Perspektywy rozwoju gospodarki społecznościowej

Relacja z wydarzenia

08.06.2017

Podziękowania dla sponsorów

Jako WeTheCrowd pragniemy wspierać rozwój gospodarki współpracy (społecznościowej) nie tylko online. Dlatego planujemy cyklicznie realizować wydarzenie eksperckie “Perspektywy rozwoju gospodarki społecznościowej”. Zależy nam na:

  1. Rozbudzeniu dyskusji nt. gospodarki społecznościowej w Polsce.
  2. Zintegrowaniu przedstawicieli różnych branż na rynku.
  3. Zebraniu i utrwaleniu wniosków, które posłużą organizacji następnych konferencji eksperckich oraz większej ogólnopolskiej konferencji otwartej.

Pierwsza odsłona konferencji miała miejsce 8 czerwca w Łodzi. Wraz z partnerami i pionierami gospodarki współpracy (społecznościowej) w Polsce – startupami, NGOs i aktywistami – wspólnie dyskutowaliśmy nad wyzwaniami stojącymi przed młodym rynkiem collaborative economy i szansami na jego dalszy rozwój.

Prezentujemy Wam skrótową relację, mając nadzieję, że niebawem dołączycie do nas w budowaniu silniejszej gospodarki społecznościowej.

Panel dot. finansowania społecznościowego

Moderacja: Bartosz Filip Malinowski (WeTheCrowd)

Paneliści:

Kluczowe wnioski:

  1. Konsekwencja w działaniu, wspieranie projektodawców, budowanie zaufania oraz współpraca z partnerami instytucjonalnymi to działania, które pozwalają platformom crowdfundingowym na stabilny rozwój.
  2. Dwie najważniejsze kwestie, które mogą przyspieszyć rozwój crowdfundingu udziałowego to uproszczenie procesu zakładania spółek i zniesienie ograniczenia ilości inwestorów oraz limitu 100 tys. Euro przypadających na jedną emisję bez konieczności tworzenia dokumentu prospektowego.
  3. Crowdfunding oparty na nagrodach zyskałby na implementacji kilku uproszczeń w sferze formalnej dla zarządzających platformami, realizatorów kampanii i wspierających. Brakuje precyzyjnych regulacji prawnych, w wyniku czego crowdfunding często mylony jest ze zbiórką publiczną.
  4. Ważnym instrumentem wspierającym rozwój crowdfundingu mogłoby być wprowadzenie ulg podatkowych dla osób realizujących zbiórki i wspierających zbiórki.
  5. Warto edukować potencjalnych autorów zbiórek, że o sukcesie finansowania społecznościowego trzeba mówić nie w momencie zgromadzenia funduszy, a po zrealizowaniu celu i wywiązaniu się ze świadczeń względem wspierających.
  6. Najważniejszymi partnerami platform pozostają ich społeczności.

Panel dot. transportu

Moderacja: Piotr Palutkiewicz (INSTIGOS)

Paneliści:

Kluczowe wnioski:

  1. Carsharing to wygodne uzupełnienie komunikacji miejskiej. Dlatego firmy carsharingowe gotowe są podjąć współpracę z władzami miast, by razem wychodzić naprzeciw potrzebom odbiorców np. udostępniając możliwość parkowania aut carsharingowych w strefie bez samochodów czy dając darmowy dostęp do parkingów publicznych.
  2. Nieograniczony potencjał zwykłych kierowców daje JadeZabiore i podobnym platformom przewagę nad firmami kurierskimi. Perspektywą jest rozszerzenie usług do modelu, w którym nadanie i odbiór przesyłki odbywałbysię w tym samym dniu oraz wsparcie kierowców w obniżeniu kosztów przejazdu.
  3. Brak współpracy ustawodawców z twórcami platform takich jak JadeZabiore może spowodować, że w przyszłości usługi te ponownie zejdą do szarej strefy.
  4. Przyszłością dla portali i aplikacji związanych z transportem może być współpraca z aplikacjami nawigacyjnymi. To wyjście naprzeciw użytkownikom, mieszkańcom miast, którzy w łatwy i szybki sposób pragną wybrać najlepszy środek transportu.

