9 miejsc w sieci, które powinien znać każdy maker

Przeczytasz w 8 minut Co-creation Collaboration
Autor 13 grudnia 2017

Zasadniczo maker zadaje sobie dwa pytania: “Czy mogę to zrobić?” i “Czy to może zadziałać?”. Kolejne to “Gdzie spotkać takich jak ja w Internecie?”. Oto 9 miejsc w sieci, gdzie makerzy dzielą się swoimi pomysłami, tworzą społeczności i sprzedają dzieła.  

Partnerem i patronem naszego Przewodnika po Sharing Economy jest firma Traficar

Kim są dzisiejsi makerzy?

Wynalazcy, konstruktorzy, majsterkowicze, sympatycy “zrób to sam”, tówrcy, w końcu i makerzy. Według Dale’a Dougherty’ego, wydawcy magazynu Make:, każdy z nas jest makerem. Codziennie kreujemy otaczającą nas rzeczywistość, piekąc naturalne chleby, udoskonalając zabawki, dodając nowe funkcje urządzeniom, odnawiając meble w stylu Do-It-Yourself (pol. “zrób to sam”), projektując designerskie torby, szyjąc bluzkę z firanki czy pisząc aplikację. – Makerzy są pasjonatami, są amatorami i kochają to, co robią. Często nie wiedzą nawet, po co to robią.mówi Dougherty.

W filmie Maker. A documentary on the maker movement ruch makerów tłumaczony jest jako spotkanie pokolenia Sieci i rzeczywistości. Choć brzmi to niezwykle wzniośle, sprowadza się to, do tworzenia czy też majsterkowania z użyciem nowych technologii. Na bazie amerykańskich doświadczeń, ruch makerów jest nazywany nową falą kultur DIY i Do-It-Together (pol. zróbmy to razem). Falą napędzaną pasją do tworzenia i wspieraną przez zaawansowane technologie. Niekiedy w kontekście ruchu można spotkać się z hasłem “trzecia rewolucja przemysłowa”. Miałaby ona zastąpić tradycyjne konstruowanie innowacyjnymi pomysłami takimi jak otwarte oprogramowania, lokalna produkcja, finansowanie społecznościowe i cyfrowa fabrykacja. Autorzy filmu wielokrotnie podkreślają fundamentalne znaczenie Internetu dla makerów. Czy to oznacza, że makerem nie może zostać osoba bez dostępu do sieci i specjalistycznych rozwiązań np. drukarki 3D? Puryści przytakną, pasjonaci zaprzeczą. Kim jednak nie byliby dzisiejsi twórcy, wynalazcy czy makerzy, każdy z nich znajdzie swoje miejsce w sieci.

Wybrane przeze mnie platformy łączą w sobie dzielenie się zasobami (sharing economy), siłę społeczności i wysoki wskaźnik kreatywności. To tam można znaleźć inspirację, klientów czy wiedzę potrzebną do stworzenia nowego koła lub przynajmniej stroju Pacmana zrobionego z paneli LED.

miejsca-dla-makerow-wethecrowd
źródło: Arduino. Project HUB

Zagraniczne inspiracje

Maker movement rozwija się z coraz większym impetem w Polsce, ale wciąż spoglądamy na Zachód w poszukiwaniu inspiracji i wzorców.

Pierwszy z wybranych portali to Etsy, gdzie możesz kupić unikatowe produkty wykonywane w sposób tradycyjny i twórczy – począwszy od zapachowych świeczek po krzesło wymoszczone piłeczkami tenisowymi. W serwisie nietrudno znaleźć rocznicowe deski do krojenia z grawerem, gitarę elektryczną w całości do złożenia czy opiekacze na pianki i kiełbaski w niedwuznacznych kształtach. Etsy oferuje nie tylko platformę do sprzedaży wyrobów, ale także narzędzia do budowania, rozwijania i skalowania swojego produktu. To głównie propozycja dla zdolnych manualnie i artystycznie.

Kreatywność jest kobietą

Wydaje się, że Brit + Co to esencja ruchu makerów, a będąc precyzyjnym —

makerek. To miejsce spotkań internetowej społeczności i makerek, platforma e-learningowa oraz serwis dostarczający rozrywki w duchu Kreatywności i DIY. Całość dedykowana jest paniom, zwłaszcza tym, które lepiej czują się z tabletem niż pistoletem na klej w ręce.

