosnącą platformą crowdfundingową w Polsce.

Naturalnie, Zrzutka.pl nie jest atrakcyjnym rozwiązaniem dla każdego typu projektu i niekoniecznie pomoże tym autorom zbiórek, którzy jeszcze nie zgromadzili społeczności. Ta platforma to wymarzone rozwiązanie dla wszystkich tych, dla których “crowdfunding” brzmi jak “Wielki Zderzacz Hadronów”. Upowszechnia finansowanie społecznościowe w naszym kraju, sprawia, że wydaje się ono mniej egzotyczne, bardziej przystępne i realne.

Zarazem case Zrzutki.pl powinien skłonić jej konkurentów do odważniejszej innowacji – z korzyścią dla rynku. Jest co kopiować ;)

  • uproszczony interfejs i usability,
  • uproszczone formalności,
  • brak opłat,
  • wachlarz usług premium,
  • indywidualne konto, suplementarne dla kampanii na platformie.

W crowdfundingu naprawdę jest jeszcze sporo przestrzeni na ciekawe pomysły – nie tylko ze strony organizatorów zbiórek. Również tych, którzy umożliwiają ich organizację. Także: drogie rodzime platformy crowdfundingowe – do dzieła!

    Szkolenia

    Skomentuj

    Litery cyfrowego alfabetu, czyli o internetowych pokoleniach

    Przeczytasz w 20 minut Collaboration
    Autor 18 maja 2016

    Wyobraź sobie, że dostajesz zadanie pogrupowania pewnej liczby osób. W puli masz ludzi w różnym wieku, różnej płci, narodowości. Wyznacznikiem podziału jest Internet. Co robisz?

    Powyższe zadanie nie jest łatwe. Świadczy o tym liczba definicji, artykułów, badań, z którymi musiałam zmierzyć się podczas pracy nad tym tekstem. Okazuje się bowiem, że podział populacji na użytkowników nowych technologii nie jest tak oczywisty.

    Jedna by wszystkimi rządzić?

    W wielkim skrócie: generacja to podział ludzkości na grupy, ze względu na urodzenie w określonym przedziale czasowym.

    Na tym mogłabym zakończyć część o definicjach, gdyby nie to, że podczas pisania artykułu przedstawione wyżej pojęcie generacji nieco się… zachwiało? Odkryłam bowiem, że wiekowo należę do jednej generacji, zaś mentalnie, pod względem zachowania, stosunku do technologii i Internetu, mogłabym siebie umieścić w 3, a może nawet 4 (!) generacjach.

    W jakim celu wprowadza się podziały na generacje według wieku i różnic w zachowaniach, adaptacjach nowych technologii? Cóż… lubimy się szufladkować. Znajdywać w sobie podobne cechy, należeć do grup, nie czuć się samotni; tłumaczyć jakieś zachowania, poszukiwać ich przyczyny i skutku. Wielkie wydarzenia w historii świata, miejsce i data narodzin, kultura, środowisko naturalne, rozwój technologii – to wszystko wpływa na podział populacji.

    Abecadło, w nieco innej kolejności

    Poniżej umieściłam opisy poszczególnych generacji. Jestem przekonana, że znajdziecie w nich swoje odbicie, a może także obraz osób z waszego otoczenia.

    Przekonacie, się, że nazywanie pokoleń skrótowo, literami X, Y, Z jest znakiem czasu – potrzebą zwięzłości. Łatwiej przecież powiedzieć “generacja Y” niż “pokolenie urodzone pomiędzy rokiem 1980 a 1990”. Tymi skrótami będę się także posługiwać w dalszej części tekstu.

    Co zatem kryje się pod tymi literami?

    X – pokolenie PRL, nic na serio

    Urodzeni pomiędzy
    1965 a 1979

    Nowe technologie

    Do nowych technologii podchodzą dość rozważnie. Zwracają uwagę na jakość gadżetów, trendy są dla nich mniej ważne. W pracy posługują się głównie smartfonami, laptopami. Smartfonów używają także do robienia zdjęć. W przyszłości mogą okazać się bardzo interesującą grupą, do której będą kierowane produkty mobilne, ułatwiające codzienne funkcjonowanie.   

