Internet dla wykluczonych (3) Outernet

Przeczytasz w 5 minut Collaboration

Syed Karim zakładając swój startup postawił sobie śmiały cel: dostarczyć internet wszystkim – za darmo i w najbardziej podstawowej formie. Jak? Tworząc “publiczną bibliotekę w kosmosie”.

Poprzednią część serii możesz przeczytać tutaj

Brzmi jak przesada? Może odrobinę, ale w gruncie rzeczy to istota projektu. Outernet działa jak radio cyfrowej epoki – transmituje treści przez satelitę, z wykorzystaniem fal radiowych i działa tylko w jedną stronę. To gwarantuje dostęp do informacji dla jak największej ilości ludzi, na czym najbardziej zależy twórcy projektu. Kiedy mówimy o internecie, mamy na myśli dwie jego podstawowe funkcje – komunikację i dostęp do informacji. To ta pierwsza stanowi największe wyzwanie. Dlatego Karim zdecydował, że jego firma w pierwszej kolejności zapewni podstawowy dostęp do newsów, informacji i edukacji każdemu, bez względu na dochód czy geografię, jednak bez możliwości uploadu danych, wysyłki e-maili, czy czatu. To radykalnie zwiększyłoby koszty i ograniczyło skalę. Przynajmniej na ten moment.

Misja Outernetu to dać dostęp do informacji bez cenzury, w celach edukacyjnych i ratowniczych

Jak działa Outernet?

Najprostsza odpowiedź brzmiałaby: podobnie jak radio.

  1. Transmisja. Plik w dowolnym formacie (np. wideo czy strona internetowa) konwertowany jest na sygnał radiowy i transmitowany za pośrednictwem satelit na cały świat.
  2. Demodulacja. Odbiornik “łapie” sygnał radiowy i dekoduje go, “rozpakowując” oryginalny plik. Dane zostają automatycznie zapisane na dysku wewnętrznym odbiornika.
  3. Dostęp. Odbiornik działa trochę jak lokalny serwer. Zmienia się w hotspot Wi-Fi i umożliwia innym użytkownikom połączenie z dowolnego urządzenia, a w rezultacie korzystanie z pobranych treści.

Outernet produkuje i sprzedaje niedrogi, zasilany energią słoneczną odbiornik Lantern, który łączy się z satelitą i pozwala pobierać (jednak nie wysyłać) dane. Mogą to być wpisy z Wikipedii, newsy z CNN czy BBC, wideo streamy z TEDa, mapy, ebooki itd. W doborze treści dużą rolę odgrywa crowdsourcing, a Lantern trafił na rynek dzięki crowdfundingowi, ale o tym za moment. W tym punkcie warto zaznaczyć jeszcze, że startup wychodzi naprzeciw potrzebom mieszkańców krajów rozwijających się, dlatego stawia na rozwiązania open source i DIY (Do it yourself). Każdy może zbudować własny odbiornik wykorzystując udostępniony software i instrukcje.

Outernet w akcji, czyli co to zmienia?

Wiele, pozostając przy prostych odpowiedziach na trudne pytania. Lantern czy inny odbiornik nadający na falach Outernetu może:

  • pomóc ratować życie w sytuacjach kryzysowych i katastrof naturalnych, kiedy zniszczeniu uległa infrastruktura na ziemi. Lantern można dostarczyć drogą powietrzną i natychmiast wykorzystać do przekazu informacji (mapy, instrukcje, komunikaty ratunkowe).
  • ułatwiać dostęp do wolnej informacji i prawdy w krajach autorytarnych i totalitarnych, w których dominuje cenzura. Porównania z (Cyfrowym) Radiem Wolna Europa nie są w tym wypadku bezpodstawne.
  • wesprzeć wysiłki edukacyjne w krajach rozwijających się. Jeden odbiornik na szkołę to cała biblioteka – co dzień zestaw nowych książek, obrazów, filmów, wpisów w Wikipedii dla kilkuset głodnych multimedialnej wiedzy uczniów.

To ostatnie już się dzieje, m.in. w Kenii, Ugandzie i Malawi.

Zastosowań jest i będzie oczywiście więcej. W końcu to namiastka internetu, która zawsze okaże się lepsza niż brak internetu. Jest tylko jedno “ale”: skala. Aby rozwiązanie stało się powszechne, potrzebne jest finansowanie i zaangażowanie odbiorców.

