Współdzielmy ubrania. Sharing economy transformuje świat mody

Przeczytasz w 9 minut Collaboration
Autor 17 października 2017

O diable wiemy, że ubiera się u Prady. Podobnie szafa każdego śmiertelnika i śmiertelniczki ograniczona była do tej pory możliwościami zakupowymi kolejnych kolekcji wybranych marek. Gospodarka współdzielenia zmienia jednak i ten model, kreśląc nowy horyzont dla zabawy stylem.

Partnerem i patronem naszego Przewodnika po Sharing Economy jest firma Traficar

Sharing economy wciąż zmienia kolejne modele biznesowe i branże, pokazując jak technologia pozwala uczynić dostęp wygodniejszym i przyjemniejszym doświadczeniem niż posiadanie. Ale to, co sprawdza się dla stosunkowo uniwersalnych dóbr, jak auta czy mieszkania, nie musi działać tak łatwo dla ubrań i akcesoriów. Każdy, kto chociaż raz skorzystał ze sklepu internetowego na pewno zna ten problem: rozmiar, jakość wykonania, faktura i kolor potrafią czasem zaskoczyć na żywo. Dla niektórych kolekcjonowanie ubrań w szafie to hobby, inni powiedzą, że garderoba jest zbyt prywatna, żeby regularnie przechodziła z rąk do rąk. Czy można przeskoczyć te ograniczenia?

Najnowsze badania konsumenckie mówią, że nawet 1/5 millenialsów w UK jest zainteresowana współdzieleniem ubrań, sprzętu sportowego i produktów DIY, a nieco mniej niż 10% podobnie postąpiłoby z biżuterią. Doceniają możliwość ograniczenia wydatków na przedmioty, a luksus wolą pożyczyć od czasu do czasu, niż trzymać w szafie za bajońską sumę. Model collaborative consumption staje się zatem częścią zmiany we wszystkich dziedzinach życia.

Te trendy znajdują odbicie w nowych inicjatywach. Na przestrzeni ostatnich lat powstały pierwsze innowacyjne platformy dla fashionistek i miłośników mody, które dzięki internetowi i smartfonom dają nowe narzędzia do wymiany informacji, wypożyczania i wymieniania się ubraniami oraz akcesoriami.

Tydzień z Saint Laurent za garść dolarów

Pierwszy sposób na współdzielenie mody to skorzystanie z serwisów, które oferują wypożyczenie ubrań. Jedziesz na tydzień wakacji i przydałyby Ci się nowe sukienki letnie, a w sklepach króluje cieplutka wełna? Chcesz śmiało wyjść poza kilka zestawów dżinsów i tiszertów, ale nie masz czasu ani chęci rozbijać się po galeriach handlowych? A może masz ochotę co tydzień zaskakiwać nowymi kolczykami i torebką, ale nie chcesz przy okazji zbankrutować?

 

W kręgach projektantów mówi się już, że Netflixem haute couture jest portal Rent The Runway, założony w 2009 roku przez Jennifer Hyman i Jennifer Fleiss, absolwentki i przyjaciółki z Harvard Business School. Ich propozycja to kilkudniowe doświadczenie noszenia sukienek od projektantów znanych ze światowych wybiegów za 10-30% ceny. Zasady są proste:

  1. wchodzisz na stronę/aplikację i tworzysz konto
  2. wybierasz sukienkę i/lub dodatki (w ofercie są również torby, biżuteria, okulary przeciwsłoneczne) za pomocą filtrów – dokładnie jak w sklepie internetowym
  3. wybierasz dwa rozmiary – drugi to gratis na wypadek, gdybyś nie była pewna rozmiarówki – i 4 lub 8-dniowy okres wypożyczenia
  4. płacisz za długość wypożyczenia i dodatkowe 5$ ubezpieczenia, zwrot jest darmowy.

Rent The Runway (RTR) ma szereg ciekawych mechanizmów, które ułatwiają przekonanie się, czy dane ubranie „jest na Ciebie”. Istnieje rozwinięty system ocen, galeria zdjęć innych użytkowniczek strojów, a także komentarze, przy których wyświetlają się informacje o wzroście, sylwetce i innych szczegółach, które mogą być przydatne w podejmowaniu ostatecznej decyzji.

