Ludzie, fundacja, medium, ewolucja

Przeczytasz w 5 minut Bez kategorii
Autor 19 marca 2016

Nowa strona, nowi ludzie. Więcej treści i masa pomysłów. Otwieramy nowy rozdział, ale nie zapominamy o korzeniach, czyli o tym, dlaczego to robimy i dla kogo to robimy. Spoiler alert – chodzi o Ciebie.

W dzisiejszym usieciowionym, nieprzewidywalnym świecie zatrzymać się, znaczy wypaść z obiegu. To nie opinia – to prawa fizyki. Przez ostatnie 2 lata nie tylko opisywaliśmy społecznościową rewolucję, która działa się na naszych oczach, ale braliśmy w niej czynny udział. Poznaliśmy z pierwszej ręki społecznościowe media, finansowanie, modele biznesowe. Pracowaliśmy z fundacjami, samorządami, firmami i uczelniami. Nawet jeśli na tej drodze były chwile, kiedy zwolniliśmy kroku, cały czas szliśmy naprzód. Dzięki naszej społeczności.
Dzisiaj wykonujemy największy dotychczas krok naprzód.

the PAST

Niemal dokładnie 2 lata temu założyliśmy WE the CROWD, czyli pierwszego w Polsce bloga poświęconego tematyce crowdfundingu, crowdsourcingu i sharing economy. Rok później – fundację o tej samej nazwie. Wraz z Wami sfinansowaliśmy i wydaliśmy książkę Crowdfunding. Zrealizuj swój pomysł ze wsparciem Cyfrowego Tłumu.

Teraz możemy powiedzieć, że WE the CROWD to więcej niż tylko dwie osoby. Więcej niż medium poświęcone crowdfundingowi czy crowdsourcingowi. Więcej niż blog.

the PRESENT

Na przestrzeni ostatnich kilku miesięcy doszło do cudownego rozmnożenia. Do zespołu dołączyło czterech nowych, stałych współpracowników. Z dwójki zrobiła się nas szóstka.

WE the CROWD - skład

Czworo z nas tworzy zarząd fundacji, czworo – redakcję serwisu. (ot, prosta zagadka; jak z 6 osób może powstać 8 stanowisk? : ) ).

Jako fundacja chcemy skuteczniej i w większej skali realizować nasze cele statutowe. Rozwijać i popularyzować rozwiązania oparte o społeczności i Web 2.0, wspierać kulturę partycypacji.

Jako medium, ewoluujemy z bloga w coś więcej. Zmieniamy swoją filozofię, chcemy patrzeć na aktywność ludzi w internecie szerzej, a jednocześnie dokładniej. Nie interesuje nas wyłącznie crowdfunding i crowdsourcing. Liczy się coś więcej – zjawiska społecznościowe i kultura partycypacji w świecie Web 2.0. Gospodarka oparta na talencie, wiedzy i rozwiązaniach tworzonych przez i z myślą o 99%.

O czym piszemy?