Brit Morin, założycielka Brit + Co, wyjaśniła na łamach Forbes’a jaką potrzebę zaspokaja jej platforma. Zauważyła rozdźwięk między wewnętrznym dzieckiem a dorosłym w kontekście kreatywności. Obserwacje znanych jej kobiet pokazały, jak bardzo pragną być kreatywne i twórcze, lecz jednocześnie zmagają się z  brakiem pewności siebie oraz niedoborem narzędzi i umiejętności. Według niej, kobiety z pokolenia Millenialsów, jako pierwsza generacja, wychowały się w domach pracujących matek, które nie przekazały wiedzy dotyczącej gotowania czy szycia. Zamiast tego córki wybierały komputery i nowe technologie. Brit + Co jest właśnie dla nich, by wypełnić pustkę, zainspirować i zapewnić kobietom narzędzia, które pozwolą im wieść kreatywne życie.

 

Top 3% najlepszych wynalazków

The Grommet to platforma, gdzie znajdziecie wyselekcjonowane przez doświadczony zespół wynalazki, innowacyjne produkty i rozwiązania idealne na prezent. Celem jest wypromowanie wyjątkowych pomysłów, tym samym zwiększając szansę makerów na dotarcie do szerszej grupy odbiorców. Od 2008 The Grommet wypromował ponad 2 tys. marek, w tym SodaStream, IdeaPaint, FitBit, Bananagrams i FoodShouldTasteGood. Co ważne, platforma pozwala jednocześnie na zakup wybranego produktu, dzięki czemu możemy stać się posiadaczami np. Ice Grippers czy Ski Skooter — połączenia hulajnogi i deski snowboardowej, szczególnie przydatnych w zimie.

To idealne miejsce sieci na inspirację i inwestowanie w sprawdzonych wynalazców. Jeśli poszukujesz nowych narzędzi, gadżetów rozwiązujących codzienne problemy, czy po prostu dobrej rozrywki, The Grommet powinno znaleźć się w Twoich zakładkach.

Pełnia możliwości z drukiem 3D

Bolek i Lolek, Netflix & chill, gin i tonik — to nierozerwalne duety. Zalicza się do nich także Shapeways i druk 3D, które pozwalają wprowadzić w życie najbardziej fantazyjne pomysły. Shapeways skierowany jest do makerów, którzy chcą tworzyć innowacyjne produkty, ale nie mają dostępu do drukarki 3D, która mogłaby im to umożliwić. To sklep, gdzie można zakupić wydrukowaną biżuterię, zabawki, gry, przedmioty dekoracyjne do domu czy też gadżety np. do aparatu fotograficznego. Medium prezentujące nowości ze świata nowych technologii i możliwości ich zastosowania. Co ciekawsze jednak platforma daje możliwość wydrukowania własnego projektu na jednym z ponad sześćdziesięciu materiałów.
Jak wygląda ten proces?

  1. Tworzysz bezpłatne konto.
  2. Wgrywasz swój projekt do wydruku i otrzymujesz wycenę druku.
  3. Wybierasz materiał. To od Ciebie zależy czy będzie to stal nierdzewna, elastyczny plastik czy coś zupełnie innego.
  4. Twój pomysł zostaje wydrukowany i wykończony.
  5. Przesyłka z wydrukiem trafia w Twoje ręce.
  6. Możesz podarować najbliższym unikatowy prezent lub zacząć sprzedawać swoje produkty na platformie.

Shapeways polega na swojej społeczności zbudowanej z projektantów, makerów, przedsiębiorców i innowatorów. Na dedykowanym forum dzielą się pomysłami, wymieniają się wiedzą, czy prezentują swoje portfolio.

Zaprogramuj sobie… wszystko

Arduino powstało w Ivrea Interaction Design Institute jako proste narzędzie do szybkiego prototypowania dla studentów, którzy nie mieli wcześniej doświadczenia z elektroniką czy programowaniem. Dziś Arduino oferuje proste do użycia hardware i software oraz język programowania, dostępne na zasadach open-source. Znajdziesz tam także sklep z podzespołami i wszystkim tym, czego potrzeba makerom oraz bogaty w zasoby dział Nauki, gdzie krok po kroku nauczysz się korzystać z Arduino. Najciekawszym elementem układanki zdaje się być Project HUB, w którym społeczność konstruktorów-amatorów dzieli się swoimi rozwiązaniami z wykorzystaniem Arduino. W ten sposób każdy może zbudować np. automat do gry lub smartwatcha dedykowanego osobom cierpiącym na Alzheimera.

miejsca-dla-makerow-wethecrowd

źródło: Arduino. Project HUB

Giganci ruchu makerów

Maker Media założone przez wspomnianego już Dale’a Dougherty’ego, tworzą dwie kluczowe dla tego ruchu inicjatywy. Pierwsza z nich to wydawany od 2005 r.  magazyn Make: nazywany także biblią makerów. Dwumiesięcznik i portal internetowy informują o najciekawszych projektach z mariażu technologii i DIY, dostarczają wiedzy na temat nowych rozwiązań oraz pomagają nowicjuszom stawiać pierwsze kroki w tej dziedzinie.