Panel dot. dóbr i usług

Moderacja: Bartosz Filip Malinowski (WeTheCrowd)

Paneliści:

Kluczowe wnioski:

  1. Aplikacje takie jak TakeTask, posprzatajmi.pl czy szopi.pl reagują na zmieniające się nawyki społeczeństwa i trendy demograficzne.
  2. Użytkownicy aplikacji (tzw. szoperzy, workerzy, osoby sprzątające) to głównie milenialsi, którzy cenią sobie dużą elastyczność pracy i swobodę w wyborze zajęcia.
  3. Świadczenie usług z pominięciem pośredników i na żądanie, ze wsparciem narzędzi online, pozwala na aktywizację zawodową osób, które w innych warunkach nie odnajdują się na rynku pracy.
  4. Największe problemy platform i aplikacji działających w segmencie dóbr i usług to kwestia rozliczeń podatkowych oraz odmienne uwarunkowania prawne w krajach UE.
  5. Jednym z hamulców rozwoju podmiotów tego typu pozostaje niska świadomość społeczna możliwości realizowania usług w oparciu o społeczność i online.

Panel dot. żywności

Moderacja: Agata Rudnicka-Reichel (CSR Impact)

Paneliści:

  • Dawid Sokołowski (Zwyczajny.pl)
  • Agnieszka Laskowska (Jadłodzielnia Łódź)
  • Adam Domański (Quertes)

Kluczowe wnioski:

  1. Foodsharing, mealsharing i jadłodzielnie zyskują w Polsce na popularności. Głównymi czynnikami mającymi na to wpływ są chęć ograniczenia marnowania żywności oraz przyjemność z interakcji.
  2. Jako społeczeństwo marnujemy za dużo jedzenia i nie mamy nawyku się nim dzielić z obcymi osobami. Dochodzi do tego stres społeczny i niski poziom zaufania (w Polsce ten wskaźnik jest najniższy w Europie). Dlatego platformy takie jak Quertes czy zwyczajny.pl kładą nacisk na budowanie wzajemnego zaufania między użytkownikami.
  3. Aby jadłodzielnie mogły powstać i z powodzeniem funkcjonować w polskich miastach, ważne jest wsparcie podmiotów lokalnych i regionalnych w zakresie prawnym oraz promocji.
  4. Na poziomie instytucjonalnym powinny zostać uregulowane kwestie prawne i podatkowe związane z dzieleniem się żywnością. Chodzi tutaj głównie o marnowanie żywności w supermarketach czy restauracjach.

Dołącz do naszej grupy dyskusyjnej!

Spis treści

    Mogą Cię zainteresować

    Na nich możesz liczyć. Opiekunowie w crowdfundingu

    Przeczytasz w 20 minut Crowdfunding
    Autor 16 czerwca 2017

    Przed rozpoczęciem kampanii crowdfundingowej jej autorzy mają pełne ręce roboty, a umówmy się – przygotowanie do startu zbiórki do najłatwiejszych zadań nie należy. Tu z pomocą przychodzą opiekunowie zbiórek (koordynatorzy kampanii), których wiedza i doświadczenie mają przyczynić się do odniesienia sukcesu. Jaka jest ich rola i na jakie wsparcie z ich strony możesz liczyć?

    Chcąc od środka poznać obowiązki koordynatorów kampanii i ich samych, poprosiliśmy, aby o swojej pracy opowiedziały nam Weronika Zawadzka z PolakPotrafi.pl oraz Dominika Oliwia Zabrocka ze Wspieram.to i Pomagamy.im. Dlatego w tej części podpowiadamy Ci możliwe formy wsparcia od opiekunów, jeśli rozważasz finansowanie społecznościowe w modelu opartym na nagrodach.

    Dlaczego istnieje funkcja opiekuna zbiórek w crowdfundingu?

    Weronika Zawadzka (PolakPotrafi.pl)

    Odkąd pamiętam, w PolakPotrafi.pl podejście do projektów i projektodawców mieliśmy bardzo spersonalizowane. Opieka nad projektem była więc dla nas czymś naprawdę oczywistym. Jeśli mówimy o robieniu crowdfundingu dobrze, nie ma miejsca na automatyczne odpowiedzi robota, tylko na obecność człowieka po drugiej stronie. Jeśli ktoś chce przygotować swoją kampanię tak, by zakończyła się ona sukcesem, a robi to po raz pierwszy, taki opiekun – ze swoją wiedzą i doświadczeniem – stanowi niezbędne wsparcie.

