Udostępnij:, , Google Plus, Pinterest,

Opublikowano w:

Pierwszy raz z Uberem

Autorem tekstu jest nasz serdeczny kolega, Tomasz Dziuda, magik kodu, animator środowiska ludzi, którzy sprawiają, że strony internetowe i aplikacje są coraz bardziej przyjazne ;) Artykuł jest zbiorem przemyśleń po pierwszej przejażdżce Tomka z Uberem. 

My dorzucamy do tej beczki miodu łyżkę dziegciu. Jak to my.


Gdy pierwszy raz wsiadałem do samochodu zamówionego z aplikacji Uber, zupełnie  nie wiedziałem czego się po tej usłudze spodziewać. Z tyłu głowy miałem tylko pozytywne wrażenia z procesu rejestracji oraz świadomość, że o Uberze jest głośno z wielu różnych powodów. Kiedy wysiadałem – już wiedziałem Stałem się uczestnikiem rewolucji, która może przybrać w przyszłości naprawdę imponujące rozmiary.

Pierwsza myśl? Wow, wsiadam a kierowca już wie gdzie ma jechać. Wysiadam, a moja karta zostaje automatycznie obciążona opłatą za przejazd, którą w przybliżeniu znałem od początku. Nowy wymiar obsługi – “bezobsługa”.

Gdy pod wpływem pozytywnych wrażeń zacząłem później zgłębiać temat sposobu działania Ubera, zrozumiałem, że jest to naprawdę dobrze pomyślana platforma – gdy popyt przewyższa podaż, stawki rosną aby zachęcić innych kierowców do ruszenia na miasto. Do tego każdy kierowca i pasażer może zostać oceniony – pod kątem działania sieci społecznościowej mamy więc dokładnie tyle,  ile nam potrzeba.

Przeczytaj, aby dowiedzieć się…

  • czym jest i jak działa Uber
  • jak zmienia tradycyjną usługę przewozową
  • jakie są ciemne strony tej korporacji

Uber_Sharing Economy 2

Uber posądzany jest o nieuczciwą konkurencję wobec taksówkarzy. Ja natomiast zastanawiam się, czy to przypadkiem nie właściwy moment, aby obalić monopol taksówek na wożenie ludzi małymi samochodami?

Trzeba sobie zdać sprawę z tego, że jazda samochodem nie jest ani unikalną ani specjalną umiejętnością. W mieście (a to główny obszar działania Ubera, w kontraście do takiego BlaBlaCar) poradzi sobie nawet względnie początkujący kierowca. Ba, ta umiejętność jest na tyle mało złożona, że  nawet maszyny radzą sobie z nią naprawdę nieźle…

Być może w erze powszechnie dostępnej technologii GPS do przewozu osób w mieście nie powinny być wymagane żadne specjalne zezwolenia?  W interesie każdego większego miasta powinno być wspieranie tego rodzaju usług Sharing Economy. Dzięki nim można ograniczyć ruch na drogach, bo np. Kowalski pracujący na drugim końcu miasta podrzuci kogoś, komu jest po drodze na jego trasie. Na tym właśnie polega piękno wspólnej konsumpcji – na oszczędności zasobów. Tym większa szkoda, że  w naszym kraju ciągle panuje przekonanie, że posiadanie własnego auta to konieczność, a 15 minut dłuższej podróży bardziej ekonomiczną komunikacją miejską nie przystoi komuś kogo stać na 15-letni szrot sprowadzony z Niemiec. A taksówka to oczywiście luksus dla wybranych.

Uber ma z pewnością szansę zdobyć u nas klientów wśród osób, które taksówki uważają za zbyt drogie – ma mocno konkurencyjne ceny na tle taksówkarskich alternatyw.

Osobiście, liczę na kilka rzeczy w wykonaniu Ubera:

  • Większą popularyzację platform mobilnych – są ludzie, którzy chętnie wyposażą się w smartfon, jeżeli pozwoli im to zaoszczędzić czas i pieniądze.
  • Ciekawsze usługi w wykonaniu taksówek – podobno w San Francisco działa nawet Uber Sandwich :)
  • Zwrócenie uwagi opinii publicznej na zalety Sharing Economy.
  • Podwyższenie standardu usług i obniżenie cen u konkurencji.

Miło by było zobaczyć, jak zostaje rozruszany trochę niemrawy rynek taksówek i udaje się wykorzystać potencjału kierowców, którzy w ciągu dnia często marnują całe godziny na postoju. Uber obydwu grupom daje solidnie do myślenia. A swoją drogą, jestem ciekaw czy Uberowi uda się jako pierwszej dużej firmie wejść w rynek taksówek bez kierowców – wtedy nikt już nie przyczepi się do legalności usługi, a obecny etap może być zwyczajnym zbieraniem kapitału i rynków na kolejną wielką rewolucję rynku taksówek.

Kilka znaków od BFM

Zachwalając zalety Ubera (a właściwie zalety jego usług), nie wolno zapominać o ciemnej stronie tej marki. A jest o czym mówić. Uber podpiął się pod trend Sharing Economy ledwie kilka lat temu i to jest odczuwalne – swoim rynkowym zachowaniem przypomina raczej wyrachowaną, zafiksowaną na punkcie zysku korporację, w najgorszym znaczeniu tego słowa. Szantażowanie władz Nowego Jorku w celu uzyskania preferencyjnych warunków dla rozwoju swojego biznesu, zastraszanie dziennikarzy (sic!), sabotowanie konkurentów, ostra polityka cenowa połączona z brutalną ekspansją na nowe rynki. Warto wspomnieć też o niejasnym statusie kontraktorów, którzy pracują dla Ubera. Jest to jednocześnie zmora i błogosławieństwo większości przedsiębiorstw Peer-2-Peer Economy (inna nazwa SE). Kierowcy Ubera pozbawieni są benefitów socjalnych, w tym urlopu czy ubezpieczenia zdrowotnego. Słowem, w interesie Ubera leży umacnianie klasy prekariatu. Mówiąc o Uberze warto także wymienić jego mniej agresywne i bardziej pro-konsumenckie alternatywy: Lyft, Sidecar, Flywheel, Curb, Hailo, RubyRide. To one dają usłudze miejskiego ride sharingu nieco inne, bardziej miękkie oblicze.