    Internet i social media

    Nie mają problemów z Internetem, a jednocześnie nie traktują go jako coś niezbędnego. Kontakty wirtualne są dla nich mniej wartościowe niż te realne. Nieco inaczej sytuacja wygląda w pracy, gdzie Internet traktują jako narzędzie niemal niezbędne do wykonywania obowiązków.

    Jak kupują?

    Głownie liczy się dla nich cena, promocja. Najczęściej kupują w dyskontach. Potrafią przywiązać się do marek, które zdobyły ich portfele np. jakością albo akcją charytatywną. Zakupy przez Internet są dla nich mało atrakcyjne, bo wolą zobaczyć i wypróbować produkt “na żywo”.

    Prywatność w sieci

    Tu zdania są bardzo podzielone. Wiele źródeł twierdzi, że pokolenie X bardzo chroni swoją prywatność, unika publikacji zdjęć w social media. Ale z drugiej strony nie brakuje informacji, które temu przeczą i stawiają podejście do ochrony swoich danych na równi z podejściem Millennialsów (co ciekawe wiele razy natknęłam się na opinie, że takie ewentualne naruszenia prywatności mogą wynikać po prostu z niewiedzy).

    Y – pokolenie Millennials, echo boomers, internet generation, iGen, net generation

    urodzeni między
    1984 a 1997

    Nowe technologie

    To dla nich chleb powszedni. Wyposażeni w smartfony, tablety, smartwatche są online zawsze i wszędzie.

    Internet i social media

    Millennialsi wciąż są online. Internet to dla nich główne źródło wiedzy i informacji.
    Powoli odchodzą od maili na rzecz komunikatorów internetowych (Slack, Facebook Messenger). Są niecierpliwi jeśli chodzi o komunikację w Internecie – oczekują natychmiastowej odpowiedzi na zadane pytanie (liczy się dla nich błyskawiczna obsługa klienta).

    Młodsi Millennialsi są bardziej narażeni na bańkę filtrującą, niż ich starsi koledzy. Uzależnienie od Internetu i coraz rzadsze korzystanie z mediów tradycyjnych zamyka młodszych Millennialsów w ich systemie światopoglądowym, powodując, że nie sięgają do innych opinii.

    Nie lubią długich zdań, tekstów, szczególnie gdy wykonują wiele czynności naraz, wówczas oczekują komunikacji zwięzłej, ograniczonej do krótkich (a najlepiej skróconych) wyrazów. Czytają obrazkami – Visual Web Trend, dlatego ich ulubionymi social media są Facebook, Instagram oraz Snapchat.

    time WE the CROWDMówi się, że Millenialsi są hiperaktywni w social media. To dla nich główne narzędzie działań w Internecie. Uwielbiają Facebooka i komunikację za pomocą aplikacji. Młodsi Millennialsi używają więcej niż 1 kanału w mediach społecznościowych. Nie lubią, gdy ich ulubione social medium tonie w reklamach – czują się wtedy oszukani i poszukują nowego miejsca w sieci. Dlatego kochają Snapchata, gdzie jedyną formą reklamy są geofiltry, które można spersonalizować (to tak jakbyśmy wpadli do sklepu tylko z Coca-Colą, ale z możliwością zaprojektowania własnej puszki ;)) Poza tym Snapchat nasila, tak popularne w mojej generacji, FOMO. Mechanizm znikania treści wywołuje poczucie winy: nie było mnie w danej chwili, w której znajomy/snapstar wrzucał fajne zdjęcie, nie zobaczyłem tego #smuteczek. Snapchat to także storytelling – opowiadanie historii naszego dnia, w danej chwili, bycia tam i tu teraz.

    Mimo wszytko Millennialsi znają pojęcie social fatigue i 26% z nich porzuca na jakiś czas social media by odpocząć.

    Jak kupują?