[g1_button link=”http://wethecrowd.pl/tag/crowdfunding/” linking=”new_window” size=”m” type=”standard” style=”simple” text_color=”#a0a0a0″ border_color=”#a0a0a0″]CROWDFUNDING[/g1_button]  [g1_button link=”http://wethecrowd.pl/tag/crowdsourcing/” linking=”new_window” size=”m” type=”standard” style=”simple” text_color=”#a0a0a0″ border_color=”#a0a0a0″]CROWDSOURCING[/g1_button]  [g1_button link=”http://wethecrowd.pl/tag/DOBROCZYNNOSC/” linking=”new_window” size=”m” type=”standard” style=”simple” text_color=”#a0a0a0″ border_color=”#a0a0a0″]DOBROCZYNNOŚĆ[/g1_button]  [g1_button link=”http://wethecrowd.pl/tag/E-TRENDY/” linking=”new_window” size=”m” type=”standard” style=”simple” text_color=”#a0a0a0″ border_color=”#a0a0a0″]E-TRENDY[/g1_button]  [g1_button link=”http://wethecrowd.pl/tag/KULTURA-PARTYCYPACYJNA/” linking=”new_window” size=”m” type=”standard” style=”simple” text_color=”#a0a0a0″ border_color=”#a0a0a0″]KULTURA PARTYCYPACYJNA[/g1_button]  [g1_button link=”http://wethecrowd.pl/tag/MODELE-BIZNESOWE/” linking=”new_window” size=”m” type=”standard” style=”simple” text_color=”#a0a0a0″ border_color=”#a0a0a0″]MODELE BIZNESOWE[/g1_button]  [g1_button link=”http://wethecrowd.pl/tag/NOWE-MEDIA/” linking=”new_window” size=”m” type=”standard” style=”simple” text_color=”#a0a0a0″ border_color=”#a0a0a0″]NOWE MEDIA[/g1_button]  [g1_button link=”http://wethecrowd.pl/tag/PROSUMERYZM/” linking=”new_window” size=”m” type=”standard” style=”simple” text_color=”#a0a0a0″ border_color=”#a0a0a0″]PROSUMERYZM[/g1_button]  [g1_button link=”http://wethecrowd.pl/tag/SHARING-ECONOMY/” linking=”new_window” size=”m” type=”standard” style=”simple” text_color=”#a0a0a0″ border_color=”#a0a0a0″]SHARING ECONOMY[/g1_button]  [g1_button link=”http://wethecrowd.pl/tag/SOCIAL-INNOVATION/” linking=”new_window” size=”m” type=”standard” style=”simple” text_color=”#a0a0a0″ border_color=”#a0a0a0″]SOCIAL INNOVATION[/g1_button]  [g1_button link=”http://wethecrowd.pl/tag/SOCIAL-MEDIA/” linking=”new_window” size=”m” type=”standard” style=”simple” text_color=”#a0a0a0″ border_color=”#a0a0a0″]SOCIAL MEDIA[/g1_button]  [g1_button link=”http://wethecrowd.pl/tag/SOCJOLOGIA-INTERNETU/” linking=”new_window” size=”m” type=”standard” style=”simple” text_color=”#a0a0a0″ border_color=”#a0a0a0″]SOCJOLOGIA INTERNETU[/g1_button]  [g1_button link=”http://wethecrowd.pl/tag/SZTUKA/” linking=”new_window” size=”m” type=”standard” style=”simple” text_color=”#a0a0a0″ border_color=”#a0a0a0″]SZTUKA[/g1_button]  [g1_button link=”http://wethecrowd.pl/tag/WIKINOMIA/” linking=”new_window” size=”m” type=”standard” style=”simple” text_color=”#a0a0a0″ border_color=”#a0a0a0″]WIKINOMIA[/g1_button]

Nasza twórczość ewoluuje również w jakości i formacie.

  • Po pierwsze, będziemy publikować częściej. Cztery osoby w redakcji to średnio cztery teksty miesięcznie w serwisie.
  • Po drugie, kładziemy nacisk na edukację i użyteczność. Chcemy, aby każda nasza treść miała dla Ciebie wartość – informacyjną, rozrywkową czy użytkową – której nie znajdziesz nigdzie ndziej.
  • Po trzecie, nasze teksty mają stanowić doświadczenie. Dzięki nowej stronie i UX design będą ładniejsze i przyjemniejsze w czytaniu. Ponadto, znajdziesz też sporo treści towarzyszącej tekstom, publikowanej w innych kanałach – gify, grafiki, infografiki, podcasty, sesje ask me anything na Twitterze, a z czasem może i videocasty… jeśli nam w tym pomożesz :)
  • Po czwarte, newsletter. Wreszcie będziesz go otrzymywać regularnie :) Wszystko co najważniejsze na naszym podwórku w jednej wiadomości.
  • Po piąte, jakość. Więcej autorów oznacza więcej tekstów, ale nie mniej rzetelności i wyobraźni. Pamiętamy o tym, dla kogo piszemy.

W skrócie: częściej, więcej i lepiej. Chcemy zasłużyć sobie na Twoją uwagę, jako jedyne tego rodzaju medium w Polsce.

the CROWD

Myślimy już o tym, co rysuje się na horyzoncie. Wiemy, gdzie będziemy za tydzień, miesiąc i rok. I chcemy Cię tam zaprosić.

