Wyjdź z domu, internet zabierz ze sobą. Poradnik cyfrowego obywatela na niespokojne czasy

Przeczytasz w 7 minut Collaboration
Autor 20 grudnia 2016

Dajemy łapkę w górę, udostępniamy, komentujemy. I mamy poczucie, że wykonaliśmy dobrą robotę. Aktywność w sieci, w social media, zamiast pobudzać do działania w realu, zastępuje je. Tymczasem żadna władza nie przestraszy się naszych lajków.

Tekst stanowi część naszej serii “Świadomi i aktywni w Web 2.0”

Nie zrozumcie nas źle. To nie tak, że zaczynamy popierać ruch low-tech. Jeszcze nie podcinamy gałęzi na której siedzimy. I jeszcze nie straciliśmy wiary w to, że internet może być siłą, która wspomaga zmiany na lepsze. Współczesny obywatel demokratycznego państwa, a nawet wielu spośród krajów mniej demokratycznych, dysponuje narzędziami zdobywania i propagowania informacji, o których dawni dysydenci, reformatorzy, czy rewolucjoniści nie mogli marzyć.

Ten tekst kierujemy do wszystkich ludzi, którzy chcą z tych narzędzi zrobić dobry użytek. Dobry, czyli nie mający nic wspólnego z przemocą, nawet symboliczną, linczowaniem, choćby tylko cyfrowym. Chcemy pokazać, że technologia może działać na rzecz demokracji i lepszej debaty publicznej, a nie przeciwko nim. Może też oddać wielkie zasługi wyzwaniu transparentności władzy i życia publicznego.

Jest to dla nas szczególnie ważne. Nasz ostatni tekst, poświęcony walce z fałszywymi newsami, zamknęliśmy tymi słowami:

Rzetelna, obiektywna i etyczna robota dziennikarska bywa niedoskonała, ale w dzisiejszych czasach staje się bezcenna. To dziennikarze i redakcje (…) w pierwszej kolejności konfrontują fikcję z prawdą, patrzą na ręce decydentom i dają nam wgląd w rzeczywistość z perspektywy, której samodzielnie nie umielibyśmy przyjąć.

 

Dziennikarstwo przez duże “d” nie umarło. Problem zmanipulowanych informacji pokazuje, że pora pomóc mu stanąć na nogi – dla naszego dobra.

Jako WE the CROWD na co dzień piszemy w sposób apolityczny, bo koncentrujemy się na uniwersalnych zjawiskach społecznościowych w sieci. Trudno nam jednak dłużej przechodzić obojętnie obok wasalizacji mediów publicznych oraz odbieraniu prasie funkcji społecznego oka i ucha w polskim Sejmie. Do demonstrowania zachęca sprawa reformy szkolnictwa, ustawa o lasach, paraliż Trybunału Konstytucyjnego, a nawet (o ironio) ustawa o zgromadzeniach. Generalnie, błyskawicznie przybywa argumentów  za wyjściem z domu w zimowe wieczory. Coraz więcej z nas i coraz głośniej wyraża oburzenie w social media. Ale tylko część z nas realnie coś z tym robi. Czas przestać traktować aktywność w mediach społecznościowych jako cel, a zacząć postrzegać ją jako środek.

Dlatego po fałszywych newsach na celownik bierzemy fałszywe zaangażowanie. Chcemy Was zmotywować do wyjścia z domu i wcale nie namawiać do wyjścia z internetu. Proponujemy Wam wsparcie darmowych, ogólnodostępnych i prostych w obsłudze narzędzi Web 2.0. Z większości pewnie i tak już korzystacie. Używane masowo i z pomyślunkiem będą działać na korzyść naszej demokracji i społeczeństwa obywatelskiego.

Nim pójdziecie na demonstrację

1. Znajcie swoje prawa i wiedzcie, po co demonstrujecie

Co do zasady, czytanie popłaca. Nawet tak “ciężkich” dokumentów, jak Ustawa o Zgromadzeniach, którą znajdziecie tutaj. Dobrze poznać specyfikę rodzajów zgromadzeń (w szczególności spontanicznego) oraz to, w jakich przypadkach funkcjonariusze policji mogą je rozwiązać. Treść aktów prawnych możecie sprawdzać:

Lektura jest ważna, bo ważna jest wiedza. Wiele osób demonstrując nie ma pojęcia o treści prawa, przeciw któremu występują. Nie bądźcie tymi, którzy później nieskładnie dukają do mikrofonu reportera TVP1 (czy TVN24), bo wyrządzicie szkodę własnej sprawie. Po prostu… czytajcie!

Sięgajcie też do publicznie dostępnych (jeszcze) list głosowań Sejmu i Senatu, aby wiedzieć po co i przeciw komu demonstrujecie ;)

2. Miejcie świadomość, gdzie, z kim i jak będziecie protestować

Większość protestów i demonstracji zaczyna się na Facebooku, a dokładniej – na stronie utworzonego w tym celu wydarzenia. To świetne rozwiązanie, bo dzięki temu możemy tworzyć dedykowaną “witrynę” z możliwością dyskusji, podstawowymi informacjami organizacyjnymi oraz deklaracją udziału.

Jeżeli myślicie o dołączeniu do demonstracji, zacznijcie od… wpisania “demonstracja” w wyszukiwarkę Facebooka. Sprawdźcie wszystkie wyniki, nie tylko te pierwsze. Być może organizowane jest kilka demonstracji równolegle. Dowiedzcie się więcej o tym, przez kogo są one organizowane, czego możecie się spodziewać, o której i gdzie się spotykacie.

Jeżeli demonstracja utożsamiana jest z jakimś #hasthagiem, warto sprawdzić także to, co ludzie mówią na Twitterze.

3. Monitorujcie i bądźcie na bieżąco

Zamiast szukać dorywczo informacji o demonstracjach, bądźcie stale poinformowani.

  1. Śledźcie aktywistów, dziennikarzy i polityków na Twitterze.
  2. Subskrybujcie newslettery ruchów i organizacji, które często organizują demonstracje. Najlepiej takie, z którymi się utożsamiacie.
  3. Lajkujcie też na Facebooku ich fanpages, aby mieć dodatkowy feed z aktualnościami.
  4. Sprawdzajcie grupy dyskusyjne, w których pojawiają się informacje o demonstracjach. Możecie używać kanału RSS i aplikacji Feedly, aby niczego nie przegapić.

4. Zachęcajcie innych do dołączenia i postawy obywatelskiej

Zgromadzenia publiczne leżą w naszym instrumentarium obywatelskiej, demokratycznej ekspresji. Jeżeli wiecie, że wybierzecie się na demonstrację, podzielcie się tą informacją. Udostępnijcie wydarzenie lub sami je utwórzcie. Poinformujcie znajomych na Facebooku i na Twitterze w jakim celu, kontekście oraz z kim demonstrujecie.

Socjologowie od lat wskazują, że im więcej osób demonstruje, tym więcej osób skłonnych jest do nich dołączyć. Ale zawsze muszą pojawić się “ci pierwsi”, odważni.

Kiedy jesteście na demonstracji

1. Wyjmijcie smartfony i róbcie livestream

Oczywiście, nie zapominajcie, po co tam jesteście, ani o ludziach wokół Was. Aplikacja Periscope (dziś należąca do Twittera) rozpoczęła livestreamingową rewolucję, a Facebook Live tylko ją przyspieszył.

  1. Jeżeli macie do tego warunki, komentujcie sytuację. Wejdźcie w rolę reporterów niczym poseł Sławomir Nitras ;)
  2. Reagujcie na komentarze osób śledzących Wasz livestream.
  3. Pytajcie o opinię inne zgromadzone osoby.
  4. Nie prowokujcie kontrdemonstrantów! Kamera nie zawsze łagodzi obyczaje. Bądźcie gotowi ją wyłączyć i zachęcić do tego innych, aby nie zaogniać sytuacji.
  5. W przypadku aktów agresji wykorzystajcie nagranie jako dowód. Agresorzy boją się ujawnienia… ale może to też doprowadzić do eskalacji.

2. Tweetujcie, dokumentujcie, strzelajcie zdjęcia i selfies

Macie do dyspozycji Facebook Messenger Day, jeżeli chcecie dotrzeć ze swoim komunikatem w formie wideo do wszystkich lub wybranych osób na Messengerze.

Możecie relacjonować wydarzenia za pośrednictwem Snapchata oraz Instagram Stories, dzięki czemu zapiszecie wrzucane treści na dysku urządzenia w celu republikacji na Twitterze, Facebooku lub w postaci fotoreportaży na Medium. Pozwoli to na kilkukrotne wykorzystanie tej samej treści, szczególnie po demonstracji. Dzięki temu dotrzecie do większej ilości osób skupionych na różnych platformach.

3. Miejcie szacunek do innych i duży zapas humoru

I nie mamy tu na myśli wyłącznie towarzyszących demonstrantów.

  • Dbajcie o język i nie powielajcie bez refleksji obraźliwych kalk pokroju “lewak”, “prawak”, “kodziarstwo”, “komuchy”, “mohery”.
  • Unikajcie przepychanek i wszelkich zachowań niezgodnych z prawem. I wcale nie chodzi tu wyłącznie o to, że ktoś inny może Was sfilmować. Po prostu warto być przyzwoitym.
  • Złość starajcie się zastąpić, a przynajmniej wzbogacić humorem. Jest zdrowszy.

Kiedy nie możecie być na demonstracji

Nawet “uziemieni” możecie zrobić coś dobrego w kontekście trwającej demonstracji. Przede wszystkim używajcie social media do tego, aby wspierać tych, którzy są na miejscu.