Rozwój przez crowdfunding i crowdsourcing

Outernet może stanowić wzór dla innych startupów w kontekście tzw. growth hackingu, czyli technik błyskawicznego wzrostu. Założyciel Syed Karim ciągle wpada na nowe, ciekawe pomysły i tak się składa, że najczęściej uwzględniają one mechanizmy społecznościowe. To akurat miód na nasze serca.

Crowdsourcing

Outernet na obecną chwilę jest w stanie transmitować do 100 gigabajtów danych dziennie. To oznacza, że trzeba dokonać selekcji i tu do gry wkracza crowdsourcing. Startup pozostawia tę kwestię w rękach Tłumu, oddając w jego ręce specjalny system, który umożliwia:

  1. Sugerowanie (a właściwie uploadowanie) treści.
  2. Głosowanie, w wyniku którego wybierane są te, które trafią do transmisji.

Każdy ma możliwość przedstawić swoją propozycję i oddać głos, współtworząc Outernet. Mając jednak na uwadze różnice w potrzebach informacyjnych kompletnie odmiennych regionów, twórcy chcą dodatkowo współpracować z lokalnymi stacjami radiowymi, prasą i bibliotekami, aby zapewnić dostęp do przydatnego contentu. W planach jest nawet wykorzystanie WhatsApp i Messengera do zbierania sugestii dot. treści.

Ponadto, firma stawia na rozwiązania open source, udostępniając instrukcje i software potrzebny do budowy własnych odbiorników, zachęcając przy tym do dzielenia się rezultatami z innymi. Wszystko po to, aby jeszcze bardziej obniżyć bariery użytkowania i przyspieszyć popularyzację Outernetu.

Nie zapominajmy, że crowdsourcing stanowi nieodłączny element samego mechanizmu funkcjonowania Outernetu. Pobierając dane za pośrednictwem odbiornika, jednocześnie tworzymy hotspot dla innych użytkowników, czyli… także sharing economy i wspólna konsumpcja, bo jeden Lantern to zasób współdzielony przez kilka osób jednocześnie. Namacalny przykład na to, jak na wielu poziomach zastosować crowdsourcing w jednym tylko przedsięwzięciu, obniżając przy tym koszty i budując zasięg wykładniczo.

Crowdfunding

Wiecie jak Outernet sfinansował swój niedrogi, wytrzymały, zasilany słonecznie odbiornik Lantern? Bądźmy poważni, pewnie, że wiecie – ten crowdfunding nie stoi tu bez powodu. Na początku 2015 r. startup wystartował z kampanią na Indiegogo, którą zakończył dużym sukcesem (235% docelowej kwoty, tj. 689 tys. dol.). Sfinansowanie urządzenia i wypuszczenie go na rynek stanowiło tylko połowę sukcesu. Drugą było wypromowanie samej idei i kolejna fala wzmianek w mediach, mających do dyspozycji niezły catchphrase: biblioteka na każdą kieszeń.

Co dalej?

Dzięki inwestycji ze strony MDIF (Media Development Investment Fund), Outernet uruchomił swój pierwszy sygnał satelitarny 11 sierpnia 2014 r., obejmując zasięgiem Amerykę Płn., Europę i częściowo Bliski Wschód oraz Afrykę Płn. Niedługo później firma weszła w partnerstwo z Bankiem Światowym operującym w Sudanie Południowym, gdzie rozpoczęto testowanie projektu. To jednak za mało. Konstelacja małych satelit mogłaby stworzyć infrastrukturę, która otworzy “parasol” nad głowami użytkowników – również tych, którzy jeszcze nie słyszeli o Outernecie.

A grupa odbiorców musi stale rosnąć, żeby startup mógł zarabiać. Jest wiele marek i organizacji, które pragną dotrzeć do wykluczonych ze swoim komunikatem. Im więcej osób pod “parasolem” Outernetu, tym wyższa prowizja za transmisję treści sponsorowanej. Są też oczywiście zyski ze sprzedaży Lantern.

Najważniejszy cel długoterminowy założyciela Syeda Karima to otwarcie Outernetu również w drugą stronę, tak, aby dane mogły płynąć nie tylko do, ale i od użytkowników. Za moment może okazać się, że to to warunek konieczny, bo po piętach startupowi depczą podobne projekty Facebooka i Google. O nich już niebawem.