Na zainteresowanie nie trzeba było długo czekać. Serwis stał się mostem między światem wielkiej mody a przeciętnymi możliwościami finansowymi młodych kobiet. Sama Jennifer Hyman podkreśla, jak współcześnie rośnie zapotrzebowanie na podobne usługi:

Kiedyś można było nosić jeden strój do pracy, a potem znowu założyć go w weekend ze znajomymi. Ale dziś potrzebujemy więcej różnorodności, bo przecież już zrobiłyśmy sobie zdjęcie i wrzuciłyśmy na Instagrama”

O popularności Rent The Runway niech świadczy fakt, że firma zarządza też największą w USA… pralnią, czyszcząc około 3200 sukienek w każdej godzinie! W ciągu ostatnich paru lat otworzyła flagowe salony doradztwa stylu w kilku amerykańskich miastach i cieszy się już ponad 6 milionową bazą klientek. Z racji na uzależnienie od sieci dostaw i prania, serwis na razie oferuje swoje usługi tylko w Stanach.

W podobnym modelu otwierają się jednak kolejne serwisy – The Black Tux to nieco bardziej minimalistyczny odpowiednik RTR dla mężczyzn, skupiony na dostarczaniu wszystkich elementów stroju wokół wiodącego motywu smokingu, a Chic by Choice stanowi dokładną kopię RTR na rynku brytyjskim. Ciekawą drogę przebył indyjski portal The Duffl, który zaczynał jako bazar online (zbliżony do Szafa.pl), by obecnie pracować nad usługą wynajmu ekskluzywnych strojów.

the-black-tux-wethecrowd

Z kolei dla ekipy stojącej za Bag Borrow or Steal najważniejsze jest umożliwienie każdej kobiecie dostępu do torebek z najwyższej półki. Mowa tu o naprawdę gorących nazwiskach – projekty McQueena, Chanel, czy D&G na terenie USA można wynająć na miesiąc za kilkaset dolarów. To wciąż droga zabawa, ale nie takie poświęcenia znosimy czasem dla odrobiny luksusu.

Czy Polki są skazane na czekanie, aż ktoś skopiuje ten udany model? Niekoniecznie. Włoski start-up Drexcode, oparty oczywiście o domy mody z Mediolanu, już teraz gwarantuje dostawy w całej Europie. Oferta portalu pozostawia wiele do życzenia, ale pierwsze kroki zostały postawione.

Poranna dostawa świeżego stylu

Inną drogą poszły z kolei platformy, które zainspirowały się modelem abonamentu. Znając niepowtarzalne poczucie stylu i preferencje każdej osoby, regularne podsuwanie jej nowych ubrań może zarówno pomóc w uzupełnieniu kreacji kompletowanych z opatrzonej już szafy, jak i czasem wesprzeć w „wychodzeniu ze strefy komfortu”, jak mawiają guru coachingu.

Wcześniej podobny model testował Stitch Fix, jednak wysyłka ubrań miała na celu przymiarki w domu i decyzję o kupnie lub odesłaniu. Amerykański Le Tote dodał do tego element współdzielenia. Regularnie przysyłane boxy w dowolnym momencie można odesłać w zamian za dostawę kolejnej paczki.

Taki plan subskrypcji można porównać do Spotify, w którym za opłatą moglibyśmy słuchać tylko jednego gatunku muzyki – a w dowolnym momencie zmienić go na inny, wszystko w ramach stałej opłaty. Dla ubrań okazuje się to znacznie lepsze, niż ciągłe kupowanie i przerost szafy. Branża modowa już zauważyła, że sharing economy pozwala uniknąć nadmiaru przy ciągłym eksperymentowaniu ze stylem.

W ten trend wpisuje się już wiele serwisów. W Japonii króluje AirCloset, a w Indiach stabilnie rozwijają się paczkowane męskie koszule od OhLook. Dla pań w większych rozmiarach ciekawą propozycję ma Gwynnie Bee. Nowojorski FreshNeck regularnymi dostawami najwyższej klasy krawatów, poszetek i spinek do mankietów łamie rutynę męskiego garnituru. Wspomniany już Rent The Runway wyczuł, że subskrypcja to przyszłość i uruchomił alternatywną usługę pod nazwą Unlimited.

Chociaż biżuteria jest oceniana jako bardziej prywatna, założycielki RocksBox postanowiły zmierzyć się z tym rynkiem. Płacąc zaledwie 21$ miesięcznie, użytkowniczki platformy otrzymują paczkę z 3 luksusowymi akcesoriami wybranymi przez stylistki serwisu na bazie lajkowanych wcześniej przykładowych dodatków. Praca stylistek jest tu kluczowa – starają się dobierać naszyjniki, kolczyki, bransoletki i pierścionki w jedną, spójną z gustem użytkowniczek stylizację.