  • Udostępniajcie ich livestream, zdjęcia, relacje.
  • Napiszcie w komentarzu kilka ciepłych słów, które motywują szczególnie wtedy, kiedy stoi się na zimnie. Np. “Dzięki, że tam jesteś w dobrej sprawie”. Nie dodawajcie nic o gorącej czekoladzie na Waszym biurku.

Generujcie szum w dobrej sprawie, udzielając się w dyskusjach. Bądźcie również na bieżąco czytając relacje w profesjonalnych mediach.

Po demonstracji

1. Dzielcie się treściami i twórzcie nowe

  • Wykorzystajcie Facebooka, Twittera, Instagrama, YouTube do tego, aby dystrybuować własne oraz cudze treści z demonstracji.
  • Stwórzcie wpis, a nawet fotoreportaż na Medium lub na własnym blogu. To większa wartość dla obserwatorów i potencjalne źródło informacji dla dziennikarzy.
  • Zacznijcie tworzyć nowe treści. Możecie wykorzystać aplikacje Canva lub Piktochart do ilustrowania danych, tworzenia infografik, grafik z cytatami albo memów. Im bardziej przystępna forma, tym chętniej inni podadzą ją dalej.

2. Monitorujcie i reagujcie

Jeżeli byliście na miejscu, reagujcie na sytuacje, w których ktoś przeinacza fakty. Kiedy tylko możecie, załączajcie dowody w postaci nagrań lub zdjęć w sekcji komentarzy.

3. Budujcie kulturę sprawdzonej informacji i zaangażowania obywatelskiego

  • Subskrybujcie i śledźcie treści przynajmniej jednego profesjonalnego medium, redagowanego przez profesjonalnych dziennikarzy. Polecamy OKO.press, POLITYKĘ i Press. Warsztat robi różnicę, dlatego doceń pracę profesjonalistów, dzieląc się ich twórczością i/lub wspierając ich działalność finansowo.
  • Bierzcie udział w innych demonstracjach w słusznej sprawie. Niech nie będzie to jednorazowy zryw.
  • Podpisujcie petycje, jeżeli stanowią uzupełnienie sprawy, w której demonstrowaliście. To pozwala się policzyć i utrwalić ducha, z którego zrodził się protest.
  • Wspierajcie organizacje pozarządowe (m.in takie, jak nasza), które mają realny wpływ na rzeczywistość. Najlepiej – stańcie się wolontariuszami, dołączcie do jakichś NGOs.

Dla zaawansowanych

Czujecie, że jesteście zaangażowanymi aktywistami? Mamy dla Was kilka dodatkowych propozycji.

1. Napiszcie petycję i zbierajcie podpisy online

Petycja to kolejny instrument, którym dysponujemy jako cyfrowi obywatele. Jeżeli ludzie chcą demonstrować, tym bardziej powinni chcieć podpisać petycję w tej samej sprawie. Możecie to zainicjować, wykorzystując takie narzędzia, jak:

To bardzo intuicyjne rozwiązania, które w połączeniu z Waszymi sieciami kontaktów w social media i mechanizmem wirusowym może dawać świetny efekt.

2. Wykorzystajcie crowdfunding i crowdsourcing

Finansowanie społecznościowe staje się coraz popularniejsze w naszym kraju. KOD zebrał już 203 tys. zł za pośrednictwem platformy Zrzutka.pl.

2016-12-20_19h56_51

Nic nie stoi na przeszkodzie, abyście Wy również zrobili kampanię crowdfundingową na własną demonstrację lub na inne obywatelskie działanie. Macie do dyspozycji wspomnianą Zrzutkę, Pomagam.im, Wspieram.to, PolakPotrafi i jeszcze kilka innych platform. W przypadku tych dwóch ostatnich musicie jednak zaoferować coś w zamian za wsparcie.

Crowdsourcing to również wykorzystanie potencjału społeczności, choć w niefinansowym celu. Być może zbieracie zdjęcia do artykułu, aby zrobić fotorelację? Albo szukacie właściwej lokalizacji pod kątem demonstracji? Zwróćcie się do internautów. Czasem wystarczy po prostu Facebook, Twitter, czasem grupa dyskusyjna. Możecie podeprzeć się otwartymi dokumentami lub arkuszami Google.

To przecinek, nie kropka

Nie wyczerpaliśmy tematu. Staramy się go raczej otworzyć i ze wsparciem Waszym oraz środowisk dziennikarskich kontynuować w przyszłości. Zależy nam na budowaniu właściwych postaw na pierwszym miejscu. Narzędzia, metody i dobre praktyki stoją na drugim. Dlatego jeżeli mielibyście wynieść z tego tekstu tylko jedną myśl, to niech to nie będzie fajna appka, tylko to, że nikt jeszcze nie poszedł na barykady po przeczytaniu tweeta.

Warto wyjść z domu i stać się częścią społeczeństwa obywatelskiego. Dać przykład innym. To wymaga odrobiny wysiłku. Potem jest już z górki.

    Szkolenia

    Skomentuj

    Facebook, Trump i fałszywe newsy. Jak nie dać się zmanipulować w świecie post-prawdy?

    Przeczytasz w 20 minut Collaboration
    Autor 13 grudnia 2016

    Żyjemy w świecie post-prawdy. Gdyby internauci równie chętnie udostępniali na Facebooku prawdziwe newsy co fałszywe, być może prezydentem USA byłaby dziś Hillary Clinton, a Wielka Brytania nie wychodziła z UE. Skala problemu rośnie, dlatego najwyższa pora przyjrzeć mu się i poszukać rozwiązań.

    Współautorem tekstu jest Adam Bęczkowski.

    Wiecie, jakie jest słowo roku 2016? Post-truth. Według Słownika Oksfordzkiego to:

    pojęcie odnoszące się do sytuacji, w której fakty są mniej ważne w kształtowaniu opinii publicznej niż odwoływanie się do emocji i osobistych przekonań

    Ma sens w kontekście turbulencji społeczno-politycznych ostatnich miesięcy, prawda? To znamienne, że wśród nominowanych do słowa roku kolegium Słownika Oxfordzkiego rozważało “alt-right” i Brexiteer. Alt-right to grupa ideologiczna, szerząca skrajnie konserwatywne i reakcjonistyczne przekonania z wykorzystaniem nowych mediów. To także jeden z najprężniej działających generatorów post-prawdy. Brexiteer zaś to Brytyjczyk opowiadający się za wyjściem z Unii Europejskiej, czyli najczęściej rezultat polityki post-prawdy, w której wygrały emocje i przekłamania nad chłodną kalkulacją.

    Post-prawda wygrała coś więcej niż tylko tytuł słowa roku. Ona przesiąkła do wielu sfer życia, z polityką na czele, a następnie zainfekowała różne zjawiska i rozpyliła nowe-stare problemy. Wśród nich jest problem fałszywych newsów, który nie jest nowym wynalazkiem, ale dziś rozpala serca i umysły na całym świecie.

    1

    Google Trends wskazuje, że zainteresowanie frazą fake news jest olbrzymie. Przebija nawet post-truth. I to akurat dobra wiadomość – ludzie dostrzegają, że próbuje się nimi manipulować. Zła wiadomość jest taka, że o fałszywych newsach jest głośno, bo skala ich produkcji, zasięg dotarcia i przede wszystkim realny wpływ na opinię publiczną i rzeczywistość polityczną jest zatrważający.

    Możemy przytoczyć dziesiątki przykładów, ale wystarczy ten krótki materiał.

    Dziennikarka CNN odbija się od ściany. Wyborcy Donalda Trumpa są święcie przekonani do czegoś, co nie mogło mieć miejsca, co stoi w jawnej sprzeczności z prawem stanowym Florydy.

    – Gdzie znaleźliście taką informację?

    – Wygugluj to sobie! Albo poszukaj na Facebooku.

    Nie ma lepszej ilustracji problemu. Ale żeby być precyzyjnym, fake news to nie wynalazek epoki internetu. Wiecie, kto pierwszy połączył rozrywkę z informacją tworząc infotainment, a z mediów uczynił czwartą władzę dokonując “drobnej” manipulacji?

    Chcesz wojny? Dam ci wojnę

    Nie jest tajemnicą, że uznawany za jeden z najważniejszych filmów w historii kina Obywatel Kane jest inspirowany życiem prawdziwej postaci. Niewiele osób wie jednak, że historyczny odpowiednik Charlesa Fostera Kane’a jest postacią o wiele bardziej barwną i kontrowersyjną niż ta z obrazu Orsona Wellesa.

    williamrandolphhearstWilliam Randolph Hearst urodził się w 1863 roku w bogatej kalifornijskiej rodzinie. Jego wychowanie i edukacja przebiegały zgodnie ze wzorem stworzonym dla delfinów amerykańskich imperiów przemysłowych: najlepsze szkoły, podróże po Europie, później Harvard. Syn nie chciał jednak fortuny swego ojca, chciał czegoś więcej – podupadającej gazety “San Francisco Examiner”. Wydawało się, że to tylko wybryk młodego bogacza. Hearst jednak doskonale rozumiał rynek, wiedział jak trafić ze swoim tytułem do ludzi, którzy nigdy wcześniej nie sięgali po prasę. I wziął sobie do serca jedną prostą prawdę: media to władza. Manipulując, fabrykując informacje, zbudował gazetę popularną, nastawioną na sensację i efekciarstwo. Potem nabył wiele innych tytułów, w tym wpływowy “New York Journal”, ale nie zmienił swojej filozofii. Mógł skutecznie prowadzić osobiste wojny. Nikt co prawda na nich nie przelewał krwi, ale do tego brakowało jedynie odpowiednich aktorów i scenografii.