    Oczywiście głównie przez sieć, lub za jej pośrednictwem. Ufają opiniom znajomych bardziej niż reklamie (nawet tej bardzo spersonalizowanej). Preferują showrooming – przeglądanie w sieci informacji na temat produktu, podczas pobytu w sklepie. Znane jest im także działanie ROPO – Research Offline Purchase Online.

    Prywatność w sieci

    Tu zdania są podzielone. Jedne źródła mówią, że prywatność nie ma dla Millennialsów ogromnego znaczenia. Uwielbiają dzielić się swoim życiem z innymi. Z drugiej strony nie brakuje informacji, które temu przeczą, a świadczy o tym coraz większa popularność Snapchata. Pozostaje mi zatem stwierdzić, że pokolenie Y traktuje prywatność na zasadzie “to zależy”.

    Podczas researchu do tekstu niemal utonęłam w ilości artykułów i badań na temat Millennialsów. Dlaczego to pokolenie jest aż tak ważne dla badaczy, marketerów? Czy kuszące jest to, że Y reprezentuje zupełnie nową falę, zdominowaną przez świat cyfrowy? Czy może dlatego, że Echo Boomers są wieku, w którym decydują o kształcie aktualnego świata – są reprezentantami współczesnych konsumentów, odbiorców, wyborców? A może w jakiś sposób Millennialsi są pomostem między starszą a najmłodszą generacją?

    A może…

    Z – pokolenie Digital Natives, multitasking

    urodzeni
    po roku 1995

    Nowe technologie

    Dorastali otoczeni nową technologią. Nie boją się cyfrowego świata, a wręcz czują się jego integralną częścią. Z urządzeń mobilnych korzystają od dziecka, co doskonale widać w badaniu przeprowadzonym przez Gemius dla squla.pl

    Internet

    Świat wirtualny nie ma przed nimi tajemnic. Wyszukują każdą informację, komunikują się z całym światem. Nazywani są pokoleniem multitasking – mogą wykonywać wiele czynności naraz.

    Digital Natives podchodzą do treści w Internecie zwięźle i skrótowo, posługując się akronimami.

    Social media traktują jako główne źródło informacji o znajomych, ale i o… sobie. Co to znaczy? Najmłodsi chcą wiedzieć co myślą o nich inni uczestnicy życia w social media. Wyznacznikiem ich popularności w sieci są lajki na Facebooku, wyświetlenia treści. Dotyka ich także FOMO, czują potrzebę posiadania informacji na temat tego, co aktualnie robią ich znajomi.

    Jak kupują?

    Oczami. Widzą coś w Internecie, na Snapchacie i muszą to mieć. Wybierają zakupy przez Internet albo ROPO. To pokolenie konsumpcyjne, bardzo podatne na reklamę.

    Prywatność w sieci

    Generację Z cechuje transparentność. Nie czują potrzeby prywatności. Są skłonni do mówienia w sieci tego, czego nigdy nie powiedzą offline.

    Polecam wam genialny cykl dokumentalny (filmy, artykuły, badania) od CNN na temat nastolatków i ich podejścia do Internetu i social media.

    Kiedy już skończą nam się litery w alfabecie

    “Z” jak zakończenie? Niekoniecznie. Przecież pokolenie, generacja wpada w definicję cyklu życia. Koło nigdy się nie zamknie, dlatego po ostatniej literze alfabetu nagle pojawiają się kolejne – C i L. Jak sami za chwilę zobaczycie nowo powstałe pokolenia ciężko opisać według wcześniejszego schematu.

    Generacja C

    Generacja, której definicja nie opiera się na wieku jej przedstawicieli, ale na ich zachowaniu. Nie ma sensu doszukiwać się tu konkretnego przedziału wiekowego, gdyż tę grupę cechują wyraźne zachowania, postawy, wartości i styl bycia. To generacja 6C:

    • Control – chcąca posiadać wpływy i kontrolować
    • Creativity – bardzo kreatywna
    • Communication – komunikatywna, co łączy się z:
    • Connection – liczbą osób w kontakcie
    • Celebrity – chcąca zaistnieć w społeczeństwie jako gwiazdy
    • Content, creation (co-creation) tworząca treści, które są podstawą mediów społecznościowych (grupa dośc niewielka, w granicach kilkunastu procent)

    Jak pisałam wcześniej, wiekowo należę do generacji Y, ale analizując moje zachowania w sieci, śmiało można mnie “zaszufladkować” w innych pokoleniach.