Społeczności otwartych szaf

Współdzielenie mody to nie tylko, a nawet przede wszystkim, rentowne firmy i odgórna oferta. Przecież podstawą tego trendu jest udostępnianie innym tego, co już mamy i co pozostaje niewykorzystane. Airbnb czy BlaBlaCar przyciągają też dlatego, że pozwalają łatwo realizować współdzielenie od drugiej strony, przynosząc drobne zyski z uwolnienia nieużywanej wartości. Wokół portali fashion sharing, które mają na to odpowiedź, gromadzi się coraz więcej miłośniczek i miłośników mody.

Francuski start-up Rentez-Vous zorganizował całą sieć społecznościową, która obecnie obejmuje już Francję i Wielką Brytanię. Dodawane przez użytkowników i użytkowniczki (portal zachęca obie płcie do wymiany) darmowe ogłoszenia są opatrzone ceną za dobowy wynajem. Dzięki temu osoby mające imponujące kolekcje chętnie wystawiają swoje ubrania. Taka opłata to szansa na dorobienie na boku, niejako w nagrodę za długie godziny spędzone na polowaniach na naprawdę ciekawe stroje.

Hasłem „zamień swoją szafę w inwestycję” promuje się Covet, uruchomiona niedawno australijska aplikacja społecznościowego współdzielenia ubrań skierowana wyłącznie na iPhone’a.  Z kolei StyleLend próbuje połączyć społeczność i motyw zarobkowy z doświadczeniem ekskluzywnego butiku – kreacje muszą wpisywać się w pewien wspólny poziom luksusu, a całość usługi jest pośredniczona przez portal w anonimowy sposób. Niestety, kosztem jakości usługi pada element poczucia przynależności do „ludzkiej”, żywej grupy fashionistek.

Na aktywną społeczność pełną nowych więzi stawiają twórczynie Tumnus, platformy łączącej panie o podobnym poczuciu mody i figurze. Ten serwis porzuca zupełnie względy finansowe, stawiając raczej na bliską integrację – stąd na razie działanie ogranicza się do Melbourne, gdzie kilka dni temu uruchomiono aplikację. Użytkowniczki oceniają Tumnus jako Instagrama dla modowych przyjaciółek, ponieważ silny nacisk położono na mechanizm dobierania konkretnych osób, z którymi chcemy dzielić się ubraniami.

Polskie mamy w awangardzie współdzielenia

Bardzo popularny okazał się amerykański portal mody ciążowej Borrow For Your Bump, który połączył usługi wynajmu eleganckich sukienek czy żakietów z abonamentem na krążące boxy z ubraniami. W tym przypadku nisza jest zarówno zbawieniem, bo lepiej współdzielić ubrania 9 miesięcy niż je kupować, jak i ograniczeniem dalszego rozwoju.

Pod koniec ubiegłego roku młoda mama, Katarzyna Bielazik, postanowiła stworzyć portal, który pomaga Polkom właśnie w tej niszy – ale zamiast wejść w model korporacyjny, oparła go o siłę społeczności i drobnych opłat dobowych. MamaPożycza to zresztą znacznie więcej niż tylko ubrania ciążowe ze wspólnej szafy, na portalu znajdziemy także wózki dziecięce, nosidełka, a nawet zabawki. Całość dopełniają spotkania kawowe, blog i atmosfera wspólnoty, która wyłania się nawet z prostej lektury wystawianych komentarzy.

Katarzyna Bielazik, założycielka MamaPożycza

Pochodzę z niewielkiej miejscowości pod Poznaniem i pamiętam czasy, kiedy nie cierpieliśmy na nadmiar rzeczy tak jak dziś. Jeden rower, rolki, sanki, narty na trzy rodziny i nie było problemu, aby korzystać z tych rzeczy. Dzielenie się rzeczami praktykuje praktycznie od zawsze. Pamiętam czasy, gdy ubrania przychodziły w darach kościelnych, potem hitem były lumpeksy z markową odzieżą. Pożyczałam i pożyczam zarówno swoje rzeczy innym, jak pożyczałam od innych i tak już zostało. Tak właśnie zaczęła się historia z MAMA pożycza – zaczęłam od siebie.

Kliknij i rozwiń

Niestety – poza sukcesem portalu MamaPożycza, Polska wciąż nie może pochwalić się świeżymi inicjatywami wnoszącymi współdzielenie do naszych codziennych stylizacji. Miejmy nadzieję, że ten artykuł będzie pewną inspiracją do zakładania nowych platform, również przez duże firmy, doceniające zmiany w podejściu do posiadania przedmiotów.