    Dominika Oliwia Zabrocka (Wspieram.to, Pomagamy.im)

    Od samego początku naszej działalności wiedzieliśmy, że przyjdzie nam zmierzyć się z trudnym zadaniem zaszczepienia wiedzy o crowdfundingu w Polsce. Pojęcie o tym zjawisku mieli nieliczni, zaledwie garstka znała zagraniczne serwisy tego typu. Równolegle z odpalaniem pierwszych projektów w serwisie zaczęliśmy więc intensywną edukację społeczeństwa na większą (wyjazdy, prelekcje, szkolenia) i mniejszą skalę. Tą mniejszą skalą była praca u podstaw, indywidualna, z każdym kreatywnym autorem, który do nas trafiał. Dbając o ich komfort, napędzani chęcią posiadania jak najwyższej jakości kampanii, pomagaliśmy i nadal pomagamy od samego początku do samego końca. Wiemy, że stawiając mocno na edukację, fajny kontakt i indywidualne wsparcie, podjęliśmy doskonałą decyzję.

    Jakie są podstawowe zadania opiekuna zbiórki?

    Weronika Zawadzka (PolakPotrafi.pl)

    Opiekun na PolakPotrafi.pl towarzyszy projektodawcy od jego pierwszej wiadomości, czyli zgłoszenia projektu. Jeśli projekt jest zgodny z naszymi zasadami, akceptujemy go, jeśli nie – a jest to możliwe – podpowiadamy projektodawcy, co mógłby zrobić, żeby zmienić nieco swój pomysł i podejście.  Po akceptacji staramy się jak najlepiej przygotować projektodawcę do tego, co go czeka. W pierwszej kolejności staramy się uświadomić, że natychmiastowe wypuszczenie projektu (a jest to bardzo częsta prośba) nie jest najlepszym pomysłem i że zbudowanie gruntu pod kampanię crowdfundingową, czyli działania, które trzeba wykonać przed startem projektu na stronie, trwają często około miesiąca. Dobrze jest potraktować te porady poważnie, o ile chcemy zakończyć projekt sukcesem.

    Staramy się towarzyszyć takiej osobie na każdym etapie pracy – przygotowań do kampanii, opracowania materiałów, które zamieszczone są na stronie projektu: konsultujemy treści, film promujący, nagrody. Doradzamy przy starcie i w czasie trwania projektu na portalu, a po jego zakończeniu pozostajemy w kontakcie, jeśli nasza pomoc jest jeszcze potrzebna np. przy rozliczeniu, albo wysyłce nagród.

    Każdy pomysł jest inny, a swoją kreatywność projektodawcy realizują w różny sposób, dlatego praca nad projektami nie jest nigdy taka sama.  

    Schemat takiej pomocy ma pewien kształt, jednak projekty są tak bardzo indywidualne, że ogromnym błędem byłoby trzymać się go kurczowo. Każdy pomysł jest inny, a swoją kreatywność projektodawcy realizują w różny sposób, dlatego praca nad projektami nie jest nigdy taka sama.  Do projektów podchodzimy z dużym sercem – szczególnie, jeśli projektodawcy są otwarci na nasze rady. Niejednokrotnie osobiście angażujemy się w projekty, szczególnie, że podział projektów wśród opiekunów w PolakPotrafi uzależniony jest od osobistych pasji. Łatwiej nam wtedy doradzić, wpaść na pomysł, który pomaga projektodawcy, wiemy gdzie i jak przeprowadzić research i co w danym przypadku się sprawdzi, a co jest złą koncepcją.

    Dominika Oliwia Zabrocka (Wspieram.to, Pomagamy.im)

    Opiekunowie poszczególnych kategorii obserwują feed zgłaszanych do nas kampanii już na etapie wczesnej wersji roboczej, rozdzielając między siebie poszczególne pomysły. Nasz autorski system umożliwia od tego momentu autorowi bezpośredni kontakt ze swoim koordynatorem poprzez wewnętrzny komunikator. Zazwyczaj oferujemy swoją pomoc jako pierwsi, wysyłając od razu pomocne linki, materiały dydaktyczne, zachęcając do telefonicznego omówienia szczegółów. Do każdego projektu podchodzimy indywidualnie, gdyż nie ma dwóch takich samych kampanii czy autorów. Podstawowym zadaniem opiekuna, oprócz pomocy przy planowaniu i profesjonalnym przygotowaniu projektu jest pomoc i błyskawiczna reakcja w kryzysowych momentach kampanii. Oraz energetyczny tęczowy kop gdy trzeba ;)

    Jaką wiedzę i umiejętności musi posiadać opiekun?