    Jake Pearce, znany strateg marketingu powiedział, że patrząc na cechy pokolenia C wątpi, czy kryterium wieku jest znaczące. Jeśli wrócicie na chwilę do opisu X, Y czy Z możecie stwierdzić (tak jak ja), że nie można jednej osoby wstawić w jedną szufladkę albo nie każda szufladka pasuje do tej samej szafy. Można się urodzić jako X, słuchać muzyki na Spotify, mieć w nosie prywatność w sieci (jak Z) i chcieć kontrolować społeczeństwa jako snapstar (pokolenie C). Można?

    L – generacja leni

    Kolejne pokolenie bez przedziału wiekowego. Cechują je takie pojęcia, jak:

    • Link – nie tworzą treści ale je powielają, udostępniają
    • Leads – krótkie newsy są w kręgu ich zainteresowania
    • Like – wyznacznik “wartości” w sieci
    • Local – serwisy geolokalizacyjne
    • Life-stream – transmisja życia prywatnego non stop, brak prywatności
    • slacker (slaktywizm) – jej przedstawiciele nie biorą aktywnie udział w społecznych ruchach, a jedyna akcją w tym wypadku jest kliknięcie “like”, zmiana zdjęcia profilowego, noszenie koszulki itd.

    Odejmij XYZ oraz C i L, zostaje 26 liter alfabetu

    Czy to oznacza 26 możliwych do opisania pokoleń i kolejnych konstruktów socjologicznych?

    Niekoniecznie, jeśli nie zapomnijmy o jeszcze jednym, dość istotnym podziale społeczeństwa, związanym z adaptacją cyfrową, dostępem do Internetu oraz możliwością korzystania z cyfrowych zasobów.

    Cyfrowi nomadzi

    Mówią o sobie “jesteśmy wolni”, bo nie ogranicza ich miejsce pracy ani czas wykonywania obowiązków. Jak to możliwe? Otóż dla cyfrowym nomadom Internet pozwala na pracę zdalną z każdego miejsca na ziemi. Wędrują wirtualnie i raczej trudno ich podzielić według wieku. Ich era spowoduje, że takie pojęcia jak elastyczny czas pracy, praca zdalna i elastyczne umowy staną się normą.

    Cyfrowi tubylcy (digital natives)

    Dzieci Internetu, dorastały w jego otoczeniu i nie wyobrażają sobie świata bez cyfrowej sieci. Cechuje ich uniezależnienie się od komputera stacjonarnego (cloud-computing) = korzystaniu z wielu urządzeń, podłączonych do jednego źródła.

    Cyfrowi analfabeci

    Nie chodzi tu o brak dostępu do Internetu, ale o sposób wykorzystywania go. Mówiąc jeszcze bardziej precyzyjnie – cyfrowy analfabetyzm oznacza brak umiejętności korzystania z zasobów cyfrowych. Według raportów Komisji Europejskiej ten rodzaj analfabetyzmu dotyka obecnie ponad 50% polskiego społeczeństwa (sic!).

    Przyszłość wydaje się być…

    Całkiem optymistyczna ;) Rozwój technologii na pewno zrewolucjonizuje pewne obszary, w których poruszają się wszystkie opisane wyżej pokolenia. Zwiększy się dostęp do sieci w miejscach, które do tej pory były uznawane za cyfrowe pustynie. To daje nadzieję na znaczną redukcję liczby cyfrowych analfabetów. W polskich szkołach zwiększy się potrzeba wykorzystania internetu i technologii do edukacji, co doskonale widać chociażby w raporcie squla.pl

    Patrząc mniej optymistycznie – zanikającą umiejętnością, w świecie cyfrowych pokoleń, zdominowanych przez technologię i Internet, będzie nawiązywanie osobistych relacji. Jednym z największych zagrożeń może być to, że osoby urodzone po 1990 pogłębią jeszcze bardziej przepaść pokoleniową, co może doprowadzić do wielu konfliktów i podziałów.