Świat mody współdzielonej

Powiew świeżości jaki oferuje gospodarka współdzielenia dla mody jest dla mnie kapitalny. Głównym problemem jest wciąż raczkująca oferta w różnych krajach, niż pomysł sam w sobie. Dlaczego tak sądzę? Ostatecznie za otwartym podejściem do tego trendu przemawia kilka mocnych argumentów:

  • oszczędność – wzbogacenie zestawów dzięki rozwiązaniom sharing economy chroni przed drogimi wyprawami w poszukiwaniu czegoś, co odświeży styl gdy nadchodzi nowy sezon;
  • niepowtarzalne kreacje – współdzielenie mody to solidna alternatywa dla kupowania ubrań na wyjątkowe okazje (czasem z góry przyjętą intencją zwrócenia na drugi dzień, co okresla się jako wardrobing);
  • ochrona środowiska – ubrania i akcesoria są drogie, ale stosunkowo rzadko noszone. W dodatku nudzą nam się średnio po 7 użyciach – a dla wielu osób ten czas jest znacznie krótszy. Większe wykorzystanie garderoby gwarantuje, że jej część nie trafi za chwilę na śmietnik, a produkcja kolejnego przedmiotu zużyje ograniczone zasoby planety;
  • dodatkowy przychód – niektóre modele wspólnej konsumpcji pozwalają pobierać drobne opłaty za wypożyczanie swojej szafy. Z odpowiednim nastawieniem zakupy to nie tylko guilty pleasure, ale mała inwestycja!

Ostatecznie zatrzymuje nas już tylko twarde ograniczenie – dzielenie się ubraniami działa tylko, jeśli ktoś je kupuje w pierwszej kolejności. Mimo wszystko, w granicach rozsądku warto ograniczać konsumpcję nowych ubrań, dla stanu własnego portfela i zdrowia środowiska.

Współdzielenie mody to wciąż młody, rozwijający się rynek. Próby wniesienia nowego podejścia do naszego postrzegania ubrań nie zawsze kończą się sukcesami. Australijsko-amerykański startup 99Dresses zakończył prestiżowy program YCombinator w zimie 2012 roku jako najlepiej oceniany pomysł, ale już 2 lata później nie był w stanie przeskoczyć problemów, które trapią wiele inicjatyw na początku rozwoju. Założycielka Nikki Durkin była zmuszona zamknąć projekt.

Podsumowując modele biznesowe i rodzaje projektów, jakie powstały w tym sektorze przez ostatnie kilka lat, podzieliłem fashion sharing zgodnie z poniższą typologią:

 

modele-biznesowe-wethecrowd

Serwisy typu fashion rental chcąc osiągnąć sukces muszą przede wszystkim zdjąć większą część problemu z głowy użytkowników i użytkowniczek – decydując jasno, jak wygląda sprawa ubezpieczenia i pokrywania kosztów w przypadkach losowych, co więcej, organizując bazę logistyczną transportu i czyszczenia w taki sposób, żeby słynne już doświadczenie frictionless z aplikacji mobilnej przenieść na ciągłą cyrkulację przedmiotów. Dla biznesu P2P oczywiście najważniejsze jest przekonanie społeczności, żeby wciąż angażowała się bardziej. Prawdziwa pasja do ciuchów, czego nie można kupić.

Musimy przywyknąć do tego, że nie da się przesłać biżuterii i stosu ubrań kablem internetowym. Ale wszystkie te przykłady dowodzą, że współdzielenie mody może działać w praktyce. I będzie tylko popularniejsze – w końcu dziś „access is the new ownership”.

Partnerem i patronem naszego Przewodnika po Sharing Economy jest firma Traficar

    Szkolenia

    Skomentuj

    Zróbmy sobie porno. XConfessions i crowdsourcing

    Przeczytasz w 20 minut Co-creation Collaboration Crowdsourcing
    Autor 9 października 2017

    Jeśli podpytać nastolatków spod bloku, skąd wiedzą coś o seksie, oprócz chichotów można usłyszeć, że z porno. Erika Lust zamierza zmienić to przy pomocy… porno. XConfessions to projekt, w którym internauci dzielą się swoimi fantazjami na potrzeby scenariuszy. Czysty crowdsourcing kina XXX w służbie społecznej.