    Szkolenia

    Skomentuj

    Miej auto bez auta. O co chodzi w miejskim carsharingu?

    Przeczytasz w 20 minut Collaboration

    Od kilku lat w największych polskich miastach możemy wypożyczać i współdzielić z innymi „miejskie” rowery. Wystarczy podejść do stanowiska, wykonać kilka kliknięć w swoim smartfonie i odjechać, a po skończonej przejażdżce odstawić na dowolnej stacji. A gdyby tak zrobić to samo z autami?

    Współautorem tekstu jest Adam Bęczkowski.

    W naszym tekście poświęconym podróżowaniu w czasach sharing economy pokrótce opisaliśmy zjawisko carsharingu, czyli możliwości współdzielenia samochodu przez więcej niż jednego użytkownika. W tym miejscu od razu rozróżnijmy dwa modele:

    • carsharing P2P (bądź B2B), w ramach którego użytkownicy użyczają innym użytkownikom swoich aut, czyli de facto współdzielą je “w sądziedztwie”. Łączą ich marketplaces – platformy i aplikacje sharing economy rodzaju Turo czy Getaround.
    • carsharing B2C, działający jak miejska wypożyczalnia samochodów, dysponująca własną flotą. Użytkownicy także mogą swobodnie i według własnego uznania korzystać z aut, jednak użycza im ich miasto albo usługodawca, taki jak Zipcar, Car2Go, czy polski Traficar.

    W naszym tekście weźmiemy pod lupę wyłącznie ten drugi model – B2C – dlatego pisząc “miejski carsharing” lub po prostu “carsharing” będziemy mówić o współdzieleniu przez użytkowników (Consumers) samochodów, które są własnością podmiotu komercyjnego (Business).

    O co chodzi w miejskim carsharingu?

    Wspólne użytkowanie samochodu nie różni się specjalnie od wspomnianych wcześniej rowerów miejskich i sprowadza się do:

    • możliwości wynajęcia zaparkowanego w określonym punkcie pojazdu z wykorzystaniem dedykowanej do tego aplikacji,
    • odbycia podróży (jej długość zależy od potrzeb użytkownika),
    • pozostawieniu samochodu w określonym punkcie,
    • zapłacenia za podróż (w zależności od jej długości i czasu).

    Codzienne wykorzystanie możliwości carsharingu na przykładzie Traficar


    To, co wyróżnia carsharing na tle innych rozwiązań związanych z transportem współdzielonym to przede wszystkim większa swoboda. Dlaczego? Możemy korzystać z wynajętego pojazdu przez tyle czasu ile potrzebujemy, nie będąc ograniczonym określoną trasą (jak w przypadku ridesharingu, czyli np. BlaBlaCar) a także możemy zostawić na chwilę zaparkowany pojazd nie musząc ponownie zamawiać transportu (tak byłoby w przypadku ridesourcingu, np. Uber i Lyft).

    W odróżnieniu od tradycyjnych form wynajmu pojazdów, takich jak wypożyczalnie samochodów bądź leasing, carsharing drastycznie obniża koszty. Płacimy za faktyczny dystans, który przejeżdżamy (większość wypożyczalni wykorzystuje stawkę dobową), nie ponosimy też kosztów paliwa czy ubezpieczenia.

    Czy to się sprawdza?

    Zalety

    Według raportu Frost & Sullivan 2015 roku z usług carsharingowych korzystało około 7,9 mln osób na całym świecie. Ilość dostępnych pojazdów wynosiła 112 tys. Jak pokazują szacunki do roku 2025 nastąpi gwałtowny wzrost popularności tego trendu z 36 mln użytkowników korzystających z 427 tys. pojazdów. Dlatego najkrótsza odpowiedź brzmi: tak. Dłuższa: że wynika to bezpośrednio z licznych zalet korzystania z auta bez jego posiadania.