Drugą flagową inicjatywą Maker Media jest Maker Faire. Maker Faire to wydarzenie dla entuzjastów technologii, rzemieślników, edukatorów, majsterkowiczów, pasjonatów, inżynierów, artystów, studentów, wystawców i wielu innych. To dla nich doskonała okazja do zaprezentowania swoich dzieł czy wynalazków, do eksperymentowania i szukania nowych rozwiązań w sztuce, nauce, inżynierii czy rzemiośle. Pierwsza edycja w 2006 r. odbyła się w San Francisco. Dziesięć lat później na całym świecie odbyło się ponad 200 takich imprez, przy czym cztery z nich — w Rzymie, San Mateo, Nowym Jorku i Shenzhen —  zgromadziły ponad 100 tys. ludzi. Z roku na rok Maker Faire pojawia się w kolejnych miastach, gdzie odbywają się mini edycje organizowane niezależnie, ale także te ogromne pod sztandarem Maker Media, w np. Berlinie, Seulu, Detroit, Taipei czy San Diego. Brzmi imponująco, ale to, co naprawdę robi wrażenie to pomysłowość wystawców prezentujących swoje wynalazki, w tym, chociażby mniej lub bardziej zaawansowane roboty, pojazdy, gry czy przedmioty, które można stworzyć pod okiem konstruktora.

Gdzie szukać polskich makerów?

Coraz częściej można spotkać w Polsce FabLaby, hackerspace’y czy inne fizyczne miejsca, w których konstruktorzy, rzemieślnicy i inni mogą stworzyć konkretny przedmiot czy rozwiązanie. Trudno jednak znaleźć takie platformy internetowe, które by napędzały polski ruch makerów, kreowały społeczność wokół tej kultury czy stwarzały szansę do zaprezentowania się zainteresowanym tematem. Poniższe propozycje zazwyczaj oscylują wokół polskich artystów, niszowych marek, projektantów mody i akcesoriów do wnętrz.

DecoBazaar

Jeśli szukasz ubrań, biżuterii lub dodatków do domu stworzonych przez niezależnych twórców, pasjonatów hand made to DecoBazaar jest właściwym miejscem. Możesz zostać stałym bywalcem sklepów lub zostać sprzedawcą własnych produktów, wystarczy przejść selekcję. To, co wyróżnia DecoBazaar na tle konkurencji to dział Vintage, w którym do nabycia są rzeczy używane.

miejsca-dla-makerow-wethecrowd

źródło: DecoBazaar/Visual Space

Pakamera

Sami siebie nazywają medium propagującym projektantów i niezależne marki. W efekcie powstało miejsce spotkań utalentowanych i wrażliwych na piękno ludzi, przestrzeń artystyczna polskiej społeczności internetowej. Pakamera w ciągu dwunastu lat zdążyła stać się największą platformą internetową tego typu w kraju, zbierając przy tym nagrody i wyróżnienia, m.in. zostali laureatami “Dobrego Wzoru” w dziedzinie usług, organizowanym przez Instytut Wzornictwa Przemysłowego.

miejsca-dla-makerow-wethecrowd

źródło: Pakamera

DaWanda

Najbliżej wyobrażenia o platformie dla makerów jest DaWanda. Na DaWandzie znajdziesz przedmioty polskich artystów wykonane w autorskich pracowniach.  Łączy ona w sobie funkcje sklepu z przedmiotami hand made, zaplecza z materiałami i narzędziami dla makerów oraz portalu z poradami DIY. Społeczność wymienia się poradami i inspiracjami na forum i licznych kanałach społecznościowych. Dział zrób to sam zawiera setki tutoriali, gdzie dowiesz się jak zbudować minimalistyczną półkę na klucze lub uszyć poduszki w kształcie klocków. Śledząc ich na YouTubie, poznasz także historie niektórych artystów. Jednym z nich jest Arkadiusz Pelc z pracowni jubilerskiej Arpelc.