    Lust czyli pożądanie

    Mówi się o niej “pionierka europejskiej pornografii alternatywnej”. I choć reżyserek kina dla dorosłych jest sporo, to właśnie jej nazwisko najczęściej wywołuje wypieki na twarzy. Erika Lust (Sztokholm, 1977) studiowała politologię na uniwersytecie w Lund specjalizując się w zagadnieniach feminizmu i praw człowieka. To tam też dowiedziała się, że pornografię można traktować jako dyskurs, co stało się dla niej impulsem do działania. Swój pierwszy film The Good Girl (2004) opublikowała w sieci za darmo. W ciągu kilku dni został pobrany około milion razy. Zainteresowały się nią media, a ona sama utwierdziła się w przekonaniu, że potrzebna jest alternatywa dla mainstreamowego porno. Natychmiastowy sukces zachęcił ją do wkroczenia na poważnie w przemysł pornograficzny. Na swoim koncie ma wielokrotnie nagradzane produkcje –  Five Hot Stories for Her, Life Love Lust and Cabaret Desire. Ten ostatni, znany pod polskim tytułem jako “Siła pożądania” sprowadził w 2015 r. na telewizję TVN karę KRRiT w wysokości 200 tysięcy złotych.

    erica-lust-wethecrowd

    Oprócz kręcenia filmów krótko- i pełnometrażowych, pisze książki, prowadzi bloga oraz własny sklep z filmami, gadżetami i prezentami. Jej produkcje można oglądać na trzech platformach streamingowych – Lust Cinema, Erotic Films i XConfessions. Feministki pokochały ją jeszcze bardziej po wydaniu bestsellerowego przewodnika po świecie feministycznej pornografii: Good Porn. A Woman’s Guide. Tygodnik El mundo zaliczył ją do grona 50-ciu najbardziej wpływowych trzydziestolatek w Hiszpanii. I choć jej nazwisko łączy się często z hasłami “alternatywa”, “feministyczna”, “pornografia”, to ona sama często wspomina o swojej pracy jako tworzeniu filmów dla dorosłych w duchu indie.

    Porno w służbie społecznej

    Jedna trzecia treści w internecie to pornografia. Dostęp do darmowych serwisów oferujących filmy XXX jest łatwiejszy niż do profesjonalnej edukacji seksualnej. Już dzieci w wieku dziewięciu lat mogą zetknąć się z porno w sieci. Nietrudno zatem się domyślić, że to właśnie ono zastępuje rozmowę z rodzicami czy edukatorami. Erika Lust poprzez swoją twórczość chce zmienić porno z korzyścią dla dorosłych i dzieci.

    Kino, które realizuje, jest tworzone z perspektywy kobiety, ale na pewno nie kierowane wyłącznie do pań. Jak przyznała w wywiadzie dla EksMagazynu:  Mówiąc krótko, moje filmy skierowane są do osób, którym podoba się erotyka (i to nie tylko w odważnym i bezpośrednim wydaniu). Do ludzi przestrzegających seks jako coś radosnego, zmysłowego, naturalnego, pełnego pasji, afirmującego, wspaniałego, namiętnego i nade wszystko sprawiającego przyjemność. Czyli jako coś bardzo odmiennego od sterylnej, przewidywalnej, mechanicznej, anatomicznej wersji seksu, jaką można zobaczyć w większości filmów pornograficznych.

    Można powiedzieć, że jej filmy opierają się się trzech filarach: estetyki, wiarygodności argumentów i naturalności. Ten ostatni przywraca kobiecie w porno podmiotowość i przesuwa ciężar z przyjemności mężczyzny na przyjemność obojga (lub wielu) kochanków. Dla nieuważnych to strzał w powietrze: Kobiety lubią seks i nie jest to zboczenie! O społecznej odpowiedzialności Lust mówi się na wielu poziomach. Sam dobór aktorów i aktorek zróżnicowanych pod względem rasy, wieku czy budowy ciała wprowadza powiew świeżości w budowanie własnej seksualności.

    erica-lust-wethecrowd
    źródło: http://erikalust.com/lets-celebrate-diversity/

    Erika Lust wraz z mężem Pablo Dobnerem stworzyła także projekt edukacyjny skierowany do rodziców i nauczycieli. “The Porn Conversations” ma przygotować ich na rozmowy z młodzieżą o pornografii. Na stronie można znaleźć pomocne materiały wideo oraz poradniki.

    Dzięki temu coś, co do tej pory szeptem omawiano na przerwach lub w szatni, stanie się zwyczajnym elementem życia codziennego. Elementem budującym jednocześnie mocniejsze i zdrowsze więzi na linii rodzic-dziecko.