    • Oszczędność – ze względu na krótkoterminowość korzystania z auta, ceny mogą wynosić nawet kilka złotych (opłaty minutowe, godzinowe). Kusi też możliwość korzystania z buspasa oraz z niskiej (lub zerowej) opłaty parkingowej.
    • Niski stopień formalizacji i komplikacji – proces wynajęcia samochodu odbywa się za pośrednictwem aplikacji i jest w większości zautomatyzowany.
    • “Odkorkowanie” miasta i przestrzeni parkingowych – w miastach, w których funkcjonują usługi carsharingowe maleje ilość pojazdów poruszających się po drogach. Wpływa to także bezpośrednio na zwiększenie ilości (bezcennej) wolnej przestrzeni parkingowej w centrach miast.
    • Obniżenie poziomu zanieczyszczeń – mniej pojazdów to mniej spalin i hałasu (także traktowanego jako zanieczyszczenie). Na korzyść carsharingu przemawia również to, że w polskich flotach dostępne są auta spalinowe spełniające europejski standard emisji spalin (Euro 6) lub auta elektryczne.

    Wady

    Nie oznacza to jednak, że carsharing to święty Graal transportu, który nie ma wad. Tych jest kilka, choć zdecydowanie nie przeważają nad zaletami.

    • Ograniczenie geograficzne – większość operatorów carsharingowych jest dostępnych jedynie na terenie jednego miasta. Utrudnia to niestety odbycie dłuższej podróży poza jego granice (samochód musimy zostawić na terenie miasta, w którym działa dany operator). Dodatkowym problemem może być ograniczony zasięg pojazdów elektrycznych, które w krajach o infrastrukturze niedostosowanej do ich potrzeb (jak Polska) mogą mieć trudności w przejechaniem długich dystansów.
    • Znalezienie i dotarcie do pojazdu – carsharing to nie taksówka czy Uber. Po zarezerwowaniu samochodu musimy przejść w miejsce, w którym będzie on zaparkowany. Czasem może prowadzić to do sytuacji, w której poświęcamy tyle samo czasu na dotarcie do pojazdu, ile na samą jazdę (co w deszczową pogodę nie jest przyjemną perspektywą). Wzrost dostępności aut z pewnością stopniowo będzie redukować ten problem.
    • (Nie)dostępność aut w godzinach szczytu – rosnąca popularność carsharingu może prowadzić do sytuacji, w której flota samochodów nie wystarcza do obsługi wszystkich użytkowników. Jest to jednak uciążliwość, która dotyka także inne formy podróżowania w dużych miastach. Tutaj, podobnie, problem może rozwiązać poszerzenie floty usługodawców carsharingowych.

    Kto i gdzie? Miejski carsharing w Polsce i na świecie

    Na świecie

    Początki carsharingu w modelu B2C sięgają lat 80. i 90. To wówczas w państwach takich jak Szwajcaria, Niemcy, Szwecja, Holandia, Kanada i USA zaczęły powstawać (często współfinansowane ze środków publicznych) małe firmy oferujące dostęp do floty samochodów “na godzinę”. Rozkwit przypada jednak na początek XXI wieku. W 2000 roku w USA powstają firmy takie jak Zipcar, Flexcar czy CarClub. Ich szybki rozwój przyczynia się do coraz większej popularyzacji zjawiska. W 2012 roku usługi carsharingowe są już dostępne w 27 krajach, przy liczbie około 1,7 mln użytkowników. Obecnie jednymi z najpopularniejszych dostawców usług tego typu na świecie są marki Zipcar oraz Autolib.

    Rozwój popularności carsharingu nie umknął także uwadze innych graczy działających na rynku transportu. Jednymi z pierwszych marek, które zareagowały na to zjawisko były wypożyczalnie samochodów. Już w 2008 roku zaczęły tworzyć one swoje usługi carsharingowe. Wśród nich można wymienić Hertz on Demand, WeCar, Uhaul Car Share, Avis On Location.

    Za trendem zaczęły podążać także duże koncerny motoryzacyjne. Wynika to między innymi z obawy przed utratą młodych klientów (którzy chętnie sięgają po carsharing), jak i chęci utrzymania zainteresowania branżą motoryzacyjną. W 2008 roku Daimler stworzył własną markę Car2Go. Usługa jest dostępna w 30 miastach świata i dysponuje flotą przeszło 14 tys. samochodów. Przy liczbie 2 milionów klientów jest ona obecnie największą usługą carsharingową na świecie. Oprócz Daimlera serwisy carsharingowe w swoim portfolio mają także:

    • BMW – założona wraz z siecią wypożyczalni Sixt spółka DriveNow.
    • Volkswagen – zamknięty w 2016 roku serwis Quicar. Użytkownicy, jak i flota samochodów zostali przejęci przez Greenwheels, w którym VW ma 60% udziałów.
    • General Motors – być może najciekawiej rozwijana spośród wymienionych usługa Maven, która od niedawna umożliwia nie tylko carsharing, ale także przyjmowanie drobnych zleceń (gigs) we współpracy z Lyft i Uberem lub samodzielnie.
    • Citroën – usługa Multicity,
    • Mercedes – wprowadzona pod koniec zeszłego roku usługa Croove.