Najbliższa przyszłość to kilka soczystych tekstów, które czekają na publikację w medium.

roadmapaa

Mamy również w planach częściej pojawiać się na wydarzeniach, wychodzić do ludzi. W nadchodzących tygodniach spotkasz nas na:

  • 1 kwietnia na Geek Girls Carrots w Szczecinie, gdzie będziemy mieli okazję opowiedzieć o tym, czym dziś ludzie ekscytują się w świecie crowdsourcingu
  • 5 kwietnia w Technoparku w Ełku, gdzie przybliżmy ideę współzarządzania przestrzenią miejską przez obywateli za pomocą platform civic engagement

To nie wszystko w temacie imprez. Szykujemy się do organizacji CROWDparty II, które odbędzie się najpewniej jeszcze w pierwszej połowie 2016 w Łodzi. Zgodnie z zasadą “więcej i lepiej”, będziemy potrzebować Twojego wsparcia ;) A ten akapit potraktuj jako oficjalne zaproszenie, bo impreza będzie otwarta.

Planujemy również napisać sequel Crowdfundingu. Zgadniesz tytuł? Brawo! Crowdsourcing zaczniemy pisać na przestrzeni najbliższych miesięcy, choć wiele zależy od wsparcia społeczności. I nie chodzi wyłącznie o wsparcie finansowe. W zgodzie z naszą filozofią, planujemy tę publikację… crowdsourcować. To znaczy, że Ty również możesz mieć wpływ na jej kształt.

Przyjdzie moment, w którym zaprosimy Cię do jeszcze głębszego zaangażowania w WE the CROWD. Ale na razie pozwól, że udowodnimy, że wiemy dokąd zamierzamy i warto iść tam z nami.

WE the CROWD - skład

– zespół WE the CROWD: Filip, Marcin, Gosia, Witold, Paulina, Magda.

    Szkolenia

    Skomentuj

    Celuj powyżej oczekiwań. Wywiad z twórcą SUPERHOT

    Przeczytasz w 20 minut Crowdfunding

    W ciągu ostatniego roku wielu ogłaszało, że pobiło rekord polskiego crowdfundingu. Tymczasem, tego rodzaju rekord od czerwca 2014 roku należy do SUPERHOT. Udało im się pozyskać przeszło milion złotych dzięki swojej kampanii na Kickstarterze, a świeżo po premierze mogą odtrąbić prawdziwy sukces artystyczny i komercyjny. Rozmawiamy z jednym z twórców gry – Tomkiem Kaczmarczykiem – o tym, jaką rolę w sukcesie odegrała społeczność, właściwa strategia i wykorzystanie social mediów.

    Współautorem tekstu jest Marcin Giełzak.

    WE the CROWD: Philippa Warr z Wired napisała, że grać w SUPERHOT to jak wejść do świata napisów początkowych z Mad Men nakręconych przez Quentina Tarantino. Moglibyśmy zacząć od wstępu, w którym równie barwnie opiszemy czym jest SUPERHOT, ale myślimy, że ty zrobisz to lepiej. Jak wy przedstawiacie swoją grę?

    Tomasz Kaczmarczyk: Za każdym razem inaczej (śmiech). Tekst Philippy Warr powstał, kiedy gra była jeszcze na etapie wczesnej alphy i kiedy faktycznie tak wyglądała. Dzisiaj częściej spotykamy się z opinią, że w SUPERHOT gra się jak w symulator Johna Wicka. Coś w tym jest. Według mnie jest to jedyna gra, która pozwala poczuć graczowi, że jest bohaterem filmu akcji. Jest w stanie wykonać te wszystkie nieosiągalne dla normalnego człowieka wyczyny. I nie wynika to z tego, że ma supermoce, że jest w stanie przeżyć więcej pocisków w twarz niż jego przeciwnicy, ale z tego, że zwyczajnie ma szybsze reakcje. W ten sposób podbijamy jego umiejętności, jednocześnie nie obdarowując go żadnymi ponadnaturalnymi zdolnościami.

    WtC: Co ma dla was większą wartość: jedna pozytywna recenzja w poważanym branżowym medium czy sto pozytywnych komentarzy w mediach społecznościowych?