To dopiero początek

Wraz z szybkim rozwojem technologii i coraz łatwiejszym dostępem do niej, ruch makerów ma szansę stać się wkrótce jednym z wiodących trendów. Dziś już nie potrzeba posiadać specjalistycznego sprzętu, by skonstruować swój pierwszy wynalazek, zwykle wystarczy komputer z dostępem do internetu. To odzwierciedla,  chociażby rosnąca popularność makerspace i hackerspace. Społeczność makerów ma swoją przestrzeń w sieci, w której może się rozwijać, wspierać i inspirować, ale to oczywiście nie wszystko, co jest dostępne na rynku. Warto pamiętać, że siłą ruchu jest kreatywność, wspierająca społeczność i nowe technologie co wypisz wymaluj brzmi jak reklama portali crowdfundingowych. Warto traktować je jako kolejne ważne zaplecze każdego twórcy, wynalazcy, makera. Choć jeszcze makerom nieco brakuje do mainstreamu, wiedz, że to niezwykle żywa forma kultury oparta na tworzeniu. Całkiem możliwe, że i Ty do niej należysz.

Partnerem i patronem naszego Przewodnika po Sharing Economy jest firma Traficar

 

    Szkolenia

    Skomentuj

    Czego nauczyły mnie ostatnie kampanie crowdfundingowe (i jakich błędów ty możesz uniknąć)

    Przeczytasz w 20 minut Crowdfunding
    Autor 7 grudnia 2017

    Crowdfunding to bardzo plastyczna materia. Podczas zbiórki zawsze jest miejsce na popełnienie kilku nowych błędów, ale to także szansa na naukę. Patrząc na to w ten sposób, przy dwóch ostatnich kampaniach finansowania społecznościowego proces uczenia się kosztował mnie kilka siwych włosów.

    W 2017 r., niemal w jednym czasie, pomagałem w przygotowaniu i realizacji dwóch całkiem różnych zbiórek crowdfundingowych.

    Pierwsza kampania to HandyShower (HS), czyli przenośny, wielofunkcyjny system sanitarny, prawdziwie nowatorskie urządzenie inżyniera Zdzisława Iwanejki. Za sprawą crowdfundingu chcieliśmy przetestować rynek, zebrać środki na produkcję serii testowej produktu, a także pomysły od użytkowników na to, jak jeszcze możemy go usprawnić.

    Druga kampania to zbiórka na film dokumentalny “Siostry”, realizowana przez Stowarzyszenie Aktywne Kobiety (SAK). Obraz opowiada historię trzech afgańskich sióstr, prawdziwych kobiecych liderek, a my chcieliśmy dotrzeć z ich historią do jak najszerszego grona ludzi, a przy tym zebrać środki na dystrybucję i promocję filmu.

    bledy-kampanie-crowdfundingowe-wethecrowd

    Zanim podzielę się z Tobą błędami, które popełniłem podczas ich realizacji i lekcjami, które możesz z tego wynieść dla siebie, zaznaczę:

    • obydwie zbiórki realizowane były w okresie wakacyjnym
    • dla obydwu przygotowaliśmy solidne strategie…
    • … chociaż w obu przypadkach nie mieliśmy za wiele czasu na przygotowania.
    • pomimo pewnych turbulencji, obydwie kampanie zakończyły się sukcesem;)

    No dobrze, a teraz do rzeczy!

    1. Nie zaczynaj i nie kończ swojej zbiórki w wakacje

    To chyba najbardziej bolesna lekcja, którą odebrałem i najprostsza rada, jaką mogę Ci dać już na początek. Kampanię HS zaczynaliśmy w czerwcu i kończyliśmy w środku wakacji i w tym samym momencie startowaliśmy ze zbiórką SAK. W efekcie o każdy grosz trzeba było walczyć dwa, jeśli nie trzy razy ciężej niż o dowolnej innej porze roku. Nie wspominam już o utrudnionej dostępności influencerów, którzy byli podstawą naszej strategii w kampanii “Sióstr”.

    Niestety, w obu przypadkach nie miałem na to wpływu, ale dziś, postawiony przed taką sytuacją, nie ustąpiłbym – crowdfunding? tak, ale nigdy w okresie wakacyjnym. Dlaczego? To chyba oczywiste, ale żeby być precyzyjnym:

    • w wakacje ludzie są fizycznie i mentalnie w innym miejscu; pozostają często poza zasięgiem sieci…
    • …a już z pewnością nie myślą o odwiedzaniu platform crowdfundingowych,
    • a nawet jeśli to robią, zaglądają częściej do portfela, bo w lipcu i sierpniu masę wydatków związanych z wyjazdami.

    Efekt? Niski ruch na Twojej stronie zbiórki oraz stosunkowo rzadkie wpłaty o względnie niskiej wartości.