    Pod koniec XIX wieku napięcia między USA i Hiszpanią sięgnęły zenitu, podobnie jak rywalizacja magnatów medialnych – wspomnianego Hearsta i Josepha Pulitzera. Punktem zapalnym była Kuba. Ta hiszpańska kolonia (i większość regionu) znalazła swoje miejsce w układance amerykańskich interesów ekonomicznych i strategicznych. Szczególnie Hearst liczył na wojnę. Czy jest cokolwiek, co sprzedaje się lepiej rozgrzanej do czerwoności opinii publicznej?

    Wojna jednak nie nadciągała. Dla ilustratora pracującego w “New York Journal”, Frederica Remingtona, który stacjonował na Kubie, wiało wręcz nudą. Kiedy już szykował się do wyjazdu, jego szef, Hearst, napisał w depeszy legendarne słowa: “Zostań. Ty daj mi ilustracje, ja dam ci wojnę” (oryg.: Please remain. You furnish the pictures and I’ll furnish the war).

    Trzy tygodnie później, w styczniu 1898 roku, do portu w Hawanie przybił pancernik USS Maine. Zadaniem okrętu była ochrona ludności i interesów amerykańskich w trakcie trwających na wyspie niepokojów. Wieczorem 15 lutego kadłub okrętu rozerwała potężna eksplozja, zatapiając jednostkę i zabijając 260 marynarzy. Współcześnie jako prawdopodobną przyczynę katastrofy wskazuje się samozapłon węgla bądź źle składowaną amunicję, co było ówcześnie powszechnych problemem w marynarkach państw anglosaskich (dowiodła tego dobitnie Bitwa Jutlandzka w 1916 roku).

    Takie są fakty. Ale te nie miały większej wartości dla opinii publicznej regularnie ogłupianej przez Hearsta i Pulitzera oraz ich yellow journalism. Dlatego Hearst wykorzystał incydent i spreparował jeden z najbardziej znanych fałszywych newsów w historii… a być może także najbardziej szkodliwych w skutkach. (Chociaż Donacja Konstantyna ma prawo uważać inaczej).

    Hearst zwalił winę za eksplozję USS Maine na Hiszpanów, a jego gazeta rozpoczęła kampanię agresji i chęci rewanżu u Amerykanów, którą najlepiej wyrażała fraza: Remember the Maine, to Hell with Spain!. Gdyby istniał wówczas internet, prawdopodobnie byłby to mem i viral. W końcu Hearst dostał to, czego chciał i to z nawiązką:

    • wybuchła wojna amerykańsko-hiszpańska,
    • on wzmocnił swoje medialne imperium…
    • …i udowodnił, że mass media mogą manipulować rzeczywistością przez kłamstwo.

    Czwarta władza faktycznie stała się pierwszą, bo mało kto wysilał się na tyle, żeby dojść do prawdy.

    3

    Memy, clickbaity, algorytmy i tweety

    Co zmieniło się od tamtego czasu? Sporo i niewiele jednocześnie. Tłumy ludzi nadal chętnie ulegają zmanipulowanym informacjom, chociaż w realiach Web 2.0 mają większy niż kiedykolwiek wcześniej dostęp do różnych źródeł, narzędzi i metod.

    Sięgając do myśli intelektualisty i dziennikarza Waltera Lippmanna:

    rozeznanie polityczne przeciętnego człowieka można porównać do osoby idącej do teatru, która wchodzi na przedstawienie w trakcie trzeciego aktu i wychodzi przed opuszczeniem kurtyny

    Zgoda. Nasza ignorancja robi swoje. Społeczeństwo pozostanie w takich sytuacjach “chłopcem do bicia”, bo najłatwiej uderzać w bezimienną, trudną do uchwycenia masę, w której każdy może być winny i niewinny jednocześnie – w zależności od zarzutu. Ale każde społeczeństwo kształtuje jakaś kultura i zespół instytucji. Za pchnięcie naszej rzeczywistości w objęcia post-prawdy i plagę fake news odpowiadają także politycy (władza), media mainstreamowe i nie-mainstreamowe oraz portale społecznościowe i stojące za nimi korporacje.

    • Przykład “idzie z góry”, czyli narasta radykalna, odwołująca się do niskich instynktów retoryka liderów politycznych, czasem połączona z ich autentyczną intelektualną ignorancją. Tak, patrzymy na Ciebie, Prezydencie Elekcie Trump.
    • Kwitną alternatywne, nie-mainstreamowe ekosystemy medialne, takie jak olbrzymi konglomerat ruchu alt-right czy środowisko “Gazety Polskiej” w naszym kraju.
    • Za komfort, jaki gwarantują nam social media, płacimy cenę. Często nieświadomie dajemy się zamykać w filter bubble (której poświęciliśmy cały tekst). Algorytmy personalizujące oraz to kogo obserwujemy i zapraszamy do kręgu znajomych, buduje wokół nas szczelną komorę światopoglądową.
    • Media podchwytują kulturę clickbaitu (tak chyba możemy to nazwać), czyli posługiwania się chwytliwymi nagłówkami, które zachęcają do udostępniania treści, a nie mają wiele wspólnego z właściwą zawartością artykułu.
    • Społeczeństwo cyfrowe kultywuje kulturę memu. Ignorujemy media, które podają je w bardziej złożonej formie, okraszonej kontekstem. Wystarczą nam proste, wymowne obrazki i sami zaczynamy rozumieć i opisywać rzeczywistość przez pryzmat memów.
    • Dorzućmy do tego konsekwentnie spadające zaufanie do dużych instytucji, z władzą i mediami głównego nurtu na czele.

    Efekt?

    Eric Tucker, współzałożyciel firmy marketingowej z Texasu, samozwańczy libertarianin z 40 followerami na Twitterze tweetuje następującą informację:

    4

    Ten news nie ma nic wspólnego z prawdą, tak jak przedstawione na zdjęciach autokary nie mają nic wspólnego z demonstrantami protestującymi przeciw prezydentowi-elektowi Trumpowi. Tucker popełnił błąd, ale jego “rewelację” retweetowano 16 tysięcy razy, a na Facebooku udostępniło ją 350 tysięcy osób. W ciągu kilkudziesięciu godzin fałszywy news trafił na Reddit i inne fora oraz na pierwsze strony wybranych konserwatywnych blogów. Gateway Pundit nie zmarnował okazji i nawet wrzucił wzmiankę o “pieniądzach od Sorosa”… brzmi znajomo? ;)

    Podobno to właśnie ta rewelacja skłoniła prezydenta-elekta Trumpa do złamania swojej postawy zen po wyborach i kolejnego kontrowersyjnego (czyt.: kłamliwego) tweeta.

    Eric Tucker zreflektował się kilka dni później. Przyznał, że news był fałszywy i przeprosił, ale mleko się rozlało. A on w bonusie zyskał ponad 900 nowych followerów.

    To tylko jeden przykładowy, stosunkowo niegroźny fake news. Trzymając się amerykańskich wyborów prezydenckich, można jeszcze wspomnieć o:

    Każdą z tych informacji łączą trzy rzeczy:

    1. Nie mają nic wspólnego z prawdą.
    2. Mogą pośrednio i realnie wpływać na decyzje polityczne ważące o losach świata.
    3. Rozeszły się w sieci znacznie szybciej niż udostępniony za darmo album U2.

    trumppeople

    Proste działanie.

    Fałszywa informacja podszywająca się pod prawdziwą + chwytliwy nagłówek + nasza bezrefleksyjność + mechanizmy social media + krąg znajomych = darmowy system dystrybucji bzdur (DSDB)

    Jesteśmy bardziej skłonni zwracać uwagę na informacje, które dotyczą naszych znajomych, nas samych, naszych emocji i przekonań. A jako, że mamy taką możliwość, najchętniej od razu dzielimy się tym z innymi. Tak rodzi się epidemia fake news, a my – cyfrowe społeczeństwo – pełnimy rolę rozproszonego systemu promocji.

    OK. Wiemy, że jesteśmy winni. Największym zagrożeniem dla naszej kolektywnej inteligencji jest nasza kolektywna głupota. Na tym moglibyśmy zamknąć ten wywód, ale skoro już wybraliśmy dla siebie nazwę WE the CROWD, wypada poszukać winy gdzie indziej.

    Przemysł fake news

    Tłum to istotne ogniwo w łańcuchu produkcji i dystrybucji fake news, ale nie jedyne. Istnieje cały ekosystem twórców, portali a nawet sponsorów (!), których jedynym celem jest tworzenie i rozpowszechnianie spreparowanych informacji.

    Obok “wolnych strzelców”, zwykłych trolli szukających egzotycznej formy ukojenia w dezinformacji oraz “użytecznych idiotów” pokroju wspomnianego Erica Tuckera, znajdują się tacy ludzie jak Jestin Coler.

    W toku dziennikarskiego śledztwa dotarło do niego National Public Radio… a następnie przeprowadziło z nim wywiad. Coler jest właścicielem firmy, której nazwa zawiera podpowiedź, co do profilu działalności – Disinformedia. Spółka jest z kolei właścicielem wielu małych portali fake newsowych, które mają na potęgę produkować i wciskać czytelnikom kit. Coler ma do swojej dyspozycji 20-25 autorów, a jeden z nich wyprodukował wyjątkowo paskudny fałszywy news o rzekomej śmierci agenta FBI, który doprowadził do wycieku emaili Hillary Clinton.

    6

    Informacja opublikowana na efemerycznym “Denver Guardian” została wyświetlona 1.6 miliona razy w ciągu 10 dni, perfekcyjnie przy tym wpisując się prawicowe teorie spiskowe.