    Maven należący do General Motors


    W Polsce

    Rynek polski szybko dogania Zachodni. Usługi carsharingowe są już dostępne w kilku największych polskich miastach, m.in.:

    Polskie usługi carsharingowe swoim działaniem nie odbiegają od wzorców zagranicznych i różnią się między sobą jedynie szczegółami (dostępne typy samochodów, sposób naliczania opłat i ich stawki itp.).

    Magdalena Hibner, Marketing Manager, Traficar

    Chyba możemy już śmiało powiedzieć, że od chwili startu Traficara w 2016 r. krakowianie pokochali szybkie wynajmowanie samochodów na minuty. Ze statystyk wynika, że najczęściej podróżują nimi na zakupy oraz uczelniane wydziały. W ciągu pół roku od uruchomienia usługi z naszej floty skorzystało 8000 użytkowników. Wszystkie samochody przejechały w tym czasie 400 tys. kilometrów.

    Średni czas trwania kursu wynosi około 30 minut, choć z miesiąca na miesiąc się dynamicznie się zmienia. Obserwujemy też, że z coraz większym entuzjazmem klienci korzystają z tzw. opłaty postojowej, której koszt to 0,10 za minutę (łatwe przeliczenie: 6 zł za godzinę).

    Kliknij i rozwiń

    Perspektywy rozwoju

    Według wspomnianych już przez nas szacunków Frost & Sullivan do roku 2025 z carsharingu będzie korzystało 36 mln osób na całym świecie. Z kolei BCG szacuje, że do roku 2021 liczba sprzedanych samochodów zmniejszy się o 792 tysiące! Ma to wynikać z rosnącej popularności zjawiska w Ameryce i w Europie, a także coraz większej penetracji rynku przez rozwiązania współdzielenia w regionie Azji i Pacyfiku.

    Zwiększająca się gęstość zaludnienia w miastach, rosnące zanieczyszczenie powietrza i zmiana podejścia do własności wśród przedstawicieli młodego pokolenia prowadzą do sytuacji, w której carsharing wraz z innymi rozwiązaniami z obszaru sharing economy wydaje się przyszłością transportu. Już dziś coraz więcej miast w długofalowych strategiach rozwoju uwzględnia wprowadzenie tego typu usług na swoim terenie. Idzie to w parze z decyzjami władz, które mają zniechęcać mieszkańców do wykorzystywania swoich samochodów w centrach miast (wysokie opłaty parkingowe, duży stopień sformalizowania bądź koszty rejestracji nowego pojazdu).

    Pamiętajmy też, że carsharing ma wpływ na zmniejszenie natężenia ruchu, hałasu i obniżenie zanieczyszczenia spalinami. To sprawia, że władze lokalne coraz chętniej sięgają po rozwiązania, które tworzą przyjazny klimat wokół tego modelu współdzielenia zasobów. Spośród nich można wyróżnić:

    • zlecanie badań służących sprawdzeniu wykonalności i prawdopodobieństwa sukcesu usługi carsharingowej na terenie danego miasta.
    • włączenie carsharingu w długofalową strategię komunikacyjną miasta, np. wyodrębnienie specjalnych stref parkowania dla wynajmowanych pojazdów, umożliwienie poruszania się po bus pasach itp.
    • obniżenie kosztów operatorów, np poprzez zmniejszenie bądź oferowanie darmowej możliwości parkowania w strefach miejskich.
    • współpraca i konsultacje ze społecznością, organizacjami i miastami, które promują bądź korzystają z carsharingu.
    • prowadzenie programów carsharingowych dostępnych dla pracowników magistratu, (np. współpraca Houston z Zipcar).

    W Polsce taka forma współpracy między dostawcami usług, a władzami dopiero przed nami.

