Udostępnij:, , Google Plus, Pinterest,

Opublikowano w:

FOMO, czyli dlaczego cierpimy bez dostępu do Facebooka

Czy wiesz, że w momencie gdy czytasz ten artykuł, na YouTube trafia ponad 200 tyś nowych treści wideo? W tym samym czasie na Facebooku pojawia się ponad 2,5 miliona udostępnień, a na Instagramie i Twitterze – przeszło 200 tys. postów?

Naprawdę nie myślisz o tym, że w ciągu kilku najbliższych minut umknie ci masa wartościowych informacji? Że w tym momencie Twoi znajomi publikują coś interesującego? Uczestniczą w jakimś ciekawym wydarzeniu? Internet ucieka z każdą sekundą. My próbujemy go dogonić. A za nami podąża FOMO.

FOMO w czasach człowieka pierwotnego

FOMO, czyli Fear of Missing Out, to lęk przed tym, że ekscytujące lub ciekawe wydarzenie aktualnie dzieje się gdzie indziej, że coś nas omija. Ze względu na realia, w których żyjemy, strach ten często jest potęgowany przez social media.

Author's image
Oxford Dictionary

Przeczytaj, aby dowiedzieć się…

  • czym jest FOMO
  • jaka jest geneza zjawiska FOMO
  • jaki wpływ na odczuwanie FOMO na współczesny świat wirtualny
  • czy Ty również cierpisz na FOMO

FOMO nie jest niczym nowym, a raczej znanym od lat syndromem, którego opis został dopasowany do współczesności. To zjawisko może mieć swoje źródło nawet w teorii survivalu i sięgać aż do czasów człowieka pierwotnego. Wszystko nadal kręci się wokół posiadania informacji potrzebnych (bądź nie) do przeżycia. I nie jest to żadne wyolbrzymienie. Wyobraźcie sobie zagrożenie, o którym najpierw dowiadujecie się na Twitterze. Realne? W świecie 2.0 jak najbardziej.

Wolność, która nas niszczy?

Zjawisko FOMO po raz pierwszy opisał Dan Herman w 2000 roku na łamach Journal of Brand Management. Naukowiec skupił się głównie na zmianach, jakie wymusiła na społeczeństwie rewolucja technologiczna.

Herman twierdzi, że zjawisko FOMO zaczęło narastać od momentu, w którym społeczeństwo zaczęło odczuwać rosnącą świadomość niekończącej się wirtualnej możliwości wyboru. Czyżby sugerował, że wpadliśmy w “nałóg”, bo świat wirtualny dał nam nową formę wolności, nad którą nie jesteśmy w stanie zapanować?

Idźmy zatem dalej. W dobie komputerów pojawił się trend centralizmu treści tworzonych przez użytkowników Web 2.0. Dzięki social media dowiedzieliśmy się (a może nawet przekonaliśmy), że osiągnięcie sukcesu jest możliwe, zawsze i wszędzie, bez względu na wiek i doświadczenie. Musimy tylko… no właśnie – być dobrze poinformowani, być trendy, na czasie, wyprzedzić innych o krok, ścigać się i wiedzieć wszystko o wszystkich i wszystkim.

Stąd możesz pobrać darmowy ebook Hermana o FOMO >>

Istotę problemu FOMO stanowią więc 3 składowe:

  • świadomość atrakcyjnych możliwości,
  • szansa na wykorzystanie powyższych możliwości tak, by dały nam poczucie znaczenia i świadomości kontroli nad swoim życiem,
  • dostrzeżenie tego przez innych.

Ostatni punkt na pewno nasunął Wam myśl o mediach społecznościowych. Nieustannie jesteśmy podłączeni do sieci i odczuwamy ciągłą chęć posiadania informacji o tym, co robią inni oraz dzielenia się tym, co robimy my. Kiedyś słyszałam określenie, że social media to “współczesny ekshibicjonizm”. Mówimy w nich o rzeczach, o których nie powiemy obcym na ulicy. Możecie sobie wyobrazić, że po publikacji tego artykułu wychodzę na ulicę i krzyczę “hej, napisałam fajny artykuł, wejdźcie na blog WE the CROWD i przeczytajcie”? Pewnie możecie. Ale (słusznie) myślicie: po co? Szkoda zachodu, bo takim działaniem dotrę do zbyt małej liczy osób.

Internet, urządzenia mobilne oraz social media dały nam coś wspaniałego – dostęp do niezliczonej ilości informacji, nieograniczonej, ani czasem ani miejscem, możliwości wyboru, rozwoju i interakcji. Jednocześnie zamknęły nas w matni, z której nie ma wyjścia. Wpadamy w błędne koło, w którym toczy się gra, a każda odkryta karta oznacza nową okazję, lepszą niż poprzednia. I tak na okrągło.