    Joanna “Frota” Kurkowska (która poprosiłam o krótki komentarz) na przyszłość cyfrowych pokoleń patrzy pod kątem rozwoju wirtualnej rzeczywistości oraz coraz większego znaczenia grupy 50+:

    Joanna “Frota” Kurkowska

    Zdecydowanie wszystko będzie szło w kierunku VR (virtual reality). To co dla nas jest totalną nowością, odkurzeniem pomysłów z starych książek i filmów sci-fi, dla kolejnych generacji będzie już częścią ich DNA. Raczej dalej popularnością będą się cieszyć aplikacje i serwisy społecznościowe oraz komunikacyjne, ale wraz z nadejściem technologii VR zmienią się ich formy i funkcje.

    Na pewno ciekawy będzie rozwój technologii przeznaczony dla grupy 55+, która coraz chętniej sięga po internet i nowe technologie. Produkty i usługi skierowane do tej grupy mogą sporo namieszać na rynku. Nie zdziwię się, jeśli to wszystko sprawi, że 55+ stanie się jedną z głównych społeczności w internecie – szczególnie za 15-20 lat kiedy do tej grupy dołączą ludzie z generacji X, czyli tak naprawdę pierwsza grupa mająca tak łatwy dostęp do komputerów i technologii.

    Kliknij i rozwiń

    Na koniec polecam obejrzeć prezentację komika Adama Conovera, który obalił teorię o generacjach bardzo smaczną prezentacją. Jej fragmenty widzieliście wyżej w formie GIFów:

      Szkolenia

      Skomentuj

      Jak społeczności tworzą wideo, a wideo tworzy społeczności

      Przeczytasz w 20 minut Collaboration
      Autor 12 maja 2016

      Krótką historię konsumpcji treści w internecie można zacząć słynnym zdaniem – Na początku było słowo. A nawet więcej słów, bo całe bloki tekstu. Po słowie była grafika, która niewątpliwie nosiła miano rewolucji, ale nie tak wielkiej jak to, co pojawiło się po niej – wideo.  

      Od jakiegoś czasu z każdej strony uderza w nas informacja, że multimedia mają przewagę nad innymi formami treści. Zamiast czytać, wolimy obejrzeć. Z czego to wynika, co sprawia, że wideo jest tak popularne? O podpowiedź poprosiłam Artura Kurasińskiego – blogera, vlogera, startupowca i pomysłodawcę aplikacji MUSE, służącej do analityki na YouTube.

      Popularność wideo wynika z prostej konsekwencjimówi Artur i podaje 4 powody składające się w obraz problemu. Nie tylko lenistwo i znudzenie odbiorców tradycyjnym formami treści spowodowało, że niewątpliwie żyjemy w epoce multimediów. Staliśmy się obojętni na bannery reklamowe, a liczba zainstalowanych AdBlocków powoduje, że reklamodawcy znajdują inne rozwiązania, aby nam te reklamy, mówiąc wprost, przemycić do zwykłej treści. A to właśnie umożliwia im wideo.

      Mobile ponad wszystko

      Wideo jako skuteczna forma mniej inwazyjnej reklamy to jedna strona medalu, ale nie zapominajmy o wpływie społeczności. Za swoją popularność powinno podziękować się urządzeniom mobilnym i serwisom społecznościowym, a w szczególności nam – ich wiernym użytkownikom. Wideo na kilkucalowym ekranie jest przyjemniejsze w odbiorze, niż kilka akapitów tekstu, a przy tym łatwiej go udostępnić i w efekcie łatwiej zaangażować użytkowników.

      Artur Kurasinski dla WE the CROWD

      Nie ma obecnie serwisu społecznościowego, który by nie umożliwiał nagrywania, publikowania lub transmitowania wideo. Każdy chce wskoczyć na falę. Nie każdy jednak zasługuje na miano króla, bo w przypadku społecznościowego wideo, królów jest… aż trzech.