    TK: Jedna “duża”. Mówię tak i z biznesowego punktu widzenia, i z punktu widzenia świadomości jakości gry. Dla mnie większe znaczenie ma to, że ktoś, kto faktycznie zna się temacie, mówi, że gra jest świetna. Pozytywnych opinii od normalnych graczy zawsze będzie całkiem sporo przy odpowiedniej skali. I oczywiście jest to bardzo budujące. Ale rzeczywistym potwierdzeniem tego, że gra jest obiektywnie dobra, jest dla mnie opinia influencerów.

    WtC: W takim razie, kiedy wchodzisz na Metacritic i widzisz dwa wskaźniki, oceny krytyków i oceny użytkowników, gdzie najpierw ląduje twój wzrok?

    TK: Mamy to szczęście, że obydwa widzimy na raz, i obydwa są dla nas bardzo przychylne (śmiech).

    WtC: Nie chcemy, aby po tym wywiadzie pozostało wrażenie, że nie zależy Ci na wsparciu społeczności (śmiech). Na pewno były przejawy oddolnego wsparcia, które musiało mieć dla was zasadnicze znaczenie – choćby na etapie zbiórki crowdfundingowej?

    TK: Bez dwóch zdań. Na pewno nie umniejszam faktu, że ludzie kupują naszą grę i że pozytywnie się o niej wypowiadają. To jest dla nas bardzo ważne. Mnóstwo osób wychwalało grę w mediach społecznościowych, kiedy dysponowaliśmy ledwie wersję alfa. Czytanie wpisów na Twitterze czy Reddit sprawiało, że wiedzieliśmy, że to co robimy ma sens. Zwłaszcza, że fani naprawdę umieją czasem wykazać się kreatywnością. Widzimy to patrząc na fanowskie filmy, które pojawiają się w sieci. To autentyczna przyjemność kiedy gracze cieszą się akcjami w stylu Johna Wicka czy Jackiego Chana. Buduje nas to, jak ludzie wczuwają się w grę. To samo tyczy się artworków przygotowywanych zupełnie oddolnie przez fanów. Pierwsze z nich powstały jeszcze w trakcie kampanii crowdfundingowej.

    WtC: Spośród osób, które wsparły was na Kickstarterze, na blisko 12 000 wspierających – z Polski było tylko 309. Czym to wytłumaczyć?

    TK: Polska to mniejszy rynek. Nasza komunikacja też nigdy nie była skierowana szczególnie na Polskę. Myślę, że większość osób, które grały w SUPERHOT nawet nie wie, że jest to polska gra! Jak spojrzeć na statystyki sprzedaży na Steamie, to zdecydowana większość nabywców to Amerykanie, Brytyjczycy, ostatnio też Niemcy. Polacy to niewielki odsetek.

    WtC: Teraz, po premierze, to powinno się zmienić.

    TK: Do pewnego stopnia na pewno. Uruchomiliśmy budżet PR-owy, w którym przewidzieliśmy też wydatki na promocję w Polsce, co przekłada się na doniesienia medialne. Ale wiem też, że prasa jest dużo mniej wpływowa niż viral i media społecznościowe. A my nigdy nie tworzyliśmy komunikatów w języku polskim czy skierowanych stricte do Polaków.

    WtC: Aczkolwiek wy nigdy nie ukrywaliście, że jesteście z Polski. Czy waszym zdaniem ten “efekt kraju pochodzenia” przełożył się jakoś na wynik kampanii? Czy ludzie z USA mniej wam ufali, a wspierający z naszego regionu byli bardziej otwarci na projekt z “sąsiedztwa”?

    TK: Na pewno moglibyśmy zebrać więcej pieniędzy, gdybyśmy byli ze Stanów. Jest wśród ludzi – może niekoniecznie uświadomiony – odruch nakazujący wspierać “swoich”. Zawsze trzeba się z tym liczyć, kiedy stara się wprowadzić produkt na obcy rynek.

    WtC: Czyli to nie tyle negatywna marka Polski, ile pozytywna rodzimego projektodawcy?

    TK: Powiedziałbym nawet, że marka Polski akurat nam pomogła. Niedługo wcześniej wyszedł Wiedźmin, więc ludzie mieli świadomość tego, że w Polsce game-development stoi na wysokim poziomie. Poza tym, udostępniliśmy działający prototyp. Ludzie mogli zagrać w grę i zobaczyć, że produkt faktycznie się broni.