    Weronika Zawadzka (PolakPotrafi.pl)

    Zawód opiekuna nie należy do najłatwiejszych – taka osoba powinna być naprawdę wszechstronna. Z jednej strony istnieje pewna konkretna wiedza na temat crowdfundingu: przygotowania do kampanii, elementów projektu i samego prowadzenia zbiórki. Sami również taką wiedzę tworzymy w postaci poradników i artykułów. Z drugiej strony jest coś takiego, co ja nazywam intuicją crowdfundingową – można ją nabyć, pielęgnować, ale żeby dobrze doradzać projektodawcom trzeba ją mieć. Pozwala nam ona zauważyć potencjał społecznościowy w projektach, nawet gdy sam projektodawca go nie widzi. Następnie odpowiednio ten potencjał nakierować i wykorzystać kreatywność zespołu pracującego przy projekcie w taki sposób, żeby projekt przemówił do społeczności. Umiejętności interpersonalne to kolejna cecha opiekuna – współpraca bywa często naprawdę trudna, a jeśli jest się doradcą/opiekunem trzeba wsłuchać się w potrzeby projektodawcy i umiejętnie przekuć jego pomysł w projekt crowdfundingowy.

    Intuicja crowdfundingowa to coś, co pozwala nam dostrzec potencjał społecznościowy w projektach, nawet gdy sam projektodawca go nie widzi.

    No i nieskończone zasoby kreatywności! Tak jak mówiłam wcześniej – zdarza nam się być częścią zespołu projektowego. Nie ma takiej możliwości, żebyśmy nie mieli pomysłu na rozwiązanie jakiejś zagwozdki, albo wymyślenie koncepcji wzbudzającej szersze, społeczne zainteresowanie i zaangażowanie.

    Dominika Oliwia Zabrocka (Wspieram.to, Pomagamy.im)

    Na Wspieram.to żaden opiekun kategorii nie został jej przydzielony przypadkowo. Łączy nas wiele – wszyscy jesteśmy w większości artystami z doświadczeniem w marketingu, public relations czy handlu, każdy z nas ma jednak  również unikalne umiejętności i doświadczenie, sprawiające, że to właśnie w konkretnej kategorii czuje się jak ryba w wodzie. Nie ma szkoły, kierunku, który przygotuje Cię do bycia „koordynatorem kampanii crowdfundingowych”. Musisz mieć po prostu umiejętność posiłkowania się doświadczeniem nabytym w innych dziedzinach, dodać do tego entuzjazm, kreatywność, empatię i poświęcenie. Musisz lubić ludzi, wiedzieć jak nauczyć ich, że pomysł można opakować ładnie i sprzedać jak najfajniejszy towar, wpoić im pasję, dzięki której porwą tłumy. Tylko tyle i aż tyle.

    Jak często autorzy kampanii zwracają się po pomoc do opiekunów zbiórek?

    Weronika Zawadzka (PolakPotrafi.pl)

    To jest  kwestia bardzo indywidualna i w dużym stopniu zależna od charakteru danego projektodawcy. Niektórzy po prostu sądzą, że sami potrafią zrobić to najlepiej, inni unoszą się dumą, mówiąc o latach doświadczeń w marketingu, nie rozumiejąc przy tym, że crowdfunding jest specyficznym narzędziem, które przyniesie zamierzone efekty dopiero wtedy, gdy dobrze je wykorzystamy.

    Zawsze oferujemy naszą pomoc, jednak nigdy nie naciskamy, jeśli ktoś nie chce z niej skorzystać. Wysyłamy wskazówki sprofilowane pod daną kategorię, albo stajemy się niemal częścią ekipy projektowej – wszystko zależy od otwartości projektodawców i potencjału, który nam pokazują.

    Z doświadczenia i obserwacji mogę jednak powiedzieć, że im crowdfunding staje się bardziej popularny, tym projektodawcy podchodzą do tego narzędzia z większą rozwagą, doceniają rady i wkład opiekuna projektu.

    Zawsze oferujemy naszą pomoc, jednak nigdy nie naciskamy, jeśli ktoś nie chce z niej skorzystać.