    Jaka w tym lekcja dla Ciebie?

    Serio. Jeśli tylko masz taką możliwość, to nigdy nie startuj i nie kończ zbiórki w okresie wakacyjnym.

    2. Uzyskaj dowód słuszności od społeczności

    Komu ufasz bardziej? Twórcom urządzenia, którzy ubiegają się o Twoje fundusze? Czy użytkownikom, którzy to urządzenie przetestowali i dzielą się swoimi opiniami w social media?

    Zasadniczy błąd, który popełniliśmy w przypadku HS (powiązany też z presją czasu) to to, że mając fizyczne urządzenie w wersji prototypowej, nie przekazaliśmy go wystarczająco wcześnie grupie użytkowników do testów.

    Gdybyśmy zrobili to przed startem zbiórki, to już na platformie crowdfundingowej moglibyśmy chwalić się tak fajnymi, autentycznymi recenzjami vlogerów:

    Te materiały powstały pod koniec zbiórki. Wystarczyło wysłać urządzenia do testów blogerom odpowiednio wcześnie, a zasięg ich contentu oraz przekaz na pewno skierowałyby do nas więcej wspierających i wpłat. Być może także odbiór urządzenia byłby lepszy.

    Jaka w tym lekcja dla Ciebie?

    Jeżeli tylko posiadasz prototyp fizycznego urządzenia, zorganizuj możliwość przetestowania go przez użytkowników przed zbiórką lub na początku zbiórką. Jeżeli Twój produkt nie jest fizyczny (wydarzenie, akcja społeczna), przynajmniej zbierz rekomendacje, przygotuj koncepty – daj społeczności poczucie, że to, na co potrzebujesz od niej pieniędzy, da się zrealizować. I że to zadziała.

    3. Dokonuj korekt w oparciu o feedback

    Jak postrzegasz swój produkt? Wiesz jak, prawda? (Z pewnością nie jesteś obiektywny ;) ). A jak widzi go potencjalny nabywca i wspierający? Tu zaczynają się schody. Pozycjonowanie to zespół aktywności marketingowych, które mają służyć budowaniu pewnego wyobrażenia Twojej marki, produktu, usługi w umyśle odbiorcy.

    Przez to, że nie HandyShower nie znalazł się w rękach użytkowników przed startem kampanii, niewiele wiedzieliśmy o tym, jakie widzą w nim cechy, wady, zalety. Dopiero po starcie okazało się, że większość osób nie widzi tej innowacji, którą widzimy my. I natychmiast porównuje HandyShower ze zwykłym prysznicem kempingowym. Jaka była nasza reakcja? Błyskawicznie przygotowaliśmy prostą grafikę:

    Zadbaliśmy też o film, który prezentuje mnogość możliwości wykorzystania urządzenia:

    Jednak gdybyśmy już na początku zadbali o te materiały, z pewnością osłabilibyśmy falę sceptycyzmu, z którą spotykaliśmy się w komentarzach pod tekstami w mediach (m.in. Spider’s Web. MamStartup i kilka innych).

    Jaka w tym lekcja dla Ciebie?

    Musisz działać zwinnie i reagować na uwagi społeczności. Nawet jeśli się z nią nie zgadzasz, zawsze oferuje Ci chociaż szczyptę kolektywnej mądrości. Pozostawić margines na korektę w swojej strategii i elastycznie usprawniać sposób w jaki pozycjonujesz swój produkt lub usługę. Znaczenie ma:

    • dobór słów,
    • ich kolejność,
    • każde wideo i zdjęcie.

    To w ten sposób pokazujesz ludziom co finansujesz, nawet jeśli nie mieli tego w rękach. (a jeśli spełnisz także pkt. ?, będzie jeszcze łatwiej).

    4. Zadbaj o wystarczająco duży rozbieg

    Mówi się: trenuj ciężko, wygrywaj lekko. To jedna z kluczowych zasad, które zawarliśmy w naszym podręczniku crowdfundingu.

    W przypadku obu kampanii wiedziałem, że mamy zbyt mało czasu na zbudowanie masy krytycznej potrzebnej do czegoś, co nazywam “miękkim startem”. Stało się to odczuwalne, kiedy tylko licznik zaczął odmierzać czas. Brak silnej społeczności w połączeniu z okresem wakacyjnym nie pozwolił nam na uzyskanie znaczącej ilości wpłat w ciągu pierwszych 48h. To z kolei:

    • obniżyło morale zespołu,
    • nie pozwoliło na zbudowanie “success story” w oczach mediów w pierwszym tygodniu,
    • dało potencjalnym wspierającym poczucie, że zbiórka nie cieszy się powodzeniem.