      YouTube

      Youtube

      Najbardziej znane na świecie social medium agregujące treści wideo zarejestrowano 14 lutego 2005 przez Chada Hurleya, Steve’a Chena i Jaweda Karima, a pierwsze wideo pojawiło się na nim niespełna kilka tygodni później. Założenia i doskonałe wyczucie czasu związane ze startem spowodowało, że dwa lata później, w październiku 2006, serwisem zainteresował się sam Google, kupując go za kwotę 1,85 miliarda dolarów, co było wtedy największą transakcją internetowego potentata i jest w jego rękach po dziś dzień. Historia zmian i ulepszeń serwisu jest długa, ale można ją podsumować jednym zdaniem – YouTube rewolucjonizując samego siebie, zrewolucjonizował cały rynek wideo.

      time

      W 2006 roku Człowiekiem Roku Magazynu Time zostałeś Ty, jako członek społeczności internetowej. W tym tytule specjalnie wyróżniony został YouTube, który razem z Wikiepedią i serwisem MySpace otrzymał status wzorowej społeczności.

      Od amatorskich filmików po status internetowej telewizji

      YouTube od samego początku był otwarty na amatorską twórczość, przechowując na swoich serwerach miliony niezgrabnie nakręconych i zmontowanych filmików od użytkowników. Z biegiem czasu i wzrostem dostępności narzędzi, materiały przesyłane na platformę stawały się coraz bardziej profesjonalne, jednak to właśnie otwarcie na amatorów przyniosło oczekiwane rezultaty. Konkurencyjne, powstałe w tym samym roku Vimeo, od początku działalności było nastawione na wysoką jakość przesyłanych materiałów, a takich rezultatów użytkownicy nie mogli osiągnąć w domowych warunkach.

      5 najpopularniejszych kanałów  na YouTube (pod względem ilości subskrybentów):

      1. PewDiePie – 43 miliony subskrypcji
      2. HolaSoyGerman – 27 milionów subskrypcji
      3. Smosh – 22 miliony subskrypcji
      4. elrubiusOMG – 18 milionów subskrypcji
      5. VanossGaming – 17 milionów subskrypcji

      Obecnie, oprócz autorskich filmów użytkowników, na YouTubie znajdują się oficjalne materiały reklamowe i płatne kanały, będące źródłem dochodu dla autorów (i dużych korporacji), a także relacje na żywo z eventów z całego świata. To wszystko sprawia, że YouTube można nazwać substytutem telewizji… lub telewizją nowej, cyfrowej epoki.

      Najpopularniejsze wideo w historii YouTube zawdzięczamy nie sile społeczności a… sztabowi marketerów stojących za jego sukcesem.

      twitch WE the CROWD

      Twitch

      W 2007 roku Justin Kan wraz z Emmettem Shearem, Kylem Vogtem i Michaelem Seibelem stworzyli serwis Justin.tv, którego głównym przeznaczeniem było nadawanie na żywo obrazu z własnej kamerki internetowej. Wśród wielu dostępnych kategorii najpopularniejszy był gaming. W czerwcu 2011 twórcy postanowili skupić się wyłącznie na nim. Tak właśnie powstał Twitch.tv – największa na świecie społecznościowa platforma z wideo contentem od graczy dla graczy.

      Ten specyficzny serwis i społeczność gromadzi wokół siebie graczy z całego globu. Główną aktywnością użytkowników jest strumieniowanie swojej rozgrywki w czasie rzeczywistym. Serwis jest dostępny na wszystkich platformach, zarówno mobilnych, desktopowych, jak i na konsolach. W sierpniu 2014 roku Twitch został kupiony przez Amazon za kwotę prawie miliarda dolarów wyprzedzając, również zainteresowanego portalem, Google.