FOMOcepcja, czyli let’s go deeper

W 2011 roku, w brytyjskim The Times, ukazał się pewien tekst. Jego autorka wylewała na papier swoją frustrację związaną ze spotkaniem ze znajomymi, podczas którego niemal wszyscy korzystali z mediów społecznościowych (znacie to, prawda?). To była inspiracja dla brytyjskiego socjologa Andrew K. Przybylskiego i początek jego badań nad FOMO. Za punkt wyjścia zjawiska uznał teorię autorealizacji a samo FOMO potraktował jako… uwaga zabrzmi strasznie: “samoregulację próżni, wynikającej z sytuacyjnego i chronicznego deficytu psychologicznej potrzeby satysfakcji”.

Co to znaczy?  Sięgamy po social media w poszukiwaniu satysfakcji? Czy sięgamy po social media, bo cierpimy na FOMO? Albo (let’s go deeper!) połączenie FOMO i social media prowadzi do braku satysfakcji i szczęścia, wynikającej z nadmiaru informacji? Czyżby to była odpowiedź na fenomen mediów społecznościowych?

FOMO to samoregulacja próżni, wynikającej z sytuacyjnego
i chronicznego deficytu psychologicznej potrzeby satysfakcji.

Author's image
Andrew K. Przybylski

Przybylski w toku swoich badań doszedł do kilku ciekawych wniosków:

  • osoby cierpiące na FOMO częściej “zaglądają” do mediów społecznościowych;
  • FOMO jest bardziej pogłębione u osób młodszych, płci męskiej;
  • osoby starsze są mniej podatne na FOMO i jednocześnie bardziej usatysfakcjonowane ze swojego życia;
  • osoby, które mają wyższy poziom FOMO są dużo mniej usatysfakcjonowane z życia

Podsumowując teorię Przybylskiego, chyba mogę powiedzieć, że social media pełnią rolę psychologicznego wypełniacza, który uzupełnia naszą potrzebę spełnienia w społeczeństwie. Zgodzicie się?

Jak bardzo powszechnym zjawiskiem jest FOMO?

Im więcej czytałam o FOMO tym bardziej  nabierałam przekonania, że powszechność tego fenomenu mogła spowodować, że go nie dostrzegaliśmy. Wystarczyło, że ktoś to nazwał i opisał.

Według badań, wspomnianego wyżej Dana Hermana, aż 70% społeczeństwa miało styczność z FOMO. Tę grupę można  podzielić na mniejsze części, z których jedna wykorzystuje ten strach w pozytywny sposób (motywacja do działania i rozwoju), druga neutralnie, a trzecia żyje zamknięta w próżni poczucia marności.

FOMO ma ciemną i jasną stronę. To ty wybierzesz czy będziesz Vaderem czy Lukiem Skywalkerem.

To od nas zależy, którą “stronę mocy” wybierzemy. Możemy przekuć FOMO w nasz sukces zawodowy i prywatny, albo, jak napisał Herman, “koncentrować się na pustej połowie szklanki”. To od nas zależy czy w social media znajdziemy coś wartościowego, co wzbogaci naszą wiedzę w danej dziedzinie, czy będziemy jedynie podsycać naszą zazdrość wobec znajomego, który właśnie zaserwował najlepszą prelekcję w życiu.

Odpowiedzcie sobie na pytanie: ile razy przyłapaliście się na bezsensownym scrollowaniu feeda, a ile razy wyciągnęliście z niego coś wartościowego? Jak często zapisujecie linki do Pocket zamiast przeczytać je od razu? Scroll scroll, scroll. Szklanka może być do połowy pełna, gdy zapełnimy ją wartościowymi dla nas informacjami.

FOMO to koncentracja na pustej połowie szklanki.

Author's image
Dan Herman

Jestem typowym Millenialsem. Irytuje mnie nadmiar informacji, ale jednocześnie nie mogę się obejść bez codziennej dawki newsów. Na dodatek pracuję w branży, w której bycie o krok za najnowszymi trendami jest słabe. Wiem, że Facebook zabiera mi za dużo czasu, że jest moim głównym źródłem prokrastynacji (nawet nie liczyłam ile razy zaglądałam na “fejsa” podczas pisania tego tekstu…). Pewnie znacie to z autopsji:

  • wstaję rano, pierwsze co robię, to odpalam telefon: mail, Facebook, Instagram, Twitter, w nocy musiało się coś ciekawego wydarzyć;
  • obiad? Telefon przy talerzu;
  • urlop bez Internetu?! Ale jak to? Impossible! Przecież muszę pokazać gdzie jestem i przy okazji sprawdzić co się dzieje na świecie, przecież kryzys w social media może się zdarzyć w każdej sekundzie;
  • wydarzenie branżowe? Zamiast słuchać co mówią prelegenci, ja tłituję

Czasami czuję się jak przerysowana bohaterka tej produkcji od Buzz Feed:

Tak wygląda moje FOMO. A jak wygląda Twoje?


Ciekawa jestem co teraz zrobicie. Dajcie znać w komentarzach.