    Jestin Coler przyznał, że wszystko w tym tekście było zmyślone: miasteczko, ludzie, szeryf, nawet gość z FBI. Ale jego ludzie z Disinformedia podrzucili to sympatykom Trumpa na forach i platformach społecznościowych. Zdaniem Colera rozeszło się jak pożar kalifornijskiego lasu letnią porą.

    Jaka jest właściwie motywacja kogoś, kto buduje manufakturę kłamstw? Znacie odpowiedź. Pieniądze. Coler zarabia na reklamach wyświetlanych na jego faux portalach. Im większy ruch na stronie, tym większy zysk z reklamy. A że kontrowersyjne kłamstwo ściąga masę użytkowników, biznes się kręci.

    Ciekawe jest też, że za dużą częścią portali produkujących fałszywe newsy, którymi karmią się zwolennicy Donalda Trumpa, stoją młodzi Macedończycy (16-18 lat), których motywacją także jest zarobek i to w identycznym modelu rozliczeniowym. Buzzfeed przygotował na ten temat ciekawy materiał.

    Wreszcie, pisząc o przemyśle kłamstw, nie możemy nie wspomnieć o Rosji. Jej złożony system cyfrowej propagandy, na który składa się armia botów, opłaconych trolli i fejkowe profile w social media działa dziś jak monstrualna maszyna generująca trzęsienia ziemi na drugim końcu świata.

    Kilka tygodni temu dwa niezależne od siebie zespoły naukowców dowiodły zaangażowania Rosji w manufakturę fałszywych newsów. Jak? Użyli narzędzi analitycznych, aby śledzić tweety i mapować ich połączenie między wieloma synchronicznie publikującymi kontami. Wgląd w kod stron dawał dodatkową informację o wspólnym właścicielu, tak jak identyczne zwroty i zdania.

    Minęło kilkanaście dni i temat przestał być wyłącznie ciekawostką. Raport amerykańskich służb wywiadowczych nie pozostawia złudzeń – Rosja, wykorzystując armię hakerów, głupotę WikiLeaks oraz propagandową maszynerię fake news, miała bezpośredni wpływ na przebieg wyborów prezydenckich w USA. Nie chcemy tego mówić na głos, ale… chyba jednak powiemy. Donald Trump mógł zostać prezydentem najpotężniejszego państwa świata dzięki wsparciu Rosji i skoordynowanej dezinformacji opartej na fałszywych historiach.

    Et tu, Facebook, contra me?

    I jeszcze reflektor na serwis Marka Zuckerberga. Ze względów humanitarnych, może nie w tym samym akapicie co rosyjska propaganda i intencjonalna dezinformacja.

    Może się to wydawać niewiarygodne, ale fałszywe informacje mają na Facebooku większą nośność niż prawdziwe. Rozpowszechniają się wirusowo, co nie powinno dziwić patrząc na połączenie emocjonalnego i sensacyjnego charakteru kłamliwej informacji z mechanizmami społecznościowymi. Problem pogłębia system priorytetyzacji i personalizacji treści, o którym pisaliśmy w tekście poświęconym zjawisku filter bubble. Algorytmy Facebooka dają pierwszeństwo zdarzeniom popularnym i trendującym, ale nie rozróżniają informacji prawdziwej od fałszywej. Jeżeli ludzie chętnie coś udostępniają, nawet jeśli jest to bzdura, szansa na to, że pojawi się to w Waszych aktualnościach jest wysoka.

    Mark Zuckerberg twierdzi, że fałszywe newsy stanowią stosunkowo niewielką porcję treści w jego serwisie (ok. 1%), ale jest świadom rosnącej skali problemu.

    20150207022843mark_zuckerberg

    „Celowe wprowadzanie w błąd traktujemy bardzo poważnie. Naszym celem jest łączyć ludzi ze zdarzeniami, które mają dla nich znaczenie, a te wiążą się z prawdziwą informacją. Pracowaliśmy nad tym problemem od dawna, ale pozostaje jeszcze dużo do zrobienia.

    (…) Dotąd polegaliśmy i nadal będziemy polegać na naszych użytkownikach w identyfikowaniu prawdziwych i fałszywych informacji. Każdy na Facebooku może zgłosić dowolną treść jako fałszywą (…) Clickbait i spam, podobnie jak fałszywe newsy, penalizujemy w News Feedzie, aby ograniczyć ich rozprzestrzenianie.”

    Zuckerberg wymienia również szereg działań i aktualizacji, które planuje zaimplementować, aby lepiej powstrzymywać rozpowszechnianie fałszywych informacji na Facebooku. Zwraca przy tym uwagę na pewien dylemat moralny: platforma nie może być samodzielnym arbitrem w rozstrzyganiu, czy dana informacja jest kłamliwa czy też nie.

    Nie chcemy oceniać tego stanowiska, ale być może warto rozważyć zatrudnienie redaktorów, zamiast zostawiać rozwiązanie problemu wyłącznie w rękach algorytmów i internautów. Czasem to się sprawdza. Czasem trzeba zrobić coś więcej.

    Jak możemy zatrzymać plagę fake news?

    Liczba mnoga w pierwszej osobie, którą zawarliśmy w nagłówku, to oczywiście nie przypadek. Celowo też mówimy o zatrzymaniu, osłabieniu wpływu tego zjawiska na nas – nie łudźmy się, że można je wykorzenić kompletnie. Musimy działać szybko, zdecydowanie i konsekwentnie. Indywidualnie i kolektywnie.

    Proponujemy pracę w czterech obszarach. Każdy kolejny to głębszy poziom zaangażowania. Wasza aktywność w którymkolwiek w nich ma znaczenie.

    1. Nabranie nawyku fact-checkingu
    2. Odwaga cywilna i kultura w dyskusji
    3. Zgłaszanie i partycypowanie
    4. Inicjowanie rozwiązań społecznościowych

    1. Nabranie nawyku fact-checkingu

    Fact-checking wydaje się czymś oczywistym, choć aby przyniósł długofalowy skutek (czyli uodpornił Was na zmanipulowane informacje), musi stać się nawykiem. I zaznaczamy, że na tym poziomie mowa wyłącznie o skuteczności w indywidualnym zakresie.

    Zanim klikniecie “udostępnij”:

    • Zweryfikujcie źródło i informację wspierając się Fake News Watch, Snopes i RedFlag.
    • Sprawdźcie, czy o zdarzeniu mówią inne, bardziej wiarygodne źródła. Jeżeli Google po wpisaniu hasła wskaże jedynie małe portale wątpliwej jakości, to najpewniej jest to fake news.
    • Unikajcie serwisów, których nazwy kończą się na “lo” i “.com.co”
    • …oraz zachowajcie ostrożność względem serwisów, które kłują w oczy wątpliwą estetyką, mają dziwną strukturę i/lub nadużywają WIELKICH LITER.
    • Zwracajcie uwagę na to autora wpisu. Czy został w ogóle podany? Czy można sprawdzić jego profil i historię tekstów?
    • Zwracajcie również uwagę na język i styl wpisu. Im więcej agresji i krzykliwości, tym większe prawdopodobieństwo podpuchy.

    2. Odwaga cywilna i kultura w dyskusji

    Osoby o scementowanych poglądach często odsuwają wszelkie fakty i dane niezgodne z ich przekonaniami. Społeczeństwa przyjmują też coraz bardziej plemienny charakter (także związany z sympatiami politycznymi). Judith Donath z CNN zauważa, że dzielenie się newsem w social media to już nie tylko chęć informowania czy perswazji – to deklaracja tożsamości i przynależności do określonej grupy społecznej.

    Co to znaczy? Że jeżeli fact-checking działa w przypadku jednej osoby, niekoniecznie da się zaszczepić u innej. Tutaj wchodzimy na wyższy poziom zaangażowania, który rekomenduje Donath jako formę produktywnej reakcji w interakcjach społecznościowych:

    • Po pierwsze samokontrola. W myśl starej jak internet zasady “nie dokarmiaj trolla”, jeśli podejrzewacie, że dana osoba podzieliła się daną informacją z pobudek ideowych, nie ma sensu komentować. Lepiej napisać prywatną wiadomość.
    • Z drugiej strony, gdy intencje są szczere i macie do czynienia z ofiarą fake news, warto jest przygotować źródło “rozbrajające” daną informację.
    • Promujcie kulturę wiarygodności. Podkreślajcie swój nawyk fact-checkingu, wspierajcie prasę oraz organizacje, które walczą z manipulacją.
    • Ważna jest oczywiście kultura, humor i dystans. Nikt nie lubi być poniżany publicznie.
    pobrany-plik-1
    Autor: Janek Koza

    Celowo użyliśmy pojęcia “odwaga cywilna” w nazwie tego obszaru. Uważamy, że to zbyt rzadko przywoływana cnota, a dziś szczególnie cenna. Może ona oznaczać mówienie czegoś, czego nie chcą na głos powiedzieć inni.

    3. Zgłaszanie i partycypowanie

    Możecie wykazać się większą aktywnością w walce z fake news, flagując i zgłaszając podejrzane materiały w social media i nie tylko.

    Od 2015 roku na Facebooku funkcjonuje opcja umożliwiająca Wam zgłaszanie postów zawierających fałszywą lub obraźliwą treść. Znajdziecie ją w panelu postu.

    1. Wystarczy kliknąć na rozwijane menu w prawym górnym rogu postu, następnie wybrać “Zgłoś post”…
    2. …zaznaczyć “Uważam, że to nie powinno znaleźć się na Facebooku” i “To fałszywe zdarzenie w aktualnościach”. W ten sposób algorytm Facebooka dowie się o fałszywej informacji i będzie ją obserwował,
    3. Opcjonalny krok to wyłączenie obserwowania danego źródła.