    Dominika Oliwia Zabrocka (Wspieram.to, Pomagamy.im)

    Ok. 70% wszystkich autorów projektów zgłasza się do nas z prośbą o pomoc
    w większym lub mniejszym zakresie. Myślę że to całkiem sporo, jestem pewna, że obecnie głównym bodźcem nie jest już niewiedza a chęć, aby było „więcej, lepiej!“. Dzięki temu obserwujemy fantastyczny, stały wzrost profesjonalizmu opracowanych kampanii. Do autorów, którzy pragną samodzielnie przygotować projekt,
    w przypadku jakichkolwiek zastrzeżeń, przed samym startem kampanii wysyłamy zawsze garść sugestii i porad, w delikatny sposób argumentując potrzebę zmian.

    Podsumowując: na co możesz liczyć ze strony opiekuna zbiórki?

      Mogą Cię zainteresować

      Czytelnicy jak mecenasi. Dziennikarstwo finansowane przez społeczność

      Przeczytasz w 20 minut Crowdfunding
      Autor 5 czerwca 2017

      Crowdfunding pozwala na społecznościowe finansowanie projektów charytatywnych, artystycznych, a nawet startupów. A co gdyby tak wykorzystać tę metodę do finansowania dziennikarstwa i niezależnych mediów? To już się dzieje. Pora zacząć uczyć się od najlepszych.

      Współautorem tekstu jest Adam Bęczkowski.

      Przez dekady głównym źródłem finansowania prasy byli czytelnicy. Obok zakupu wydań papierowych gazety czy tygodnika, duże znaczenie miała prenumerata. Pomijając wygodę wynikającą z otrzymywania swojego ulubionego tytułu “pod drzwi” i często drobną oszczędność, była to swoista deklaracja. Demonstrowała określoną przynależność światopoglądową czytelnika. Stanowiła wyraz zaufania i poparcia dla jakości prezentowanych przez redakcję treści, poziomu dziennikarstwa. Później model oparty na prenumeracie zaczęła wypierać bardziej dochodowa reklama. Wrosła w ekosystem mediów na trwałe, a wraz z nią nowe formy wpływu i zależności.

      Rozwój technologii cyfrowych zmienił reguły gry dla prasy. Chociaż reklama nadal pozostaje dominującym źródłem finansowym, to prenumerata zaczyna wyraźnie (od)zyskiwać na znaczeniu – czy to w postaci artykułów płatnych, subskrypcji treści, czy… crowdfundingu.

      “N” jak Niezależny

      Wyobraźmy sobie taką sytuację. W 1972 roku redakcja The Washington Post wstrzymuje tekst Woodwarda i Bernsteina o aferze Watergate. Wygrywają interesy ekonomiczne i lęk przed decydentami, prezydent Nixon naruszając podstawowe reguły prawa utrzymuje swój urząd.

      Albo pomyślmy, ile osób więcej zginęłoby w Azji Południowo-Wschodniej, gdyby nagle przerwano wypowiedź Waltera Cronkite’a o wojnie w Wietnamie, która ostatecznie pogrzebała poparcie dla tego konfliktu w oczach amerykańskiej opinii publicznej.

      Niezależne i rzetelne dziennikarstwo nie jest tylko sloganem, ale wartością, która potrafi kształtować historię.

      Przenieśmy się na Słowację do roku 2014. Wówczas to SME, jeden z najpopularniejszych dzienników w kraju, został kupiony przez potężna grupę finansową Penta. Jej powiązania i działania mające na celu wywieranie wpływu na lokalną politykę od lat stanowiły źródło kontrowersji. Reakcja redakcji była natychmiastowa. Niemal połowa pracowników odeszła z pisma, z wicenaczelnym Tomášem Bellą na czele. Założyli oni nową gazetę – Dennik N. Jak pozyskali na to środki? Poprzez crowdfunding, ze wsparciem społeczności.

      Podobne sytuacje powtarzały i powtarzają się w innych europejskich krajach. W 2014 roku redakcję El Mundo (uznawanego za jeden z najlepszych europejskich dzienników) zmuszony był opuścić jego założyciel Pedro J. Ramírez. Podejrzewa się, że za decyzją wydawcy stała presja wywierana przez rządzącą Partię Ludową, o której skandalach korupcyjnych pisano na łamach dziennika.

      Podobnie jak Tomáš Bella, Ramirez szybko zdecydował się założyć nowy dziennik El Español.

      Pedro J. Ramírez, założyciel i redaktor naczelny El Español

      Kiedy na początku ubiegłego roku zostałem zwolniony ze stanowiska redaktora naczelnego El Mundo – kiedy stałem się ofiarą tej epidemii, która “zabiła” redaktorów w trzech innych gazetach – wtedy zdecydowałem, że nadszedł czas pokazać, że moje teorie były słuszne.