    Piotr Groński, Prezes Zarządu, Traficar

    Obecnie brakuje regulacji prawnych dla dostawców usług carsharingowych. Miasta posługują się obecnie narzędziem przetargu, w efekcie którego jedna zwycięska firma ma otrzymać uprzywilejowaną pozycję np. dostęp do buspasów. W naszej ocenie optymalnym rozwiązaniem byłoby stworzenie przepisów na poziomie ogólnopolskiej ustawy czy w ramach kompetencji samorządów oferujących wsparcie całej kategorii, a więc wszystkim firmom, które oferują usługi carsharingowe. Dofinansowanie jest zdecydowanie bardziej uzasadnione w przypadku komunikacji publicznej (także rowerów) niż wynajmie samochodów.

    Kliknij i rozwiń

    Carsharing miejski rozwija się w Polsce szybciej niż jego brat, czyli model P2P, dzięki czemu najpewniej zajmie silną pozycję w rodzimym krajobrazie sharing economy. W Warszawie, Krakowie, czy Wrocławiu swobodne podróżowanie do pracy wynajętym samochodem przestało już być czymś niezwykłym. Na rynku pojawia coraz więcej nowych usługodawców, a te firmy, które już na nim są, jak Traficar czy GoGet, planują rozszerzyć swoje usługi poza jedno miasto, równocześnie rozbudowując floty. Wszystko wskazuje na to, że Polacy naprawdę polubili carsharing. Czekamy, aż będziemy mogli powiedzieć to samo jako łodzianie :)

    Współautorem tekstu jest Adam Bęczkowski.

      Szkolenia

      Skomentuj

      Czego jeszcze nie robiłeś w bibliotece, a możesz?

      Przeczytasz w 20 minut Co-creation Collaboration
      Autor 9 maja 2017

      W bibliotece nie można spożywać pokarmów. W bibliotece nie można używać telefonów komórkowych. W bibliotece można wypożyczyć drona. W bibliotece można pobrać muzykę tworzoną przez lokalnych artystów. W bibliotece można szyć. Co jeszcze można robić w bibliotekach opartych na społecznej partycypacji i współtworzeniu?

      Dziś biblioteki nie mogą być już tylko księgozbiorem. W pierwszej lepszej znajdziesz czytelnię ze stanowiskami komputerowymi, gdzie poszperasz w internecie. Wypożyczanie płyt audio, filmów czy gier planszowych też już nie budzi zaskoczenia. Niedawno w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Opolu odbył się wykład mistrza ZEN Jong Mae Kun Sunima. Trwają jeszcze wystawy prac Bolesława Polnara, niezwykłego opolskiego grafika i malarza oraz ceramiki Małgorzaty Orlik. W filii MBP nr 4 odbędzie się szkolenie Senior ze smartfonem! dla osób, które ukończyły 50 lat i chcą postawić pierwsze kroki w wirtualnym świecie. Czy powinno to dziwić? Skądże! Biblioteka dziś to centrum kultury, gdzie mieszkańcy mogą wziąć udział w spotkaniach autorskich, klubach dyskusyjnych, debatach, wykładach czy warsztatach. Czy to Gdańsk, Opole czy Gierałtowice, biblioteki już nie pełnią tej samej roli co 10 czy 100 lat temu. Dziś mają być otwarte dla wszystkich poszukujących kultury, wiedzy, przestrzeni do działania i społeczności, do której można przystąpić.

      Nadchodzi czas zmian

      W lutym tego roku socjolodzy z Uniwersytetu Opolskiego (UO) badali jak opolska biblioteka publiczna spełnia oczekiwania młodych ludzi. Badania nad idealną książnicą trwają od 2010 roku, kiedy to ci sami naukowcy analizowali to w jaki sposób i co czytają uczniowie, oraz jak MBP powinna się zmienić, by tę młodzież przyciągnąć. Jak twierdzi dr Michał Wanke z Instytutu Socjologii UO: Ta nasza miejska jest już zbliżona do tego ideału, ponieważ robiliśmy podobne badania, zanim zbudowano i zaaranżowano tę bibliotekę.