    XConfessions – crowdsourcing fantazji erotycznych

    Po premierze Cabaret Desire/Siły pożądania Lust otrzymywała mnóstwo wiadomości od fanów. Jedni pytali o to, jak to jest grać w porno, inni prosili o recenzję lub radę w sprawie własnych scenariuszy. Nie brakowało także fanowskiego uznania. Szwedka wpadła na pomysł, by stworzyć przestrzeń do anonimowej wymiany myśli, a jednocześnie inspiracji do kręcenia nowej serii. Tak w 2013 r. powstało XConfessions.

    erica-lust-wethecrowd
    źródło: http://xconfessions.com/film/coming-of-age

    Lust wybiera fantazje erotyczne opisane przez użytkowników na stronie projektu, a następnie przenosi je na mały ekran. To zaś nic innego jak crowdsourcing scenariuszy od członków społeczności! W wywiadzie dla i-D wymieniła cztery czynniki, które wpływają na wybór danej fantazji. Są to: oryginalność pomysłu, możliwości kinematograficzne, różnorodność i wykonalność. Reżyserka podkreśla, że najważniejsze dla niej są emocje i autentyczność, dlatego one także są kluczowe w wyborze historii. Seks-spowiedzi publikowane są w różnych językach: przeważa angielski, ale pojawiają się też wyznania w języku hiszpańskim lub niemieckim. Sama Lust zachęca, by tych języków było jak najwięcej, tak by XConfessions stało się projektem prawdziwie różnorodnym.

    Jakie przełożenie ma to na samą społeczność projektu? Wydaje się, że największym sukcesem jest moment, w którym fantazja staje się filmem. To jednak zaledwie czubek góry lodowej. Jednym użytkownikom wystarczy, że mogą podzielić się fantazjami na platformie. Inni będą zadowoleni, gdy kolejni zaczną komentować ich historie. XConfessions pozwala się zaangażować, prowadzić dyskusje na temat seksualności. To także miejsce, z którego można czerpać inspiracje i przenieść je do własnej sypialni.

    W 2014 r. Natalia z bloga Proseksualna wspomniała: – Chciałabym, aby było więcej „społeczności” w społeczności. W sumie mogę powiedzieć, że połowa użytkowników wraca i czyta wyznania innych, komentuje, publikuje kolejne. Druga połowa wchodzi na stronę, wpisuje swoje fantazje i znika, wiedząc tylko, że ich sekrety nie są już tabu. I to też jest okay! Należy dodać, że przy całej promocji różnorodności i naturalności przez Lust, platforma jest moderowana. Nie pojawi się na niej wyznanie, które godzi w zasady Lust lub promuje zachowania z granicy legalności.

    Jak dołączyć do XConfessions?

    Pierwszy krok to utworzenie konta na platformie. Wystarczy adres e-mail i login, którego będziesz używać. Kolejny krok to wybranie formy abonamentu. Najtańszy kosztuje 19.95$ miesięcznie, najdroższy 99.95$ za rok dostępu. Każdy z pakietów oferuje:

    • Oglądanie i pobieranie wszystkich powstałych w ramach XConfessions filmów.
    • Nieograniczony streaming.
    • Dwa nowe filmy miesięcznie.
    • Jakość HD.
    • Czytanie i komentowanie wszystkich wyznań.
    • Dodawanie własnych fantazji.
    • Dostęp na wszystkich urządzeniach mobilnych.
    • Bezpieczeństwo i prywatność.

    Ponadto otrzymuje się dostęp do materiałów dodatkowych, takich jak rozmowy z aktorami i aktorkami, tzw. behind the scenes, sylwetki ilustratorów i reżyserów, którzy pojawili się gościnnie. Po wybraniu abonamentu przechodzi się do płatności. Od tej pory można już logować się na swoim profilu i brać czynny udział w życiu społeczności. Teraz już tylko wystarczy podzielić się fantazją i liczyć na to, że zostanie ona wybrana do ekranizacji.