    WtC: Udało wam się to, na czym poległa zdecydowana większość zagranicznych projektodawców na Kickstarterze – zbudowaliście zaangażowaną społeczność po drugiej stronie oceanu. I to 7 tys. kilometrów stąd. W jaki sposób?

    TK: Przez internet (śmiech). W pewnym sensie, przeskoczyliśmy zupełnie etap świadomego budowania społeczności. Zaczęło się od tego, że mieliśmy prototyp, który stał się viralem. Ludzie sami zaczęli się nim dzielić – tylko dlatego, że nigdy wcześniej czegoś podobnego w grach komputerowych nie było.

    WtC: Przeprowadź nas przez ten proces. Macie prototyp. Wiecie, że musicie podbić nim Amerykę. Co robicie? Po kolei.

    TK: Nie sądzę, żeby to była tak świadoma i przemyślana decyzja. Po prostu któregoś dnia dowiedzieliśmy się, że 1000 osób gra w naszą grę. Na pewno było to amalgamatem wielu czynników i posunięć z naszej strony, ale koniec końców, nie umiem wskazać na konkretne elementy, które odpowiadały za budowę początkowego poparcia. Poza jednym: produkt był dobry. Gdybym miał doradzać, jak powtórzyć ten sukces, na pewno powiedziałbym, że tworząc coś nowego należy celować znacznie powyżej oczekiwań. Ludzie muszą być zaskoczeni jakością, jeszcze na etapie prototypu. Podobnie: staranność. Na nic byłaby nam dobra wersja demo, gdyby serwery padły, gdy gracze zaczęli się logować. Bardzo ważne było też to, że od początku zbieraliśmy maile od osób, które grały w SUPERHOT. To był zalążek naszej społeczności, który rozrósł się z czasem do kilkudziesięciu tysięcy ludzi. To do nich napisaliśmy w pierwszej kolejności, gdy ruszaliśmy z kampanią. To dzięki nim zebraliśmy ponad 100 tys. dolarów pierwszego dnia. To zwróciło na nas uwagę mediów, które z reguły unikają pisania o kampaniach jeszcze przed ich sukcesem.

    WtC: Uruchomiliście też własny kanał na Reddit.

    TK: Nasza społeczność redditowa, nigdy nie była szczególnie liczna. Z założenia zapraszaliśmy do niej tylko wspierających, spośród których zalogowało się kilka tysięcy. Co tydzień podsyłaliśmy im kolejny update, na który zawsze reagowali bardzo żywo. Przyjemnie obserwuje się zaangażownie ludzi w projekt i to jak utożsamiają się z nim. Niektórzy nawet dekompilowali kod, żeby na własną rękę szukać smaczków i sekretów (śmiech).

    WtC: Czy zasięgaliście opinii tej społeczności przy projektowaniu gry?

    TK: Nie, opieraliśmy się wyłącznie na twardych danych i obserwacji graczy. Ile poziomów ludzie przechodzą zanim się znudzą, w których fragmentach najczęściej opuszczają grę, itp. Jeśli robiliśmy ankiety, to raczej zawierające pytania w rodzaju: “co ci nie działało?”.

    WtC: Udało wam się osiągnąć pięć celów dodatkowych. Pod nimi widać znaki zapytania. Czy dzisiaj, rok po kampanii, możecie zdradzić, jakie były Wasze dalsze plany?

    TK: Mieliśmy masę pomysłów, większość z tych obracała się wokół większego zaangażowania społeczności i dania jej narzędzi poprzez które mogłaby jeszcze bardziej wyzwolić swoją kreatywność. Natomiast konkretyzowaliśmy cele dopiero, kiedy wartość wpłat zbliżała się do możliwości ich realizacji.

    WtC: Czy te cele dodatkowe nadal są w waszych planach?

    TK: Przyglądamy się temu (tajemniczy uśmiech).

    Współautorem tekstu jest Marcin Giełzak.

      Szkolenia

      Skomentuj

      Ćwierka się o zmianach na Twitterze

      Przeczytasz w 20 minut Collaboration
      Autor 9 lutego 2016

      140 znaków i chronologia. To, co tak charakterystyczne dla Twittera, niedługo może stać się przeszłością. Od miesięcy mówi się, że serwis czekają duże zmiany. Zmiany, mogące przyciągnąć do niego nowych użytkowników lub doprowadzić do zmierzchu społeczności.