      Kliknij i rozwiń

      Jak Ramirez sfinansował swoją nową gazetę? Ponownie: crowdfunding, w tym przypadku w modelu udziałowym.

      Warto wymienić jeszcze dwa tytuły, które wybrały drogę finansowania społecznościowego: niemiecki Krautreporter oraz chyba najsłynniejszy w tym towarzystwie holenderski De Correspondent. Założyciele tego ostatniego, czyli Ernst-Jan Pfauth i Rob Wijnberg, którzy wcześniej pracowali w NRC Handelsblad uważane za holenderski odpowiednik The New York Times, byli przede wszystkim rozczarowani stanem współczesnego dziennikarstwa. Chcieli stworzyć własne medium – odporne na spłycanie rzeczywistości i okrajanie z kontekstu. Medium bez kompromisów, do których zmuszona jest prasa uzależniona od masowego (uśrednionego!) czytelnika i od reklamodawców.

      W każdej z tych historii niczym mantra powracają motywy ucieczki przed tanim newsem, słabym dziennikarstwem oraz zależnością od grup wpływu. Niezależność i chęć uprawiania poważnego dziennikarstwa – to tak naprawdę dwa najważniejsze powody, dla których prasa zwraca się bezpośrednio do społeczności czytelników. Warto zaznaczyć, że mowa tu o niezależności w dwóch wymiarach:

      • Niezależności od struktury własności i struktury korporacyjnej. Dobrzy dziennikarze chcą realizować swoją misję bez ograniczeń wynikających z własności pisma oraz sieci powiązań politycznych i finansowych. Chcą odpowiadać przed czytelnikami, nie podlegać autocenzurze.
      • Niezależności od reklamodawców idącej w parze z wolnością od tabloidyzacji i kultury clickbaitu. Redakcje, których głównym źródłem utrzymania jest reklama, obarczone są presją wyświetleń i kliknięć. De Correspondent kompletnie zrezygnował w swoim serwisie z reklam na rzecz finansowania przez społeczność, co gwarantuje utrzymanie wysokiego poziomu publikowanych treści.

      Nie bez znaczenia jest też to, jak negatywnie odbił się na rynku mediów kryzys finansowy 2008 roku. Niższe wpływy z reklamy, która stanowiła lwią część wpływów, doprowadziły do sytuacji, w której redakcje musiały obniżać koszty – najczęściej szukając oszczędności wśród pracowników. W samej Hiszpanii od 2008 roku zwolniono aż 11 000 dziennikarzy i pracowników mediów. Dziennikarze coraz chętniej wybierają crowdfunding, bo finansowanie ze wsparciem czytelników staje się po prostu ekonomicznie zasadne.

      Sfinansuj redakcję… albo podcast

      Największe sukcesy crowdfundowanych startupów dziennikarskich, jak El Español ($3.1 mln), Krautreporter ($1.38 mln) i De Correspondent ($1.3 mln) to wierzchołek góry lodowej. Przyglądając się statystykom Kickstartera, najpopularniejszej platformy finansowania na świecie, która w połowie 2014 r. wprowadziła specjalną kategorię projektów dziennikarskich, można spojrzeć na rozwój tego trendu jak przez soczewkę.

      • W latach 2009-2015, 658 inicjatyw powiązanych z dziennikarstwem zgromadziło blisko $6,3 mln.
      • Taka kwota nie imponuje w porównaniu z innymi kategoriami kampanii realizowanych na platformie. Jednak wzrost jest wyraźny: z roku na rok społeczność coraz chętniej finansowała projekty dziennikarskie.
      • Rokrocznie rośnie także “tłum” mecenasów, czyli liczba osób w społeczności chętnych wspierać dziennikarzy. Na początki drogi Kickstartera w 2009 r. były to zaledwie 792 osoby, w 2015 r. – 25 651 wspierających.
      • Projekty zakładane przez organizacje (np. ProPublica czy Boston Review) stanowią mniejszość – 22%. W większości po finansowanie społecznościowe sięgały pojedyncze osoby bądź małe grupy (łącznie 62% wszystkich projektów).
      • Równocześnie można zaobserwować dużą różnorodność formatów dziennikarskich, które były finansowane – filmy dokumentalne, przez fotoreportaże, aż po serwisy WWW bądź blogi.