      5 najpopularniejszych kanałów na Twitch.tv (pod względem ilości subskrybentów):

      1. Syndicate – 2,4 milionów subskrypcji
      2. Riot Games – 2,2 milionów subskrypcji
      3. ESL_CSGO – 1,4 miliona subskrypcji
      4. summit1g – 1,3 miliona subskrypcji
      5. LIRIK – 1,3 miliona subskrypcji

      Od zera do milionera

      Zarabiać na Twitchu, jak i na innych platformach wideo, można na wiele sposobów – dzięki reklamom, bezpośredniemu wsparciu widzów lub płatnym subskrypcjom. Jednak to właśnie Twitch niesie za sobą największe legendy dotyczące zarobków. Już kilkaset subskrypcji (każda po 4,99$, z której połowa trafia na konto streamera) wystarcza, aby móc wpisać sobie w rubryczce zawód: gracz. Rekordziści mają ich powyżej miliona (patrz tabelka), dlatego zarabianie na Twitchu można uznać za jeden z przyjemniejszych sposobów na życie. Jest tylko jeden haczyk – trzeba być w tym naprawdę dobrym.

      Jak zarabiać na Twitch.tv?

      1. Reklamy – Podstawowa forma zarabiania na portalu. Publikując reklamy można zarobić 3,5$ za 1000 wyświetleń.
      2. Donacje – Darowizna, zależna jedynie od chęci oglądających. Na konto streamera trafia praktycznie 100% wpłaconej sumy.
      3. Subskrypcje – Płatne subskrypcje to opcja zarezerwowana dla partnerów portalu. Koszt subskrypcji to 4,99$, z której połowa trafia na konto streamera.

      Twitch jest czwartym co do wielkości źródłem ruchu internetowego w USA. Wyprzedza go tylko Netflix, Google i Apple. Niezależnie od kraju, statystycznym użytkownikiem Twitch.tv jest mężczyzna między 18 a 34 rokiem życia. Z danych za kwiecień 2016 wynika, że liczba kobiet korzystających z serwisu wynosi w Polsce 7%, co i tak jest wyższym wynikiem, niż w USA (6%). Do najczęściej streamowanych gier należą League of Legends, Counter Strike: Global Offensive, Dota 2, HearthStone: Heroes of WarCraft oraz Minecraft.

      periscope WE the CROWD

      Periscope

      Periscope to nie do końca serwis, a jednak social medium. To aplikacja na platformy mobilne, pozwalająca na nadawanie obrazu na żywo. Na jej pomysł wpadli Kayvon Beykpour i Joe Bernstein podczas zagranicznej podróży w roku 2013. Beykpour znajdował się w Stambule podczas wybuchu protestów na placu Taksim. Chcąc zobaczyć, co się tam dzieje, poprosił użytkowników Twittera o relacje i choć mógł je przeczytać – nie mógł nic zobaczyć. W lutym 2014 roku Beykpour i Bernstein założyli firmę pod nazwą Bounty, ale aplikacja została nabyta przez Twittera… jeszcze przed wejściem na rynek!

      Wszystko w czasie rzeczywistym

      Nasze życie biegnie tak szybko, że nie zawsze mamy czas patrzeć w przeszłość. O tym, jak ważne i wciągające są działania real-time w internecie pisałam w jednym z  z poprzednich tekstów. Jednak Periscope idzie krok dalej. To rewolucja nie tylko w marketingu, ale i w życiu społecznym. Teraz każdy z nas, kto znajdzie się we właściwym miejscu i czasie, może zostać źródłem informacji dla ludzi z całego świata. Obraz nadawany na żywo można oglądać bezpośrednio z aplikacji lub za pośrednictwem Twittera. Również z komputera.

      Powiedzieć tylko tyle, to powiedzieć nic…

      Przedstawione przeze mnie narzędzia to zarys i wstęp do tematu. Wideo otacza nas z każdej strony, a jego znaczenie i możliwości ciągle wzrastają. W drugiej części artykułu, która ukaże się za miesiąc, przyjrzę się bliżej tym, których tutaj specjalnie pominęłam – Instagramowi, Snapchatowi, Facebookowi, Vine. Postawię pytanie, jaki mają wpływ nie tylko na społeczeństwo, ale także na otaczającą nas rzeczywistość.

        Szkolenia

        Skomentuj