      Po 6 latach młodzież wskazuje jaka biblioteka idealna powinna być:

      • nastrojowym miejscem zachęcającym do spędzania czasu nad książką,
      • przyjaznym miejscem, gdzie każdy mógłby się odnaleźć,
      • miejscem, w którym można odpocząć, spędzić miło czas,
      • miejscem do spotkań i rozmów bez potrzeby ściszania głosu,
      • przestrzenią zarezerwowaną dla młodych ludzi, gdzie mogą przebywać bez obecności dorosłych i dzieci,
      • posiadać miejsca do wspólnej pracy.

      Na pełne wyniki badań trzeba będzie jeszcze poczekać, ale już teraz widać, że biblioteka staje się, oprócz księgozbioru, również miejscem spotkań.

      20170201_113153-1
      Współtworzenie wizji idealnej biblioteki. foto: Instytut Socjologii Uniwersytetu Opolskiego
      20170201_105743
      Współtworzenie wizji idealnej biblioteki. foto: Instytut Socjologii Uniwersytetu Opolskiego
      20170201_130717-1
      Jedna z wielu propozycji idealnej biblioteki. Przykład współtworzenia przestrzeni publicznej przez młodzież. foto: Instytut Socjologii Uniwersytetu Opolskiego

      Okazuje się, że można zrobić jeszcze więcej – poprosić mieszkańców o współtworzenie biblioteki.

      Małgorzata Waleszko, “Partycypacyjna biblioteka publiczna: doświadczenia państw skandynawskich”.

      Przykłady zagraniczne wskazują kierunek nowoczesnych książnic. A jest to kierunek, który dobrze obrazują slogany takie jak “from collection to connection” (od gromadzenia do łączenia) Duńskiej Agencji ds. Bibliotek, czy “from collection to creation” (od gromadzenia do tworzenia) Stowarzyszenia Amerykańskich Bibliotek (ALA)

      Kliknij i rozwiń

      Biblioteka partycypacyjna

      Biblioteka partycypacyjna to miejsce, w którym czytelnicy traktowani są jako aktywni uczestnicy i chyba co najciekawsze – współtwórcy oferty bibliotecznej. Sam zaś budynek powinien zmienić się w przestrzeń godzącą kilka interesów społeczności:

      • być miejscem przeznaczonym do wypożyczania i czytania książek (a także multimediów),
      • być miejscem łączącym wydarzenia kulturalne, edukacyjne i kreatywne,
      • być miejscem opartym na innowacji i ciągłym rozwoju, reagującym na potrzeby odbiorców.

      Czas zatem odpowiedzieć sobie na pytanie: czym konkretnie jest biblioteka partycypacyjna?

      Małgorzata Waleszko, “Partycypacyjna biblioteka publiczna: doświadczenia państw skandynawskich”.

      Za partycypacyjną instytucję kultury uznaje się miejsce, w którym goście mogą wnosić własne pomysły, dzielić się treściami, oraz kontaktować z innymi ludźmi, by wspólnie komentować oraz ponownie wykorzystywać idee, formy wyrazu i obiekty oglądane i kreowane w trakcie odwiedzin. To także miejsca, w których dominującą formą komunikacji jest dialog, a użytkownik jest nie tyle klientem, co partnerem współpracującym z personelem przy realizacji zadań biblioteki, organizacji wydarzeń i wprowadzaniu nowych rozwiązań.

      Kliknij i rozwiń

      Dlaczego partycypacja jest ważna?

      O roli i efektach partycypacji w publicznych bibliotekach można (i powinno się!) rozmawiać na trzech poziomach.

      Pierwszy z nich dotyczy biblioteki jako instytucji, która dzięki współtworzeniu przez mieszkańców jest w stanie sprawnie konkurować z komercyjnymi placówkami o podobnym charakterze lub tych skupionych na cyfrowych rozwiązaniach. Znanym polskim przykładem są chociażby Wolne Lektury, a i torrentów nikomu przedstawiać nie trzeba.

      Drugi poziom odnosi się do indywidualnego podejścia do odbiorcy. Partycypacja w życie takiej instytucji jak biblioteka jest wyjściem naprzeciw oczekiwaniom współczesnego człowieka – kreatora, prosumenta, odbiorcy wielu mediów, często użytkownika, a nie właściciela.

      Ostatni trzeci poziom odnosi się do roli partycypacji jako spełnianiu potrzeb opartych na wspólnocie. Biblioteki dzięki temu mogą się stać spoiwem lokalnych społeczności, jednocześnie mając wpływ na kształtowanie odbiorcy, pełniąc przy okazji funkcję katalizatora dla pomysłów mieszkańców i dbając o rozwój lokalnych zasobów.