    1-wrzutka-algorytmy-postfacebook

    Możecie też podeprzeć się dedykowaną wtyczką do Chrome, która służy temu samemu celowi.

    Zgłaszajcie również podejrzane strony do odpowiednich instytucji i portali.

    4. Podejmowanie inicjatywy

    Do najwyższego poziomu zaangażowania zapraszamy aktywistów, blogerów, dziennikarzy i właścicieli mediów.

    • Wykorzystując swoją wiedzę, warsztat i często autorytet, możecie skuteczniej niż inni demaskować fałszywe informacje.
    • Robiąc to, reagujcie możliwie najszybciej. Obnażenie fake news chwilę po jego narodzinach może spowolnić lub całkowicie zatrzymać rozsiew.
    • Portale mogą wybrać ścieżkę PolitiFact, tworząc nową kategorię lub tag pod kątem fact-checkingu, a także umożliwić partycypację czytelników drogą crowdsourcingu (specjalny kontakt do zgłaszania przypadków fake news itd.).
    • Jeżeli jesteście aktywistami, również możecie podjąć inicjatywę wykorzystując crowdsourcing. Wystarczy, że stworzycie otwarty dokument/arkusz Google bądź dedykowany kanał na Slacku i zaprosicie społeczność do zgłaszania wątpliwych źródeł informacji.

    W tym obszarze na pewno można zrobić więcej niż to, co wymieniliśmy powyżej. Jeżeli macie inne pomysły – podzielcie się nimi z nami, a my podzielimy się z innymi.

    Dziennikarstwo. Nowa (stara) nadzieja

    Na koniec jeszcze konkluzja – dla części z Was może przewrotna, dla reszty wcale. Indywidualny fact-checking, właściwa postawa, partycypowanie i whistleblowing, inicjatywy crowdsourcingowe… to wszystko ma szansę zahamować wpływ fałszywych informacji na zupełnie prawdziwe sfery naszego życia. Ale jest jeszcze jedno rozwiązanie. Nie jest niezawodne, ale sprawdza się od wieków. Nazywa się “profesjonalne dziennikarstwo”.

    Rzetelna, obiektywna i etyczna robota dziennikarska bywa niedoskonała, ale w dzisiejszych czasach staje się bezcenna. To dziennikarze i redakcje, takie jak nasze polskie OKO.press (do którego wspierania zachęcamy), w pierwszej kolejności konfrontują fikcję z prawdą, patrzą na ręce decydentom i dają nam wgląd w rzeczywistość z perspektywy, której samodzielnie nie umielibyśmy przyjąć.

    Dziennikarstwo przez duże “d” nie umarło. Problem zmanipulowanych informacji pokazuje, że pora pomóc mu stanąć na nogi – dla naszego dobra.

    PS. Tytuł tekstu celowo skonstruowaliśmy jak clickbait. Ale mamy nadzieję, że w dobrej sprawie ;)

    Współautorem tekstu jest Adam Bęczkowski.

      Szkolenia

      Skomentuj

      Poradnik crowdfundingu udziałowego dla startupów (5)

      Przeczytasz w 20 minut Crowdfunding
      Autor 6 grudnia 2016

      Otwarcie oferty inwestycyjnej na platformie equity crowdfundingu to sygnał do wytężonej pracy. Dzięki solidnemu przygotowaniu działania będą skoordynowane i powinny przynieść jak najlepszy efekt. Ale jeżeli myślisz o sukcesie nie ma mowy o relaksie.

      Poprzednią część poradnika zaczęliśmy słowami: ćwicz ciężko, walcz lekko. Nie byliśmy do końca szczerzy. Walka będzie ciężka. Przed Tobą i Twoim zespołem dużo czytania i odpisywania na wiadomości, spotkań, rozmów, mikrozarządzania oraz kompulsywnego spoglądania na smartfona. Aby nie wypaść z rytmu, musisz działać w sposób uporządkowany. A to oznacza:

      • dyscyplinę, czyli samokontrolę i dobre zarządzanie czasem własnym i zespołu;
      • regularność w monitorowaniu postępów kampanii, sekcji komentarzy, social mediów, tworzeniu i publikacji treści, kontakcie z partnerami itd.;
      • bycie stale online… co w dzisiejszych czasach oznacza po prostu nie wyłączanie smartfona ;)
      • konsekwencję w realizacji planu
      • …ale i elastyczność oraz kreatywność, które przydają się w sytuacjach nieprzewidzianych w strategii. (Jak choćby zaproszenie na spotkanie przez dużego inwestora po upływie dwóch dni od startu, czego serdecznie Ci życzymy).

      Pamiętaj, że jednym z najczęściej powtarzanych błędów przy prowadzeniu kampanii ECF jest działanie na zasadzie zrywów. Najłatwiej o taki zryw na etapie pre-launch i w toku pierwszych 48 lub 72 godzin po starcie. Później jednak organizatorom zaczyna brakować systematyczności, pojawiają się inne zobowiązania (zawodowe, prywatne…), kończą się też pomysły na dobrą promocję. Kampania wpada w dryf. Tego chcemy właśnie pomóc Ci uniknąć w tej części poradnika. I z pewnością nam się to uda, jeżeli tylko pozwolisz nam pomóc sobie i weźmiesz do serca powyższe zasady :)

      W dalszej części znajdziesz nasze wskazówki, które zawarliśmy w znajomych Ci szablonach – służyły nam do uporządkowania działań poprzedzających publikację pitchu (pre-launch):

      1. Wykorzystanie treści oraz kanałów.
      2. Działania taktyczne post-launch.

      Wykorzystanie treści oraz kanałów

      Na etapie post-launch dysponujesz tymi treściami i kanałami, które wspólnie przygotowaliśmy na etapie pre-launch. Logiczne, prawda? Sęk w tym, że zmianie uległa ich podstawowa funkcja. O ile przed startem inicjatywy cele były różnorodne i równie istotne – jak budowanie świadomości i wiarygodności marki startupu, gromadzenie leadów, testowanie – o tyle teraz na pierwszy plan wysuwa się jedno: konwersja, czyli przekonanie do zainwestowania. Wszystko pozostałe (promocja marki, konsolidacja społeczności, nowe kontakty biznesowe) jest ważne, ale w tym wypadku zależne od powodzenia głównego, wielopoziomowego celu o konstrukcji lejka:

      ecf-5-grafiki-01

      Dobra informacja. W ramach działań marketingowych już możesz (a nawet musisz) swobodnie dysponować kanałem, jakim jest strona kampanii na platformie crowdinvestingu, a także wszystkimi składającymi się na pitch treściami, nad którymi tak pieczołowicie pracowaliśmy. Od tego zacznijmy.

      Strona kampanii na platformie

      Funkcje

      Strona Twojego pitchu na platformie equity crowdfundingowej (inaczej: strona kampanii lub oferta inwestycyjna) to najważniejszy kanał, którym dysponujesz w całym przedsięwzięciu. Z oczywistych względów możesz włączyć go do gry dopiero po publikacji w internecie, czyli wraz ze startem kampanii post-launch, ale pieczołowicie przygotowaliśmy go wspólnie już wcześniej (jeżeli chcesz sobie odświeżyć nasze wskazówki: 1, 2).

      To miejsce docelowe, do którego mają trafiać wszyscy odwiedzający Twoje pozostałe kanały. Liczy się konwersja, a konwersja oznacza w tym wypadku wykupienie udziałów/akcji w Twojej spółce w zamian za jej dokapitalizowanie. Oczywiście, strona kampanii pełni również istotne funkcje drugorzędne, jak:

      • prezentacja profilu Twojego startupu i działalności,
      • budowanie wiarygodności Twojego startupu,
      • pozyskiwanie kontaktów biznesowych,
      • furtka do większych inwestorów.

      Treści

      Na Twojej stronie pitchu zapewne znajdują się już poniższe elementy:

      pitch crowdfunding udziałowy WE the CROWD

      Czy w związku z tym na etapie post-launch możesz pozostawić ten kanał sam sobie? Znasz odpowiedź. Będziesz to miejsce odwiedzać często pod kątem:

      • monitoringu i analityki;
      • aktualności i uzupełnień;
      • dialogu i służenia informacją.

      Po pierwsze, musisz zadbać o morale swoje i zespołu, regularnie podglądając na stan zebranego finansowania. Pewnie, może być tak, że zadziała to dokładnie w drugą stronę… ale jeżeli trzymasz się naszych wskazówek, każda wizyta na stronie powinna być miłym zaskoczeniem i zastrzykiem motywacji ;) To ważne, aby analizować statystyki, zwracać uwagę na to, ile średnio akcji/udziałów wykupują inwestorzy – to pomoże Ci skalibrować komunikat marketingowy lub dodatkową zachętę do zainwestowania.

      Po drugie, wiele platform crowdfundingu udziałowego (w tym Beesfund) umożliwia Ci publikowanie aktualności. Wykorzystaj to. Aktualności możesz dodawać 2-3 razy w tygodni (jeżeli masz się czym pochwalić), ale nie częściej. Do częstych krótkich update’ów lepiej wykorzystaj swoje social media. Pokaż, jakie nowe sukcesy osiągnął Twój startup, jak rozwija się jego oferta, możliwości biznesowe dzięki inicjatywie ECF. I jak duży wpływ na to ma społeczność inwestorów, którzy już dofinansowali Twoją działalność. Podziękowań nigdy za mało, a taka miękka “propaganda sukcesu” zawsze przyciąga nowych inwestorów.

      Po trzecie, codziennie musisz sprawdzać sekcję z komentarzami i pytaniami. Staraj się nie zostawiać pytań bez odpowiedzi na dłużej niż 24h. Pamiętaj, że musisz na bieżąco komunikować się ze swoimi potencjalnymi inwestorami i podtrzymywać ich zainteresowanie Twoją ofertą.