    Jaka w tym lekcja dla Ciebie?

    Zawsze daj sobie czas na “rozbieg” (1-3 msc), tj. na start dopiero w momencie, w którym wiesz, że stoi za Tobą społeczność ludzi gotowych wpłacić pieniądze pierwszego dnia zbiórki. Jak to zmierzyć? Ilością adresów e-mail, ilością fanów Twojej strony na FB, ilością interakcji pod postami… ten pierwszy wskaźnik jest najważniejszy i najbardziej miarodajny. Bardziej miarodajne mogą być jedynie otwarte deklaracje chęci wpłacenia na Twój projekt.

    5. Zorganizuj zespół i komunikację wewnętrzną

    Zbiórka współorganizowana przez nas z SAK cierpiała w pewnym momencie na chaos wynikający z komunikacji wewnętrznej. Nie ma takiej strategii, której nie da się położyć przez złe jej wykonanie. A to najczęściej ma swoje źródło w komunikacji i podziale obowiązków.

    Mieliśmy problem ze znalezieniem ważnych dokumentów, nie wiedzieliśmy, kto ma kontaktować się z celebrytami i influencerami, nie było jasności, kto odpowiada za przygotowanie mailingu, a kto za reklamę AdWords… można było tego uniknąć, przyjmując jasne dla wszystkich ustalenia i system komunikacji.

    Jaka w tym lekcja dla Ciebie?

    Jeszcze przed startem, bez względu na to czy dysponujesz zespołem ludzi czy współpracujesz z taką agencją jak WeTheCrowd, zadbaj o:

    • przemyślany i wyraźnie zakomunikowany zakres ról i funkcji;
    • płynny przepływ informacji w zespole (przydadzą się współdzielone dokumenty na Google Drive, Slack czy inne narzędzie szybkiej komunikacji);
    • system raportowania, który pozwoli na wspólne wyciąganie wniosków i korekty w strategii.

    6. Działaj w zgodzie z Prawem Murphy’ego

    Pisałem o tym, że dobrą strategię może zaprzepaścić złe jej wykonanie. Może być też tak, że problem leży w samej strategii, dlatego nie powinno się jej traktować jak “świętej księgi”. To po prostu zespół założeń, hipotez i plan działań, który ma prowadzić do konkretnego, pożądanego efektu. Jeżeli praktyka pokazuje, że się nie sprawdza, trzeba zmienić założenia i/lub przetestować nowe hipotezy.

    Chcesz przykładów? Całą naszą strategię marketingową kampanii dla “Sióstr” oparliśmy na 4 solidnych (zdawałoby się) filarach:

    1. rekomendacji i zaangażowaniu influencerów (znani polscy aktorzy i aktorki)
    2. rozległej bazie mailowej (kilka tysięcy adresów)
    3. kontaktach z zagranicznymi aktywistami i ośrodkami
    4. relacjach z mediami

    Wszystko potoczyło się jednak w zgodzie z tzw. “prawem Murphy’ego”. Wiesz, co to znaczy, prawda?

    1. Influencerzy okazali się całkowicie niedostępni i niemrawi w okresie wakacyjnym. Nie podawali dalej naszych treści, a jeśli je podawali, to bez wezwania do działania dla fanów.
    2. Baza mailowa była przepełniona nieaktualnymi i przypadkowymi adresami, o czym dowiedzieliśmy się już po fakcie (czytaj: po dokonaniu rozsyłki po starcie).
    3. Zagraniczni aktywiści nie mogli wpłacać datków na film ze względu na problemy z systemem płatności.
    4. Mediów nie obchodziła nasza zbiórka, bo nie radziliśmy sobie dobrze (patrz pkt. 1-3).

    Jaka w tym lekcja dla Ciebie?

    My musieliśmy w pośpiechu przebudować strategię i rozwiązać nieprzewidziane problemy. Ale byłoby nam łatwiej, gdybyśmy pamiętali o prawie Murphy’ego ;) i mieli w zanadrzu kilka alternatywnych rozwiązań. Prośba: Ty tego błędu nie popełniaj, zgoda?

    Pamiętaj…

    …że zawsze jest miejsce na popełnienie kilku nowych błędów. Ale nie wierz mitowi, że uczymy się wyłącznie na swoich błędach. Czasem po prostu możesz uczyć się na cudzych, np. moich ;)

    A może już popełniłeś/-aś w przeszłości swoją porcję błędów podczas realizacji crowdfundingu i chcesz, aby znalazły się w kolejnym tekście? To dołącz do naszej ekskluzywnej grupy i podziel się nimi!