    Nakręceni

    Chcę pokazać seks pełen emocji – wspomina w produkcji Netflixa “Hot Girls Wanted: Turned On” Erika Lust. Seria Turned On porusza tematy związane z aplikacjami randkowymi, amatorskimi produkcjami w Internecie czy udziałem i korzystaniem z portali opartych na kamerkach internetowych. W odcinkach nie brakuje analizy bliskości, prywatności, godności, intymności czy nawiązywania relacji przez bohaterów, ale i użytkowników danych rozwiązań. Pojawia się teza, że ogrom seks-możliwości oferowanych przez internet i nowe technologie, nie pomaga nam dojrzale i pozytywnie traktować seksu i seksualności człowieka. – Nie możemy ignorować faktu, że pornografia jest dziś rodzajem edukacji seksualnej. Dzieci dorastają w świecie, gdzie randki online są czymś normalnym, szybszym i wygodniejszym, choć niekoniecznie zdrowszym. – komentuje Lust w jednym z odcinków. Wydaje się zatem, że wymiana myśli na XConfessions może być przyczynkiem już do samej rozmowy o seksie. Po ludzku, o pełnej gamie potrzeb i preferencji, a nie tylko tych serwowanych przez producentów mainstreamowego porno. Możliwe więc, że ekranizacja fantazji erotycznych tworzonych przez społeczność nie tylko wniesie powiew świeżości, ale i da podwaliny do budowania pozytywnej wizji seksualności.  

     

      Szkolenia

      Skomentuj

      Treści, których potrzebujesz na stronę swojej zbiórki crowdfundingowej

      Przeczytasz w 20 minut Crowdfunding
      Autor 13 września 2017

      Nikomu nie trzeba tłumaczyć, że dobrze przygotowane treści na stronie zbiórki crowdfundingowej to klucz do sukcesu. Od nich zależy, czy przekonasz odbiorcę do zaufania Twojemu projektowi i wsparcia go (najlepiej jak największą) sumą pieniędzy. Jak więc przygotować treści, które porwą tłumy?

      Liczy się pierwsze wrażenie

      Twój odbiorca trafi na Twoją zbiórkę najprawdopodobniej w mediach społecznościowych lub na którejś z platform crowdfundingowych. Masz tylko kilka sekund na przyciągnięcie jego uwagi. Musisz więc już w pierwszym kontakcie wywrzeć odpowiednie wrażenie.

      Przyciągający uwagę tytuł, to pierwsza rzecz o której powinieneś pomyśleć. Najczęściej będzie on zawierał nazwę Twojego pomysłu, ale czasem opłaca się dodać do niego kategorię i jakiś przymiotnik,  np. “Pierwszy crowdfundingowy poradnik contentowy”.

      Pamiętaj o atrakcyjnym coverze, który przyciągnie wzrok. Ładna, przejrzysta grafika z napisem powinna być idealna. Jeśli nie znasz Photoshopa i uważasz, że nie masz zdolności graficznych, skorzystaj z darmowych narzędzi takich jak Canva. W prosty sposób zajmiesz się obróbką zdjęcia, przytniesz je do odpowiedniego wymiaru i dodasz napis.

      Kolejna istotna sprawa to krótki opis. Te kilkaset znaków to miejsce, w którym musisz krótko i klarownie opisać jaki jest jest cel Twojego projektu. Tworząc go, pamiętaj, że społeczność nie tyle wspiera projekty, co osoby za nimi stojące. To, na co zbierasz pieniądze, jest efektem Twojej pasji – dlatego postaraj się zarazić nią innych.

      Dodaj call to action, czyli wezwanie do działania (np. “Pomóż nam wydać poradnik!” lub “Pokaż, że los kobiet w Afganistanie nie jest Ci obojętny.”) i nie bój się używać emocjonalnego języka – to właśnie one przekonają odbiorców do wsparcia Twojej zbiórki.

      Daj się poznać

      Umówmy się – film jest niezbędnym elementem strony Twojej zbiórki. Powinien trwać od 90 sekund do około trzech minut – dłuższy będzie nużący, a krótszy nie wystarczy do przekazania istoty Twojego pomysłu. Co powinieneś w nim zawrzeć?

      • Przedstaw się. Wspierający muszą Cię poznać. Opowiedz kim jesteś, jakie są Twoje dotychczasowe dokonania i co chcesz osiągnąć poprzez zbiórkę.
      • Zaraź pasją. Opowiedz dlaczego to właśnie Twój projekt jest wyjątkowy i warty wsparcia. Daj poczuć wspierającym swoją pasję.
      • Zachęć. Tutaj odwołaj się do namacalnych korzyści, czyli nagród, które oferujesz w zamian za wsparcie.
      • Zmotywuj. Daj odbiorcom jasny przekaz, dlaczego prosisz o pieniądze. Wyjaśnij na co dokładnie przeznaczysz zebraną kwotę pieniędzy. Dodaj też, że w razie niepowodzenia zbiórki środki wrócą bezpiecznie do wpłacających.