      Platforma Beesfund, z której korzystali MigamInne Beczki podpina pod strony wszystkich kampanii sekcję komentarzy zintegrowaną z Facebookiem. To bardzo intuicyjne rozwiązanie, które zachęca do częstych pytań i uwag, wymagających reakcji. Zwróć uwagę, jak żywe jest to forum.

      Strona WWW marki

      Funkcje

      Podobnie jak na etapie pre-launch, strona WWW nadal spełniać będzie trzy podstawowe funkcje:

      • zapewniać informację,
      • umożliwiać kontakt,
      • budować wiarygodność.

      To strona pitchu na platformie crowdfundingowej stanowi od teraz “stację końcową”, dlatego strona marki powinna przede wszystkim ją wspierać – informując o trwającej kampanii i kierując do niej użytkowników.

      Treści

      Twoja strona internetowa nie może być powieleniem treści, które użytkownik znajdzie po przejściu na pitch na platformie – i w drugą stronę. Dlatego powtarzamy: ważne jest uzupełnienie informacji i zapewnienie pewnego kontekstu.

      Dobrze także wykorzystać pełne możliwości promocyjne, jakie daje solidnie wypozycjonowana witryna w Google. Temu właśnie służyła sekcja blogowa, która rozkwitnie teraz, po starcie.

      Blog

      Funkcje

      Blog w kampanii post-launch (oczywiście, jeżeli go posiadasz), pełni dwie ważne role:

      • pomaga Ci opowiedzieć historię,
      • kieruje użytkowników na stronę kampanii ECF.

      Oczywiście, wartościowe treści zawsze pomagają budować pozycję Twojej strony w wyszukiwarce internetowej, dlatego tak samo jak na etapie pre-launch pomoże Ci w tym sekcja blogowa – najlepiej w ramach struktury witryny.

      Treści

      Crowdfunding to nadal nowe zjawisko w Polsce, a jego model udziałowy to w zasadzie egzotyka. Dlatego opinia publiczna, a w związku z tym media, mogą być zainteresowani historią młodego, innowacyjnego przedsiębiorstwa, które stara się o finansowanie ze wsparciem internautów. Jeżeli dobrze to rozegrasz, Twój blog może mieć fajną wartość merytoryczną, wskazówki dla startupów planujących podążyć Twoją drogą w przyszłości oraz szansę na ekspozycję w ramach earned media (wzmianki medialne, udostępnienia, rekomendacje autorytetów itd.). Dlatego:

      • opisuj kampanię od środka, prezentując materiały backstage’owe (np. z kręcenia filmy, sesji zdjęciowej, siedziby);
      • zdawaj relacje z wydarzeń branżowych, na których byłeś obecny;
      • chwal się sukcesami, które spotkają Twój startup podczas kampanii (pozyskanie większego inwestora, rekomendacje, nowy klient itd.). Nie bój się też mówić głośno o swoich porażkach ;)
      • dziel się poradami crowdfundingowymi wynikającymi z Twojego doświadczenia.

      Nie unikaj emocji. Chodzi o ludzki aspekt Twojego startupu, inicjatywy i wszystkiego, co wydarzy się podczas niej. W końcu za każdą spółką stoją ludzie, którzy mają marzenia, ambicje, bolączki i refleksje. Tak się składa, że tym razem chodzi o Ciebie :)

      Oczywiście, nie musisz rezygnować z typów treści i tematów poruszanych na blogu przed publikacją pitchu. Za przykład niech posłuży blog Adzuny. Brytyjski job-board na bieżąco relacjonował swoją kampanię crowdfundingową. Publikowany content obejmował m.in. aktualności nt. zebranych funduszy, zaproszenia na spotkania z założycielami dla społecznościowych inwestorów, sylwetki “celebrity investors” oraz wywiady z dotychczasowymi poważnymi inwestorami.

      Adzuna chwaliła się poparciem doświadczonych inwestorów posiadających tytuły szlacheckie, dodających jej wiarygodności i prestiżu oraz modnych DJów, ceniących nowoczesny i młodzieżowy wizerunek marki.

      Pamiętaj przy tym wszystkim o jak najbardziej wyraźnym odniesieniu na blogu do Twojej strony pitchu na platformie! To może być banner zawierający CTA, przycisk towarzyszący każdemu tekstowi, “zaszyte” hiperłącza… a może wszystko powyższe. Używaj narzędzi analitycznych, aby zweryfikować, które treści i formy przekierowania konwertują najlepiej.

      E-mail

      Funkcje

      Na etapie pre-launch działania mailowe służyły przede wszystkim budowaniu świadomości marki, pozyskiwaniu leadów. W kampanii post-launch najważniejsza będzie konwersja tych leadów, czyli skłonienie osób w bazie mailowej do zainwestowania w Twój startup, udostępnienia informacji o inicjatywie, czy podzielenia się wartościowym kontaktem lub opinią.

      Naturalnie, wykorzystując narzędzia mailowe nie rezygnuj z:

      • budowania lojalności Twojej społeczności,
      • wspierania dystrybucji treści z innych kanałów (np. bloga),
      • podtrzymywania i rozwijania bezpośredniej relacji z kluczowymi partnerami i inwestorami.

      Treści

      W przypadku wiadomości masowych, tj. adresowanych do mniejszych (i mnogich) potencjalnych inwestorów, klientów, możesz pozwolić sobie na kilka wysyłek w toku kampanii. Przykładowo:

      • Dzień 1. Start zbiórki i zaproszenie do zainwestowania.
      • Dzień 7. Informacja o wynikach z pierwszego tygodnia.
      • Dzień 15. Połowa drogi, informacje o nowościach, sukcesach, przypomnienie o szansie na zainwestowanie.
      • Dzień 22. Kolejne podziękowanie, porcja informacji, wyraźna zachęta do wsparcia, ale i podzielenia się informacją. Wskazanie na upływający czas.
      • Dzień 30. Ostatni dzień zbiórki. Przypomnienie o ostatniej szansie na wsparcie, zostanie inwestorem/udziałowcem i zaakcentowanie korzyści, jakich można w związku z tym oczekiwać.

      To tylko propozycja. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby wysyłać maile w innym układzie czasowym, a także uzupełniać je o wiadomości “okazyjne”, np. zawierające blogposty, informujące o pozyskaniu inwestora instytucjonalnego albo nowego dużego klienta.

      To, co możesz wziąć pod uwagę w kampanii mailingowej, to:

      • personalizowanie wiadomości, na co powinien pozwolić Ci każdy dobry program mailingowy. Osoba otwierająca maila chce wiedzieć, że to wiadomość adresowana właśnie do niej. Jej imię padające już w pierwszym wierszu z pewnością pomaga budować takie wrażenie;
      • zachęcanie nie tylko do zainwestowania, ale także do dzielenia się informacją o kampanii, a nawet samą wiadomością. To organiczna, wirusowa metoda budowania ekspozycji pitchu i pozyskania kolejnych kręgów inwestorów;
      • konstruowanie tytułów maili w taki sposób, aby intrygować odbiorcę i zachęcać do kliknięcia, np.: „Jak w 5 dni udało nam się zebrać połowę funduszy?” lub „Zostało już tylko 7 dni, żeby zostać współwłaścicielem X”;
      • załączenie grafik, infografik, a nawet video, które mogą stanowić atrakcyjniejszą alternatywę dla suchego bloku tekstu.

      W przypadku wiadomości indywidualnych, tj. adresowanych do kluczowych partnerów, inwestorów, klientów, mediów, nie przesadzaj z częstotliwością wysyłek i ilością informacji. Koncentruj się na tym, co ma dla nich największą wartość i może pomóc przekonać ich do działania.

      Nie zapomnij również zmodyfikować stopki (podpisu) w swoim e-mailu firmowym tak, aby eksponować link prowadzący do strony pitchu i CTA zachęcające do zainwestowania!

      Social media

      Funkcje

      Od tego momentu Twoje kanały social media to główny silnik zwiększania ekspozycji pitchu ECF. Robienie szumu wokół inicjatywy, poszerzanie zasięgu, odsyłanie do oferty inwestycyjnej i konwertowanie – to najważniejszy, wielopoziomowy cel.

      Oczywiście, nie zapominaj o takich rzeczach, jak:

      • informowanie o postępach w kampanii,
      • wzmacnianie wiarygodności startupu i oferty inwestycyjnej,
      • budowanie lojalności i aktywizowanie społeczności,
      • testowanie pomysłów i zbieranie opinii.

      Treści

      Swoje treści koncentruj wokół pitchu, jednak nie popadaj w monotonię.

      • Wykorzystuj treści ze strony kampanii. Prezentuj zespół, produkt/usługę, ofertę inwestycyjną.
      • Stawiaj na różnorodne formaty treści, takie jak grafiki, infografiki, zdjęcia, a także wideo (np. webisody z podsumowaniami danego tygodnia kampanii).
      • Dziel się aktualnościami, dziękuj wspierającym, mów o stanie funduszy, pozostałej ilości czasu, nowych partnerstwach, wzmiankach medialnych.
      • Wykorzystuj każdą okazję, aby do treści postu załączyć link (najlepiej skrócony – sprawdź bit.ly) prowadzący do strony pitchu na platformie.
      • Inwestuj w reklamę, szczególnie na Facebooku. W przypadku kampanii pre-launch była to opcja, w przypadku post-launch to konieczność. Budżet na działania płatne nie musi być duży, ale dobrze zoptymalizuj komunikat, kreację pod kątem targetowanej grupy odbiorców. Mogą Ci w tym pomóc tzw. testy A/B i kampanie pilotażowe.
      • Nie zapominaj o publikowaniu treści innej niż ta związana wyłącznie z inicjatywą crowdinvestingu. Słowem, zachowaj ciągłość względem strategii contentu z okresu pre-launch (edukacja nt. branży, udostępnienia cudzych treści itd.).