    >>>> KLIKNIJ, ŻEBY PRZEJŚĆ DO GRUPY <<<<

      Szkolenia

      Skomentuj

      Dzień z Traficarem. Recenzja carsharingu

      Przeczytasz w 20 minut Collaboration
      Autor 26 października 2017

      Rosnąca popularność carsharingu skłoniła mnie do przetestowania auta na minuty. Czy rzeczywiście rozwój trendu współdzielenia samochodów będzie oznaczał zmierzch posiadania ich na własność?

      Od pewnego czasu w różnych częściach Warszawy (i nie tylko) można zauważyć charakterystyczne srebrne auta z niebiesko-fioletowym logo. Kojarząca się z futurystycznymi pojazdami flota należy do platformy Traficar, której główną propozycją wartości jest możliwość łatwego wypożyczenia auta w dowolnym miejscu i momencie. O usłudze miałem szansę usłyszeć już z różnych źródeł, szczególnie ze strony młodych pracowników biurowych, których zdaniem carsharing to alternatywa dla pustoszących portfel taksówek i perspektywy życia z kredytem na auto.

      Korzystając z uprzejmości firmy Traficar, spędziłem typowy dzień roboczy poruszając się po mieście autem na minuty.

      Ruszamy

      Po krótkim i dość standardowym dla takich aplikacji założeniu konta (trzeba docenić, że nie przepisujemy nic z prawa jazdy – wystarczy zdjęcie!) uruchomiłem mapę. Wszystkie dostępne auta w Warszawie to Renault Clio. Czasem nie ma żadnego auta w pobliżu, więc musimy nastawić się na kilka minut pieszej wędrówki. Rezerwacja auta przez aplikację daje 15 minut na dotarcie i to dość rozsądnie oszacowany czas, chociaż nie zawsze carsharing będzie najlepszym wyborem jeśli wyjątkowo się spieszymy. Tym razem samochód znajdował się dokładnie po drugiej stronie ulicy.

      traficar-wethecrowd

      Mając styczność z miejskimi rowerami, od razu rozpoznałem kod QR na drzwiach kierowcy. Skanujemy go aplikacją i voila, drzwi otwarte. Zanim zacznie się naliczać opłata za czas wynajmu i przejechane kilometry dostajemy 2 minuty gratis na przygotowanie się do jazdy.

      traficar-wethecrowd

      Aplikacja od razu pyta o czystość wnętrza i zewnętrza samochodu. Sami oceńcie – ja wybrałem “najszersze uśmiechy” i mam wrażenie, że jest to w miarę spójnie utrzymywany standard.

      traficar-wethecrowd

      W drzwiach kierowcy znalazłem dwustronną kartę z szalenie cenną dla nowicjusza instrukcją obsługi/postępowania i FAQ. To nie tylko podstawowe informacje jak odpalić samochód, ale i m.in. instrukcja krok po kroku parowania smartfona ze sprzętem audio.

      traficar-wethecrowd

      Największą siła carsharingu jest autentyczna wygoda z jego korzystania. Bak nalany do pełna lub przynajmniej do połowy i banalna procedura w razie kolizji (jeden telefon i Traficar przejmuje problem) to gwarancja, że od momentu zamknięcia drzwi jedynym naszym zmartwieniem są warunki na drodze. Instrukcja rozwiewa wątpliwości jak działa wypożyczenie.

      Kluczyki w formie płaskiej karty znajdują się w schowku, tuż obok dowodu rejestracyjnego. Ważne, żeby kończąc wypożyczenie odłożyć je z powrotem tak, żeby okrągły magnes zaskoczył na swoje miejsce.

      traficar-wethecrowd

      Pierwszą trudnością może być znalezienie miejsca, gdzie należy umieścić kluczyki żeby uruchomić auto. Próby przyczepienia okrągłego magnesu za kierownicą spełzły na niczym. Przy dokładnym przejrzeniu tablicy i innych urządzeń w końcu znalazłem odpowiednią szczelinę – oznaczoną, ale położoną na tyle nisko, że z czystej chęci ułatwienia tego etapu czytelnikom załączam kolejne zdjęcie.

      traficar-wethecrowd

      Jazda

      Uruchomiłem silnik guzikiem, włączyłem światła (nie steruje tym automat) i wyjechałem na szerszą drogę. Renault Clio okazało się zgrabnym i dynamiczny autem, świetnie pasującym do niejednokrotnie chaotycznej szarady zmienianych pasów i przeciskania się przez zastawione (posiadanymi na własność autami) alejki. Bardzo pozytywnie odnotowałem też, że subtelny dźwięk ponaglał mnie do wskakiwania na wyższe biegi, co działa jak prowadzenie za rękę przy zaznajamianiu z mechaniką pojazdu. Dla osób przyzwyczajonych do większych aut wejście na czwórkę nastąpi w oka mgnieniu, co akurat dość dobrze pasuje do miejskich warunków jazdy.