      Wśród najchętniej finansowanych przez społeczność projektów dziennikarskich i około dziennikarskich na Kickstarterze były m.in.:

      • Matter, magazyn o technologii, nauce i środowisku, skupiony na długich formach dziennikarskich;
      • czy bellingcat, czyli inicjatywa obywatelskiego dziennikarstwa śledczego (!) oparta na modelu i danych open source.

      Jednak gros tego typu projektów to nie zbiórki na całe serwisy czy redakcje, a raczej serie radiowe, podcasty, fotoreportaże, filmy dokumentalne – długi ogon (50-70% ogółu) mniejszych, często indywidualnych przedsięwzięć. Podkreślmy, że mowa tu wyłącznie o Kickstarterze, który udostępnia swoje statystyki. Jest jeszcze cały krajobraz inicjatyw realizowanych na mniejszych platformach regionalnych lub całkowicie z pominięciem pośredników, tak jak zrobili to najwięksi, czyli De Correspondent czy Dennik N. Na horyzoncie pojawiają się także rozwiązania mikropłatnościowe (Blendle i Tipsy) oraz crowdfunding w modelu udziałowym.

      Sukces, czyli początek

      Sfinansowanie projektu to zaledwie początek długiej drogi. De Correspondent stale rozwija się, zdobywając miesięcznie około 800 nowych czytelników. Holenderski dziennik opiera swój model biznesowy na płatnym dostępie do treści (miesięcznym bądź rocznym). Roczna subskrypcja wynosi 60 euro. Z tej opcji korzysta 37 tys. użytkowników, z których 82% decyduje się na odnowienie dostępu. Podobnie jak społeczność portalu, rozwija się jego redakcja – w początkach istnienia liczyła 13 członków, obecnie jest to 40 osób plus około 30-40 freelancerów stale współpracujących z gazetą.

      De Correspondent udało się sfinansować pozyskując opłatę subskrypcyjną od 15 tys. czytelników, podobnie jak Dennik N i Krautreporter. Inaczej zrobił El Español sprzedając czytelnikom nie prenumeratę a… udziały w gazecie, czyniąc ich w praktyce jej współwłaścicielami. Dziś stawiają na mieszany model biznesowy. Oprócz subskrypcji, które dają użytkownikom dostęp do pewnych przywilejów, takich jak udział w wydarzeniach czy możliwość tworzenia tekstów publikowanych w serwisie (po analizie merytorycznej redakcji), serwis utrzymuje się też z reklam i treści sponsorowanych. Ta mieszanka ma doprowadzić portal do zysków rzędu 100 mln euro w 2020. Obecnie El Español może poszczycić się 13,5 milionami unikalnych użytkowników.

      Dennik N jako jedyny w tym towarzystwie ukazuje się w formie fizycznej w nakładzie 5 tysięcy egzemplarzy (i to w dodatku 5 razy w tygodniu!). Mimo to większość zysków stanowi wydanie cyfrowe. Głównym źródłem utrzymania Dennika są subskrypcje (które stanowią 85% jego dochodów). Pismo Tomáša Belli posiada bardzo złożoną ofertę prenumeraty – aż 35 rodzajów! Waha się ona od 70 eurocentów aż do 15 euro i jest dopasowana dokładnie do potrzeb indywidualnych użytkowników. By precyzyjnie spersonalizować prenumeraty gazeta współpracuje ze startupem Exponea, który zapewnia rozwiązania umożliwiające dokładne dopasowanie oferty do zachowań i zwyczajów użytkowników.

      Zanim spróbujesz (a warto)

      Czy crowdfunding w dziennikarstwie ma szanse na polskim rynku? Już teraz możemy powiedzieć, że tak. Wystarczy spojrzeć na przykłady takie jak Secret Service / Pixel, Nowe Nowe Peryferie, Nowy Obywatel, Liberte! czy Miasto Ł. Nie zapominajmy też o Oko.press. Może zatem pora sięgnąć po wsparcie społeczności?