      Ponad wszystko, wchodź w interakcję z publiką i swoją społecznością. Odpowiadaj na każdy komentarz, dziękuj za pochwały, słowa wsparcia i deklaracje inwestycji. Reaguj szybko i nie wstydź się prosić o udostępnienie informacji o kampanii i zachęcenie innych do zainwestowania. Możesz nawet zrealizować sesję Q&A (pytań i odpowiedzi).

      Po starcie kampanii equity crowdfundingu Migam prawie codziennie publikowało aktualności na Facebooku. Marka koncentrowała się na swojej ofercie i pitchu, ale równoważyła to materiałami poświęconymi codziennej działalności spółki – udziałem w różnych eventach i konkursach, informacjami o nowych partnerach, ekspansji do innych krajów. Do tego swobodnie obracała się między różnymi formatami treści, największy nacisk kładąc na wizualne.

      21674_928420153844877_2360496466900446674_n

      Podobną strategię przyjęła Adzuna, która często dzieliła się ze społecznością informacjami o postępach w zbiórce, odwiedzonych i zorganizowanych wydarzeniach oraz dziękowała za wsparcie. Przy tym subtelnie przemycała w postach link prowadzący do strony pitchu.

      2016-12-06_01h41_19

      Wydarzenia

      Funkcje

      Pisaliśmy już, że najlepsze wrażenie możesz wywrzeć nie w internecie, ale na żywo, ściskając dłoń potencjalnego inwestora czy partnera. Teraz, na etapie post-launch, możesz odesłać dowolną poznaną osobę do strony pitchu na platformie. I to na ten moment Twój najważniejszy cel obecności na wydarzeniach – promowanie trwającej kampanii i “miękka” konwersja, a w tym:

      • przekonanie do zainwestowania,
      • nawiązanie relacji biznesowych – w przypadku partnerów, klientów,
      • zachęcenie do rekomendacji i udostępnienia informacji o inicjatywie – w przypadku influencerów, mediów, ale również partnerów i klientów.

      Treści

      Jeżeli na etapie pre-launch udało Ci się zadbać o solidny system monitoringu wydarzeń i wygodny kalendarz, to zapewne stoisz przed wyborem kilku z wielu różnych eventów biznesowych, konferencji specjalistycznych, zjazdów inwestorów i targów firm. Teraz pozostaje Ci wykorzystać ten potencjał do maksimum.

      • Zaplanuj uczestnictwo w przynajmniej dwóch wydarzeniach. Jeden może być konferencją branżową, gdzie spotkasz profesjonalnych inwestorów, zainteresowanych właśnie Twoim obszarem działalności. Natomiast drugie wydarzenie może być zjazdem startupów, na którym spotkasz potencjalnych partnerów i media.
      • Zamiast dużych konferencji z tysiącami uczestników, wybieraj mniejsze wydarzenia z bardziej przyjazną atmosferą. Na mniejszych eventach uczestnicy są bardziej skłonni do kontaktu i budowaniu zaufania, co jest niezbędne przy inwestowaniu.
      • Dla maksymalizacji efektywności i dobrego wrażenia, możesz rozważyć druk wizytówek biznesowych, na których zamieścisz adres WWW swojego pitchu na platformie.
      • Po każdym wydarzeniu zbierz otrzymane wizytówki i napisz kurtuazyjną wiadomość z podziękowaniem za rozmowę oczywiście, załącz link do pitchu i zachęć do zainwestowania i/lub udostępnienia.

      Earned media

      Funkcje

      Przypominamy, że w przypadku earned media, czyli tych kanałach, na które musisz sobie “zasłużyć”, mówimy o obecności na wydarzeniach, udostępnieniach informacji o inicjatywie przez społeczność, partnerów i media oraz wsparciu influencerów. Na etapie post-launch funkcja earned media jest w zasadzie tylko jedna – nagłaśniać Twój pitch, budując jego zasięg i dotarcie do jak największego grona potencjalnych inwestorów.

      Treści

      Sięgnij po przygotowane na etapie pre-launch zasoby, tj. arkusz zarządzania relacjami i press release. Oczywiście, wśród mediów znajdujących się na Twojej liście będą takie, które Twoja inicjatywa może zainteresować bardziej oraz takie, których nie zainteresuje ona wcale. Tych drugich będzie zapewne więcej… choć możesz mieć na to wpływ dzięki kilku prostym zabiegom – poświęcimy im więcej miejsca w części dot. planów taktycznych. Tym bardziej opłaca się wysłać swój press release do jak największej ilości mediów. Nic Cię to nie kosztuje.

      Ekspozycję pitchu można uzyskać działając także w mniejszej skali i w sposób bardziej spersonalizowany.

      • Nie wahaj się poświęcić kilkunastu minut każdego dnia, aby osobiście podziękować wspierającym na Facebooku lub Twitterze.
      • Napisz osobistego maila do inwestora, który wpłacił szczególnie wysoką kwotę.
      • Nagraj filmik, w którym odwołasz się do tekstów, które dziennikarze napisali o Twoim projekcie.

      Świetnie pomoże Ci wsparcie narzędzia Brand24. Monitorując swoją markę w sieci, będziesz w stanie zidentyfikować i dotrzeć do wszystkich, którzy wspomnieli o Twojej inicjatywie. Podziękuj im i daj im dobry powód do tego, aby zrobili to ponownie :)

      Inne Beczki doczekały się w trakcie kampanii wywiadu na blogu Tomka Kopyry, jednego z najważniejszych i najpopularniejszych blogerów/vlogerów piwowarskich w Polsce, oraz kilku wzmianek medialnych.

      Podobnie Adzuna, o której pisał m.in. portal Startups.

      Paid media

      Funkcje

      Tak jak w przypadku earned media, działania płatne na etapie post-launch mają służyć:

      • wzmacnianiu ekspozycji i zasięgu pitchu, czyli dotarciu do jak największego grona osób…
      • …oraz konwersji, czyli zachęceniu ich do wejścia na stronę kampanii i zainwestowania w Twój startup.

      Treści

      Wykorzystaj w szczególności dwie formy reklamy płatnej, które dają najlepszy zwrot z nakładów na reklamę (tzw. ROAS), jeżeli tylko są rzetelnie wykorzystane:

      • Facebook Ads
      • Google AdWords

      Oczywiście, możesz uwzględnić reklamę na Instagramie, Twitterze, LinkedIn, a nawet sięgnąć po płatne mailingi, ale są to duże nakłady przy względnie niewielkim zwrocie. Kilka porad w zakresie działań reklamowych znajdziesz już w planach taktycznych.

      Plany taktyczne post-launch

      Nim zaczniesz wdrażać w życie poniższe plany taktyczne, miej pewność, że masz na podorędziu wszystkie przydatne narzędzia.

      Twoje niezawodne, stale aktualizowane arkusze:

      • zarządzania relacjami,
      • bazy kontaktów,
      • zarządzania działaniami promocyjnymi i treściami,
      • kalendarza wydarzeń.

      Kilka aplikacji na smartfona, które pozwolą Ci zachować kontrolę nad sytuacją w każdych okolicznościach:

      • Facebook Page Manager do zarządzania fanpage na Facebooku, kampaniami reklamowymi oraz szybkiej reakcji na komentarze
      • Google Analytics, by śledzić ruch na stronie, jeżeli masz taką możliwość,
      • Brand24 do śledzenia wzmianek o Twojej marce w sieci,
      • Evernote do robienia szybkich, wygodnych notatek,
      • Wunderlist do tworzenia checklist w ramach realizowanej strategii,
      • Slack do szybkiej i bezbolesnej komunikacji i koordynowania działań z resztą zespołu.

      Przygotuj też press release, który trafi do mediów i być może także do influencerów w nieco innej formie.

      Do dzieła!

      1. Zmobilizuj team i sojuszników
      2. Reaguj, informuj, dyskutuj, angażuj
      3. Zwróć uwagę mediów
      4. Znajdź większego inwestora
      5. Zainwestuj pieniądze w reklamę

      1. Zmobilizuj team i sojuszników

      Nie licz na sukces osiągnięty samodzielnie. Nam pozostaje mieć nadzieję, że nie będzie takiej konieczności ;)

      W poprzednich częściach pisaliśmy o 3F (Friends, Family & Fools) oraz o dobrej organizacji i podziale ról w zespole Twojego startupu. Teraz pora wykorzystać potencjał tej wspólnoty w zbożnym celu.