      Trochę problemów sprawił mi wbudowany system wyznaczania trasy. Dwukrotnie pozwoliłem sobie zjechać nieco ze ściśle wyznaczonej trasy, co skończyło się natychmiastowym porzuceniem celu i totalnym zapomnieniem o lokalizowaniu. Czy GPS ma już sztuczną inteligencję, która lubi się obrażać? Wielka szkoda, że w autach nie ma (lub ja nie znalazłem w swoim) uchwytów na telefon, bo postawiłbym na własną, mniej kapryśną aplikację.

      Warto dodać, że można bezproblemowo zmienić język systemu – i ustawienie nie obejmuje tylko jednego przejazdu. Bardzo przydatne byłoby połaczenie tej funkcjonalności bezpośrednio z aplikacją, bo nie wyobrażam sobie porannych zmagań z mapą, która odpowiadałaby mi cyrylicą – a słyszałem o takich przypadkach.

      Podczas pierwszej próby parkowania ponownie doceniłem wymiary auta. Darmowy parking na terenie prawie całej Warszawy nie znaczy przecież, że spokojnie znajdziemy miejsce. Traficar specjalną naklejką przypomina o wyłączeniu świateł, zresztą zupełnie słusznie. Współdzielenie auta jest tak łatwe, że równie łatwo można zapomnieć o szczegółach.

      traficar-wethecrowd

      Absolutnie nie trzeba obawiać się krótkich postojów. Mając do załatwienia szybki odbiór na poczcie stanąłem na kilkanaście minut przechodząc na tryb opłaty postojowej,  kosztowało mnie dosłownie półtora złotego.

      Kończąc całe wypożyczenie koniecznie trzeba odłożyć kartę na miejsce i przede wszystkim po wyjściu z auta zakończyć operację za pomocą aplikacji.

      traficar-wethecrowd

      Ocena

      Auta Traficar są zdecydowanie czyste i nowe, a dynamiką wpasowują się w poruszanie po mieście. Ogromnym plusem jest zdjęcie z kierowcy głównych zmartwień – kosztów paliwa, ubezpieczenia, opłaty za parkowanie. To w świecie sharing economy absolutny wymóg dobrej platformy. Drobne usprawnienia w przyszłości powinny umożliwiać większą interakcję na linii auto-aplikacja. To może też ułatwić wprowadzanie nowych aut, o innych systemach i ustawieniach, do floty (wiem, że w Krakowie we współpracy z IKEA wprowadzono już np. dopasowane do przewozu mebli). Pewnym utrudnieniem jest wciąż ilość aut. Nie zawsze mogłem znaleźć samochód w zasięgu pieszych 5 minut, szczególnie poza Śródmieściem, Mokotowem, Żoliborzem i Pragą.

      Jak carsharing wypada cenowo? Naprawdę różnie, ale z taksówkami wygrywa bez większych problemów. Niemal identyczne czasowo i dystansowo przejazdy wypadły w zależności od pory dnia z mocnym, kilkuzłotowym rozstrzałem. Generalnie typowe przejazdy w stolicy – szacowane przeze mnie na 20-40 minut i 5-15 kilometrów – mieszczą się w widełkach 10-30 złotych. Opłaty są każdorazowo podawane przy wypożyczaniu, więc nieprzyjemnych zaskoczeń nie będzie.

      Jeśli zadajesz sobie pytanie, czy warto skorzystać ze współdzielenia aut, to odpowiedź jest dość jasna. Być może kiedyś warto było posiadać auto, był to pewien status społeczny i chluba. Dzisiaj doceniamy ponownie koncepcję wolności rozumianą jako wolność od zmartwień, własności, problemów. Poruszanie się autem w Warszawie ustępuje komunikacji publicznej, ale są przypadki, gdy samochód jest niezbędny i Traficar jest odpowiedzią, w pewnym sensie, “bez zobowiązań”.

      Nie ma lepszego zastosowania dla carsharingu niż wyjechanie w piątkową noc i powrót bez martwienia się tym, jak wrócić po auto zaparkowane w innej dzielnicy…

        Szkolenia

        Skomentuj