      Spróbujemy przedstawić Ci kilka wskazówek dzięki którym kampania ma szansę zakończyć się sukcesem. Opieramy je na podstawie największych w historii crowdfundowanego dziennikarstwa sukcesach:

      1. Eksponuj swoje wartości i idee a nie końcowy produkt. Wszystkie redakcje budowały wokół siebie określony ruch o wspólnym mianowniku ideowym i światopoglądowym. Oprócz zbierania funduszy gromadziły przecież grono swoich przyszłych czytelników.
      2. Zaoferuj odbiorcom alternatywę. Wszystkie redakcje stały w kontrze do klasycznych mediów, oferując to, czego odbiorcy nie znajdą u konkurencji na rynku. El Español nie spuszcza oka z rządzących. De Correspondent i Krautreporter mówią “nie” jakiejkolwiek formie reklamy.
      3. Wykorzystaj swój autorytet. Dokonania i wizerunek dziennikarzy stojących za projektami na pewno nie przeszkodziły w sukcesie El Español (Pedro J. Rámirez), De Correspondent (Rob Wijnberg i Ernst-Jan Pfauth) czy Krautreporter (Sebastian Esser).
      4. Zaoferuj ciekawe nagrody i doświadczenia. Prenumerata i wsparcie idei to nie wszystko. Możesz zaprosić hojnych darczyńców na wspólny lunch, zaoferować przemówienie, zorganizować ekskluzywny warsztat, wysłać zdjęcie redakcji z autografami itd.
      5. Rozważ crowdfunding samodzielny. De Correspondent i Krautreporter finansowały się poza tradycyjnymi platformami, wykorzystywały swoją infrastrukturę (np. stronę internetową) w celu zbierania funduszy. Oczywiście, założyciele tych tytułów mieli już rozpoznawalne nazwiska i renomę w środowisku oraz wśród czytelników.

      Czytelnik, mecenas, współtwórca, uczestnik

      Zaangażowanie odbiorców nie musi kończyć się (i naszym zdaniem nie powinno!) na wspieraniu finansowym ulubionej redakcji. Społeczność finansuje projekty dziennikarskie, bo chce wspierać coś, co uznaje za ważne i potrzebne. Po prostu oczekuje dobrego dziennikarstwa.

      Ernst-Jan Pfauth, założyciel De Correspondent

      Nie uważam, żeby nasi wspierający, mecenasi, kupili od nas produkt. Oni dołączyli do ruchu – takiego, który nie podlega regułom tradycyjnej prasy.

      Kliknij i rozwiń

      Crowdfunding to część szerszego zjawiska w ramach kultury partycypacji i prosumpcji, w tym angażowania odbiorców we współtworzenie treści medialnych. Technologia Web 2.0, social media, otworzyły możliwość głębszego udziału użytkowników, np. poprzez komentarze, pomysły na teksty, czy dzielenie się zdjęciami, wideo. Dziś to nie prowadzenie bloga jest objawem obywatelskiego dziennikarstwa, ale livestream. To powinno skłaniać redakcje – szczególnie te, które zbudowały wokół siebie społeczności – do pójścia krok dalej od crowdfundingu, czyli crowdsourcingu i otwartego dziennikarstwa. Wykorzystania wkładu od czytelników, współtworzenia treści, zbierania sugestii dot. tematów artykułów.

      Dobrym przykładem jest niemiecki Merkurist umożliwiający swoim czytelnikom dobór tematów redakcyjnych. Proces opiera się o tzw. snipy – propozycje tematów artykułów mieszczących się w długości tweeta (120 znaków). Podobnie, jak w większości projektów opartych na crowdsourcingu, o dalszym losie danego artykułu decydują czytelnicy poprzez głosowanie. Merkurist utrzymuje się głównie z reklam, posiada obecnie bazę przeszło 200 tys. użytkowników. Możliwość tworzenia tekstów publikowanych w serwisie przewiduje także dla swoich członków El Español (o tym pisaliśmy wyżej).

      Myślenie społecznościowe, nie tylko crowdfundingowe, może być renesansem profesjonalnego dziennikarstwa, które od dekad ma pod górkę. Odwaga i chęć współpracy z czytelnikami to pierwszy krok. Każdy kolejny być może zbliży nas do wizji, którą De Correspondent nosi na sztandarach:

      Bez politycznej ideologii, ale z dziennikarskimi ideami. Stawiający rzemiosło dziennikarskie nad przychodami. Od czytelników do uczestników. Bez reklam, bez partnerów. Bez grup docelowych, za to z pokrewnymi duszami. Ambitny w ideach, skromny. W całości cyfrowy.

      Współautorem tekstu jest Adam Bęczkowski.

      Przejrzyj inne artykuły z grupy:

        Mogą Cię zainteresować