      Mów swobodnie, nie bój się emocji. Im większe zaufanie wzbudzisz, tym większe masz szanse na sukces.

      Pokaż swój pomysł i nagrody

      Opis zbiórki to punkt, w którym przedstawisz w końcu dokładniej swój pomysł oraz nagrody, które wspierający otrzymają w zamian za wpłaty.

      Zacznij od leadu, czyli wytłuszczonych kilku zdań, w których przedstawisz cel projektu i przyczyny, dla których warto go wesprzeć. Trzymaj się planu ramowego:

      • Opis projektu, czyli jego podstawowe funkcje, związane z nim korzyści i to, co wyróżnia go wśród innych.
      • Cele zbiórki, zapisane zgodnie z metodą SMART: proste, osiągalne, określone w czasie i mierzalne. Dokładnie opisz na co przeznaczysz zebrane środki.
      • Twój background, czyli kim jesteś, jakie są Twoje doświadczenia i dlaczego chcesz zrealizować ten projekt.
      • Lista nagród i ich poszczególnych szczebli. To bardzo ważny aspekt, którego nie wolno pominąć. Przedstaw nagrody w jak najbardziej atrakcyjny sposób, zastanów się w jaki sposób mogą przydać się wspierającym i dlaczego powinni chcieć je zdobyć. Żeby uatrakcyjnić przekaz, możesz użyć grafik lub infografik (o których szerzej napiszemy dalej) – ważne, żeby ta sekcja przyciągała wzrok i zachęcała do wsparcia. Ta część pełni rolę Twojej “witryny sklepowej”.
      • Kroki milowe i to co dotychczas zrobiłeś już w ramach projektu. Dobrze, żeby projekt miał swoją oś czasu z zaznaczonymi najważniejszymi wydarzeniami, które są istotne z punktu widzenia realizacji projektu.
      • Informacja o wyzwaniach, które jeszcze przed Tobą stoją. Tutaj najważniejsza jest… szczerość. Zdobądź zaufanie wspierających.
      • Rekomendacje, opinie i publikacje. Pokaż co mówią o Tobie inni. Idealna sytuacja, to taka, w której umieścisz tutaj wypowiedź autorytetu z Twojej dziedziny, ale mogą być to też opinie osób, które przetestowały Twój produkt lub wcześniej z Tobą współpracowały.
      • Media społecznościowe. Pokaż gdzie odbiorcy mogą Cię znaleźć poza stroną zbiórki. Tylko nie zapomnij na bieżąco ich prowadzić!

      Zadbaj o odpowiednią formę

      Im ciekawsza jest prezentacja Twojej zbiórki, tym lepiej. Dlatego nie bój się używać na swojej stronie grafik, infografik i filmów. Te ostatnie najbardziej przykują uwagę Twoich odbiorców, dlatego postaraj się właśnie w ten sposób pokazać techniczne aspekty Twojego produktu czy prezentację Twojej usługi. Używaj jasnych kolorów – jest naukowo udowodnione, że takie pozostawiają pozytywne wrażenie.

      Umieść też call to action na grafikach – najlepiej w górnym prawym rogu lub na samym środku, co przyciągnie uwagę i zostanie na długo w pamięci.

      Zbierz materiały dla mediów

      Może się tak zdarzyć (czego Ci serdecznie życzymy!), że Twoja zbiórka okaże się atrakcyjna dla mediów. Aby ułatwić im pracę, przygotuj na stronie swojej zbiórki specjalną sekcję, w której do pobrania umieścisz najważniejsze informacje na Twój temat i oczywiście na temat Twojego pomysłu. Taki press pack powinien na pewno zawierać wszystkie materiały audiowizualne – filmy i grafiki, które pojawiają się na stronie zbiórki oraz opis w pliku otwartym, z którego później łatwo będzie wyciąć cytaty.

      Patrząc na powyższą listę, wydawać się może, że przygotowanie się do zbiórki crowdfundingowej to dużo pracy. Cóż, nie będziemy kłamać, to prawda. Wystarczy popatrzeć na świetnie zrealizowane polskie zbiórki, które zakończyły się sukcesem: Magazyn Kosmos lub Stworze – ich twórcy wykonali kawał dobrej roboty. Przede wszystkim pamiętaj o jednym – im lepiej będziesz przygotowany i im bardziej treści na stronie Twojej zbiórki będą przemyślane, tym większe szanse, że zainteresujesz nią potencjalnych wspierających. A stąd już o krok do spełnienia Twojego marzenia – realizacji projektu.

        Szkolenia

        Skomentuj