      Co można robić w bibliotece?

      Sięgając po zagraniczne przykłady szybko można się przekonać, że biblioteka ma naprawdę dużo do zaoferowania ludziom żyjącym w galopującym świecie. Przyjrzyjmy się paru pomysłom bliżej.

      HYPE Teen Center Detroit Public Library

      HYPE to przestrzeń stworzona tylko i wyłącznie dla młodych, gdzie mogą do woli rozwijać swoje talenty i zainteresowania. Kalendarz tego miejsca wypełniony jest warsztatami np. z szycia, aktorstwa, zarządzania finansami czy tworzenia materiałów wideo. HYPE Makerspace jest bogate w elektronikę, maszyny do szycia, zestawy małego grafika czy wszystko, co jest potrzebne do zbudowania własnego robota.

      7744564358_d9bb614893_o
      foto: HYPE Makerspace/Flickr
      IMG_0226
      foto: HYPE Makerspace/Flickr

      IDEA BOX, Oak Park Public Library

      Przestrzeń biblioteki staje się żywa i zmienna dzięki czytelnikom. Specjalna wydzielona strefa pozwala mieszkańcom współtworzyć bibliotekę we współpracy z pracownikami. Co miesiąc IDEA BOX zmienia swój charakter będąc np. wystawą poświęconą poezji pisanej przez czytelników.

      Local Music Project, Iowa City Public Library

      Znalezienie twórczości lokalnych artystów nie może być łatwiejsze. Local Music Project pozwala na gromadzenie, odsłuchiwanie muzyki i jej pobieranie (tu potrzebna już jest karta biblioteczna) przez mieszkańców Iowa City. Ściąganie utworów jest dozwolone tylko dla własnego użytku. Podobnie działa projekt Local Author z Sonoma Country Library. Tu jednak nacisk położony jest na lokalną literaturę.

      Total Lending Library, Berkeley Public Library

      Potrzebujesz wiertarki, piły albo kosiarki? Nie kupuj, idź do biblioteki. W Berekeley możesz skorzystać za darmo z ponad 200 narzędzi, wypożyczając je na maksymalnie tydzień. Prawdziwe sharing economy, czyli gospodarka współdzielenia w wykonaniu lokalnej społeczności. Pomysł na stworzenie takiej narzędziowni wyszedł od mieszkańców.

      Dron, Biblioteka Uniwersytetu Południowej Florydy

      Do użytku studentów oddano dwa Phantomy 2 Vision, które pod okiem pracowników biblioteki mogą służyć np. do wykonania projektu na zajęcia z architektury. Każdy student, który chciałby użyć drona, musi wcześniej przejść kurs jego obsługi. W tej samej bibliotece do dyspozycji studentów są kamery wideo, mikrofony i nowoczesne komputery. Raj dla fanów multimediów.

      Demotek, Szwecja

      Projekt Demotek daje szansę młodym użytkownikom bibliotek publicznych na tworzenie m.in. sztuki, wymianę doświadczeń, przeskoczenie różnicy pokoleniowej za pomocą nowych mediów. Efekty spotkań i warsztatów są włączane w zasoby biblioteki.

      Co nas czeka?

      Już dziś polskie biblioteki stają się swoistym centrum kulturowo-społecznym. Kolejny krok to pozwolenie czytelnikom na wprowadzanie społecznie potrzebnych pomysłów w przestrzeni bibliotecznej, przy udziale pracowników. Do tego jednak potrzeba dialogu, nie narzucania swoich propozycji. Tylko wtedy będziemy mogli mówić o partycypacji.

      W pogoni za nowością nie można zapomnieć o tym, że czy z warsztatem typu makerspace czy nie, biblioteki mają pełnić swoją podstawową funkcję, tj. dostarczać wiedzę i rozrywkę poprzez książki. Co prawda w 2016 r. jakąkolwiek książkę przeczytało zaledwie 37% Polaków, ale być może dzięki właśnie takim innowacjom jak kreatywne przestrzenie, nietuzinkowe zbiory, współorganizowanie wydarzeń, biblioteka stanie się miejscem chętniej odwiedzanym.

        Szkolenia

        Skomentuj