      • Każdy w Twoim zespole powinien partycypować w promocji kampanii. Wszyscy tworzący startup powinni czuć się współtwórcami inicjatywy i najważniejszymi jej ambasadorami. Niech udostępniają informacje dot. pitchu, dzielą się aktualnościami w swoich kręgach, pozują do zdjęć razem z Tobą. Niech również mają swoje wizytówki z adnotacją o kampanii.
      • Zadbaj o pierwsze wpłaty w ciągu pierwszej doby. Niech będą to mikroinwestycje ze strony rodziny, przyjaciół i ludzi w społeczności, których zgromadziłeś na etapie pre-launch lub jeszcze wcześniej. To przy tym dobry sposób na to, aby przekonać się na ile Twoi bliscy szczerze wierzą w sens tego czym się zajmujesz ;)
      • Inni Twoi sojusznicy, tacy jak partnerzy biznesowi i więksi klienci mogą wspomnieć o Twojej inicjatywie, jeżeli szanują Cię jako kontrahenta
      • i wreszcie – nie zapominaj, że Twoim sojusznikiem jest także platforma crowdfundingowa! Jeżeli Twoja kampania będzie dobrze zarządzana, a pomysł biznesowy atrakcyjny, możesz ich poprosić o dodatkowe wsparcie w promocji, np. w newsletterze, social media, czy poprzez ekspozycję na widocznej części strony głównej.
      Doug Monro
      współzałożyciel Adzuny

      Kiedy już oficjalnie wystartowaliśmy ze swoją kampanią crowdfundingu udziałowego, wiedzieliśmy, że to początek wytężonej pracy. Natychmiast zwróciliśmy się do naszych kręgów osobistych i zawodowych z prośbą o promowanie naszego pitchu. Wykorzystywaliśmy swoje kanały społecznościowe w każdy możliwy sposób, a wszyscy pracownicy Adzuny intensywnie informowali o inicjatywie w swoim środowisku. Współpracowaliśmy z mediami i platformą Crowdcube, naszymi partnerami biznesowymi – wszystko to po to, aby oferta inwestycyjna osiągnęła jak największy zasięg, a odbiorcy dowiedzieli się o tym, co wyróżnia naszą markę pośród innych.

      Kliknij i rozwiń

      2. Reaguj, informuj, dyskutuj, angażuj

      Ten punkt brzmi jak prawdziwe combo – i słusznie, bo prezentuje zespół powiązanych ze sobą czynności, które łączy postawa proaktywna w zarządzaniu społecznością.

      • Monitoruj sekcję komentarzy oraz to, co mówi się o Twojej marce w sieci. Reaguj na każde, nawet najdrobniejsze zapytanie, dziękuj za udostępnienia, subtelnie przekierowuj do strony pitchu. Udostępniaj pochwały, wyróżniaj tych, którzy wyróżnili Twój startup i okaż im wdzięczność.
      • Odpisuj na wszystkie wiadomości e-mail. Jeśli nie możesz odpisać w danym momencie, podziękuj za wiadomość i poinformuj, że odpiszesz przy najbliższej okazji.
      • Dziel się aktualnościami kilka razy w tygodniu, ale dodając do nich nutę emocji. Inwestorzy i społeczność naprawdę chcą wiedzieć, co się dzieje z Twoim biznesem. Zainwestowali w niego emocjonalnie i finansowo albo planują planują to zrobić. Musisz pokazać im, że siedzisz w tym w 100% i robisz wszystko co w Twojej mocy, aby inicjatywa się udała.
      • Chwal się, bo Twoje sukcesy to również sukcesy inwestorów. Zdobyłeś nowego partnera? Nowe klienta? Zaproszono Cię na wydarzenie branżowe? Do zespołu dołączyła nowa osoba? To wszystko materiał na dobrą aktualizację.
      • Proś o wkład i opinię społeczności. Inwestorzy i potencjalni inwestorzy chcą czuć, że zależy Ci na ich zdaniu – w końcu, jako udziałowcy, powinni mieć wpływ na Twój startup. Już teraz udowodnij im, że traktujesz ich poważnie.

      3. Zwróć uwagę mediów

      Media, czy też prasa, mogą okazać się Twoim najpotężniejszym sojusznikiem, a ich udział w ekspozycji Twojego pitchu – czynnikiem, który zaważy o sukcesie inicjatywy. Musisz w sposób przemyślany wykorzystać wcześniej przygotowane press release oraz arkusz relacji i kontaktów do mediów.

      • Kontakt z mediami buduj stopniowo przed wysyłką informacji prasowej. Zainteresuj się twórczością dziennikarzy, którzy pracują w mediach dodanej do Twojej bazy. Napisz do nich w kontekście jakiegoś artykułu, obserwuj ich na Twitterze, komentuj tweety, retweetuj. Zapamiętają Twoje nazwisko i mogą chętniej otworzyć sygnowanego nim e-maila zawierającego press release
      • Nie wysyłaj press release za wcześnie. Zrób to w wtedy, kiedy pojawi się już istotny wkład ze strony inwestorów. Dziennikarze lubią pisać o sukcesach i o tym, czym zainteresowała się jakaś część opinii publicznej.
      • Nie wysyłaj press release, które jest niestarannie przygotowane. Literówki, nie działające hiperłącze, obrazy w niskiej rozdzielczości z miejsca przekreślą szanse na publikację.
      • Swoją informację dla mediów skondensuj do 5W. Czyli: Who, What, Where, When, Why. Oprzyj się pokusie, aby pisać zbyt wiele, skoncentruj się na meritum i na tym, co najważniejsze z perspektywy czytelników i potencjalnych inwestorów.
      • Bądź na bieżąco z trendami. Jeżeli wiesz, co aktualnie czytają i czym interesują się Twoi potencjalni klienci i inwestorzy, będziesz w stanie dopasować swój press release do oczekiwań czytelników.
      • Poświęć szczególną uwagę mediom lokalnym. Być może chcą one promować i wspierać miejscowy biznes?

      4. Zainwestuj pieniądze w reklamę

      Nie ma sukcesów bez inwestycji. W powodzenie przedsięwzięcia crowdinvestingowego wkładasz swoje serce, pracę, reputację. Warto też mądrze ulokować część funduszy w ramach paid media, zwiększając ekspozycję i ruch na stronie pitchu. Co do zasady, im więcej użytkowników skierujesz do lejka konwersyjnego, tym większe prawdopodobieństwo na pozyskanie dużej liczby inwestorów. Jest możesz sobie pomóc osiągnąć taki efekt?

      • Dobrze wskaż cele reklamy. Chodzi Ci przede wszystkim o generowanie ruchu na stronie i podjęcie na niej konkretnej akcji.
      • Precyzyjnie targetuj swoich odbiorców. Szczególnie na Facebooku znaczenie ma to, jak określisz odbiorców reklamy – pod kątem ich demografii, psychografii (zainteresowań), zachowań i lokalizacji. Pamiętaj przy tym o charakterystyce swojego inwestora, którą wspólnie przygotowaliśmy na etapie analizy strategicznej.
      • Dopasuj kreację do odbiorcy. Obraz, tekst, CTA, czyli wezwanie do działania – każdy ten element reklamy musi być dostosowany do odbiorcy i celu, który chcesz za jej pomocą zrealizować. Twoja kreacja musi sprawić, że potencjalny inwestor poczuje motywację do kliknięcia, zapoznania się z Twoim startupem, ofertą inwestycyjną i wsparcia.
      • Stosuj kampanie testowe. Możesz testować różne kreacje kierowane do tej samej grupy odbiorców na zasadzie tzw. testów A/B. Monitoruj je i wyciągaj wnioski pod kątem ich efektywności. A następnie zwiększ budżet na tą, która przynosi najlepszy rezultat.
      • Podpieraj się Keyword Plannerem, Analytics i innymi narzędziami Google w przypadku korzystania reklamy AdWords. To rada, której udzieli Ci każdy marketer… problem w tym, że nie każda platforma crowdfundingu udziałowego umożliwi Ci wpięcie kodu śledzenia ruchu na stronie Twojego pitchu. Beesfund z pewnością da Ci taką możliwość za pośrednictwem dedykowanej strony.

      5. Szukaj większego inwestora

      Nie udało Ci się znaleźć większego inwestora na etapie pre-launch, który byłby zainteresowany Twoim startupem? Nie szkodzi. Teraz masz na to większe szanse, bo trwająca kampania to Twój interaktywny pitch, a wpływające środki finansowe od mniejszych inwestorów stanowią walidację pomysłu biznesowego.

      • Ośmiel się i napisz do funduszy VC, które znajdują się w Twojej bazie czy arkuszu relacji.
      • Zapytaj społeczność o kontakty do większych inwestorów. Możesz wykorzystać do tego grupy dyskusyjne, czyli wyjść poza własne kanały.

      Oczywiście, w wiadomości prywatnej załącz link do trwającej kampanii. Im więcej internetowych inwestorów pozyskasz i środków zbierzesz, tym bardziej atrakcyjny w oczach większego kapitałodawcy będzie Twój startup.

      Gdyby udało Ci się pozyskać deklarację o chęci wsparcia od większego inwestora, pochwal się tym za jego zgodą! To może być jeden z najsilniejszych argumentów do zainwestowania dla niezdecydowanych lub do nabycia dodatkowego pakietu udziałów/akcji.

      Jakub Kajetan Szulczewski, współzałożyciel Innych Beczek

      Przygotowaliśmy szereg działań, w tym reklamę płatną, która miały ruszyć po dwóch tygodniach kampanii i wspomóc „organiczne” wysiłki. Stawialiśmy głównie na Facebooka jako miejsce, w którym nasi potencjalni akcjonariusze dowiedzą się o akcji, a następnie środowisko Google AdWords jako narzędzie do remarketingu. Kampanię zamknęliśmy po 11 dniach (z sukcesem!), dlatego nie zdążyliśmy uruchomić większości działań. Wydaliśmy tylko niewielką kwotę na promocję postów na Facebooku.

      Kliknij i rozwiń

      Udało się! Co dalej?

      No właśnie: co dalej? Oczywiście, przyjmij nasze serdeczne gratulacje. Być może nawet mieliśmy w tym sukcesie swój udział :) Ale prosimy. nie osiadaj jeszcze na laurach. Zwycięstwo ma słodki smak, ale przed Tobą jeszcze praca. Trzeba podziękować społeczności i wszystkim, którzy mieli swój udział w inicjatywie, a przede wszystkim zadbać o dobre relacje z nowymi udziałowcami – na teraz i na przyszłość. O tym, jak to zrobić powiemy Ci w kolejnej części.

        Szkolenia

        Skomentuj