Udostępnij:, , Google Plus, Pinterest,

Opublikowano w:

Prehistoria crowdfundingu: Marillion

W 1999 roku, dziennikarz BBC Radio rzucił niedbale na antenie: „Marillion? A gdzie oni są teraz? Zresztą – kogo to obchodzi?”. Niebawem okazało się, że obchodzi to całkiem sporo ludzi, bo redakcja w której Simon Mayo pracuje otrzymała tyle maili od rozwścieczonych fanów zespołu, że padły jej serwery. Był to pierwszy, ale nie ostatni, pokaz siły tłumu stojącego za ekipą z Aylesbury.

Większość z Was, jeśli już kojarzy Marillion, to zapewne słysząc w uszach dalekie echa ballady Kayleigh. Jeżeli Nabokov powiedział, że jego najtrwalszym dziedzictwem będzie fakt, iż nikt już nie nada córce imienia “Lolita”, to dawny wokalista Marillion, Fish, jest zapewne powodem, dla którego wiele dwudziestoparoletnich dziewczyn nosi dziś imię „Kayleigh”. Utwór ten niemal znalazł się na szczycie list przebojów. Niemal, bo wyprzedził go utwór You’ll Never Walk Alone nagrany przez supergrupę… The Crowd. (Kto lepiej niż Marillion może wiedzieć, że z CROWDem nie wygrasz?).

Album, z którego pochodzi Kayleigh, Misplaced Childhood zapewnił ekipie z Aylesbury wypełnione po brzegi sale koncertowe, entuzjastyczne recenzje w pismach takich jak “Kerrang” i “Q” oraz masę pieniędzy. Niestety, jak w przypadku większości rock’n’rollowych oper mydlanych, tak i w przypadku Marillion nadeszły gorsze czasy. Menedżerowi należało się 20% prowizji od wszystkiego, co zespół zrobi. Rozciągnięta do granic możliwości czasowo i geograficznie trasa koncertowa pochłaniała coraz więcej pieniędzy, w wyniku czego zespół musiał poważnie zapożyczyć się u wytwórni EMI. Wreszcie, ostre konflikty wokalisty Fisha z menedżerem zespołu doprowadziły ostatecznie do odejście tego pierwszego. Biznes wziął górę nad muzyką, management nad zespołem, oczekiwania wytwórni nad oczekiwaniami fanów.

20 lat, 5 albumów i jednego wokalistę później, Marillion był w cieniu swoich sukcesów z końcówki lat 80. Zyskał jednak lojalny fan base i dla niego wydawał kolejne albumy, jeździł w trasy koncertowe. Równocześnie, piętrzyły się problemy biznesowe. Nowa wytwórnia, Castle Records, nie miała przekonania, czy warto inwestować w Marillion – przeznaczała niewiele środków na promocję wydawnictw i odmówiła sfinansowania amerykańskiej trasy zespołu. W szczególności to ostatnie było iskrą, która zmobilizowała najwierniejszych fanów: Tour Fund, ich oddolna inicjatywa z 1997 roku, wygenerowała 60 tys. dolarów, dzięki którym brytyjska ekipa mogła zagrać kilkanaście koncertów po drugiej stronie Atlantyku.

Przeczytaj, aby dowiedzieć się…

  • nieco więcej o współczesnej historii Marillion
  • o tym, w jaki sposób Marillion finansował swoje albumy dzięki fanom
  • oraz jaki może mieć to wpływ na przyszłość modeli wydawniczych

Niedługo później Marillion zdecydowało się zwolnić menedżera. Przygotowując się do nagrania następnej płyty, członkowie grupy rozesłali mailing do 6 tys. fanów z prostym pytaniem: „czy bylibyście gotowi zapłacić za nasz nadchodzący album z góry, aby sfinansować jego produkcję?”. Tłum ponownie stanął po stronie zespołu. Przedsprzedażowych zamówień było przeszło 12 tys, a w analogiczny sposób wydano wszystkie kolejne albumu Marillion: Anoraknophobia (2001), Marbles (2004), Happiness is the Road (2009) i Sounds That Can’t Be Made (2012). Crowdfunding, z CROWDem na czele, stał się nieodłącznym elementem tożsamości zespołu.

Przełom nie leżał jednak w tym co zrobili muzycy, ale w tym co zrobili fani. To właśnie za sprawą ich działań zespół odzyskał artystyczną niezależność i większą swobodę w planowaniu kolejnych posunięć. Nie musiał też pisać muzyki, która zadowoli wytwórnię czy stacje radiowe, bo od tej pory rozliczał się już tylko przed tłumem. Model, który udało im się stworzyć i przetestować w praktyce, zainspirował innych. To z ich doświadczeń czerpało ArtistShare – platforma, która o 9 lat wyprzedziła Kickstatera. Od tego czasu model finansowania i przeprowadzania kampanii crowdfundingowych w obszarze muzyki bardzo się rozwinął. By to stwierdzić wystarczy rzucić okiem na zbiórki, które przeprowadzili Amanda Palmer albo Public Enemy. Ale warto pamiętać, co zawdzięczamy właśnie Marillion.

PS. Wychodząc naprzeciw prośbie sformułowanej kiedyś przez zespół wobec dziennikarzy, napisałem tekst o Marillion niezawierający słów: „progresywny”, „Genesis”, „dinozaury”, „concept album”.

3 grosze BFM

To ciekawe, że większość autorów opisujących historię crowdfundingu, powołuje się na przykład Marillion w kontekście zbiórki zorganizowanej przez fanów na zebranie funduszy na trasę koncertową. Ale przecież bardziej właściwa jest ta druga zbiórka – ta na „Anoraknophobię” – którą zorganizował już sam zespół, oferując przedsprzedaż albumu i unikalne perki. To wtedy wykrystalizował się crowdfunding w postaci, w jakiej go znamy dziś. I warto to pamiętać, bo Marillion bez Fisha też ma swoje przebłyski ;]

Źródła: Karl Laemmermann, Crowdfunding, Crowdsourcing. Der Public Report 2012.