      Zawsze tłoczno, zawsze na bieżąco

      Twitter żyje w ekstremalnym tempie. To właśnie tam rozmawia się o wypowiedzi polityka, strzelonym golu, czy zapowiedziach kulturalnych w czasie rzeczywistym. To sprawia, że Twitter jest zawsze w centrum wydarzeń. Miesięcznie serwis odwiedza 320 milionów użytkowników, w tym ponad 3 miliony z Polski. Nie każdy jednak staje się miłośnikiem Twittera od razu. Inne serwisy społecznościowe skłaniają nas do utrzymywania kontaktu z ludźmi, których już znamy. Twitter umożliwia obracanie się w kręgu osób i informacji, które nas interesują, a nie tych, z którymi, z jakichś powodów, musimy utrzymywać kontakt.

      Aktualność, dynamika i bezpośredniość interakcji tworzy w użytkownikach poczucie związania ze społecznością, dzięki której im więcej spędzamy czasu na Twitterze, tym bardziej chcemy na nim być. Tworzyć społeczność, która jednocześnie chce mówić i słuchać milionów innych użytkowników. Tak działa nasz mózg i zostało to udowodnione naukowo.

      Wierzchołek góry lodowej

      Problemy finansowe, z którymi zmaga się Twitter, nie są żadną tajemnicą. Lata na rynku sprawiły, że – z punktu widzenia użytkownika – serwis wzmacnia swoją rolę jako medium, staje się narzędziem komunikacji coraz większej liczby osób, a mimo to nadal nie potrafi sam siebie finansować. Od kwietnia 2015 wartość Twittera na giełdzie drastycznie spada, a w styczniu bieżącego roku z rady nadzorczej odeszło aż czterech członków. Z każdej strony docierają głosy, że serwis chyli się ku ostatecznemu upadkowi. Szczerość, jaka wypływa z raportów serwisu pokazuje, że Twitter zdaje sobie sprawę, że jeśli nie zmieni swojej polityki, nie utrzyma się. Paradoksalnie, nawet na minutę nie staje się martwym miejscem, a liczba użytkowników, i pisanych przez nich Tweetów, wzrasta. Tylko nikt jeszcze nie wpadł na pomysł, jak na tym zarobić.

      W którą stronę?

      Jednym z pierwszych kroków, jakie podjął Twitter, było zniesienie limitu znaków w wiadomościach prywatnych i możliwość tworzenia konwersacji. Miało to uczynić serwis miejscem przyjaźniejszym do prywatnych rozmów i zatrzymać użytkowników, którzy przenosili się na inny kanał komunikacji. Teraz swobodna rozmowa jest możliwa, jednak nadal niezbyt wygodna. W międzyczasie gwiazdki, oznaczające dodanie Tweeta do ulubionych, zostały zastąpione przez serduszka, dodano możliwość tworzenia ankiet, a w testach jest opcja dodawania GIFów. Powszechne stały się reklamy.

      To właśnie na nich ostatnio skupia się Twitter. Kiedyś serwis był całkowicie wolny od reklam, teraz korzystając z oficjalnych aplikacji użytkownicy co chwilę spotykają się z wpisami promowanymi, które pojawiają się na timelinie i po wejściu w szczegóły Tweeta. Reklamy mogą niedługo zagościć również na profilach użytkowników. Funkcja ta jest obecnie w fazie testów, a jej pojawienie się ma przynieść zyski z osób niemających konta, klikających w profile z wyszukiwarki Google. Nieoficjalnie mówi się też o ostrożności działań Twittera, który nie wyświetla reklam wpływowym użytkownikom po to, aby nie zniechęcać ich do korzystania z serwisu. Jednak to nie wszystkie zmiany, jakie Twitter planuje.

      Zamach na wizerunek

      Groźba pojawienia się anachronicznego timeline’u wisiała w powietrzu od dawna, jednak dopiero grudzień przyniósł potwierdzenie tej informacji. Takie sortowanie treści znamy z Facebooka, który wyświetla posty według swojego własnego algorytmu. Do tej pory chronologiczne sortowanie wpisów jest jedną z najbardziej charakterystycznych cech Twittera, to właśnie ona sprawia, że serwis jest ciągle żywy i angażuje swoich użytkowników.

      Dear @Twitter. You are not Facebook. You are a real time news and communication platform. Emphasis on time. Time is chronological.

      — Tim V (@sirencio) 8 grudnia 2015

      Wszyscy wiemy, jak działa algorytm Facebooka, który za nas decyduje, które treści chcemy oglądać. W praktyce ilekroć nie wejdziemy na Facebooka, widzimy te same wpisy. Dla osób, które przywykły do dynamiki dostarczanych informacji, statyczny timeline jest po prostu… nudny.

      Dziesięcioma tysiącami znaków w Tweecie straszono chyba z każdej strony. Ponad 70-krotne zwiększenie limitu znaków przez kilka dni spędzało sen z powiek społeczności Twittera i blogom technologicznym, a echo okrzyków nienawiści, oburzenia i strachu do tej pory wisi w wirtualnej przestrzeni. Informacja obiegła świat na początku stycznia, jednak Twitter do tej pory nie odniósł się do niej oficjalnie. Z technicznego punktu widzenia na timeline wpis miałby nadal zawierać 140 znaków i dopiero po kliknięciu na szczegóły pokazałyby się pozostałe 9860. Więc o co tyle krzyku?

      Mikroblog

      Serwis może wiele stracić na tych zmianach, ale może też wiele zyskać. Wszystko zależy od tego, jak podejdą i jak je wykorzystają sami użytkownicy. Większa ilość znaków w Tweecie to ukłon w stronę blogerów i publicystów, którzy będą mogli wykorzystywać Twittera jako platformy do publikacji własnych treści. Dzięki temu użytkownicy przestaną klikać w linki prowadzące na zewnątrz, a jeszcze więcej czasu oddadzą Twitterowi. To ma szanse przełożyć się na realne zyski z reklam i przyciągnąć tych, którzy serwis już znają, a ograniczenie znaków traktowali jak ograniczenie ich wolności do wypowiedzi. Nikt też nie jest w stanie nikogo zmusić zarówno do tworzenia, jak i czytania dłuższych treści. Każdy użytkownik wykorzysta swoje konto jak tylko będzie chciał. Sam Twitter nie straci swojej unikalności, a otworzy się na świat, na który do tej pory patrzył stuczterdziesto znakowym ograniczeniem.

      Społeczność nie lubi zmian. Wieloletnia obserwacja różnych środowisk w Internecie utwierdziła mnie w przekonaniu, że ludziom ciężko dogodzić, ale najciężej dogodzić Internautom, bo ci, pozostając anonimowi krzyczą najgłośniej. We wprowadzaniu zmian we własnym produkcie ważna jest komunikacja z klientem. Nie tyle samo pytanie, czy mu się to spodoba, ale informacja i dialog mający na celu wyjaśnienie, dlaczego może na tym skorzystać. Niestety Twitter ma problemy z komunikacją ze swoimi użytkownikami. Brak oficjalnych komunikatów i duża ilość znaków zapytania nie sprzyja wizerunkowi. A szkoda, bo ta zmiana ma w sobie duży potencjał, a użytkownicy, nawet na początku zdenerwowani i sceptyczni, w końcu zapomną o urazach i realizując plan serwisu, tweetną. Nawet i w dziesięciu tysiącach znaków.

      Istnieje jednak spora obawa, że pokolenie tl;dr (too long; didn’t read) nigdy nie dotrze do końca. Ale z tym już raczej nic nie zrobimy.

      Światełko w tunelu Twittera

      Zawsze zostaje nadzieja, że mimo zmian, które wprowadza Twitter, to właśnie użytkownik będzie miał decydujące zdanie w kwestii tego, jak będzie wyglądał jego timeline. Wystarczy kilka opcji w ustawieniach, by mieć jednocześnie z tych zmian wielkie korzyści i nadto nie irytować zakochanych w obecnej formie serwisu użytkowników. Na miejscu Twittera, i tak mającego niemałe problemy, tak właśnie bym postąpiła.

        Szkolenia

        Skomentuj